Tak, na Babiej Górze też były lodowce
Maj 10, 2009
„Gdzie oprócz Tatr działały kiedyś lodowce?” - To odwieczne pytanie geografów, geologów i innych najzwyklejszych górołazów? Ci pierwsi długo się przekomarzali i wymieniali argumentami, ci ostatni kojarzą sprawę jedynie ze słowem „kocioł”, czyli oprócz Tatr jeszcze Karkonosze. I słusznie.
Faktem jest jednak, że intensywna działalność lodowcowa miała najprawdopodobniej swoje miejsce w przynajmniej 4 innych miejscach w Polsce. Naukowcy potwierdzili już występowanie niszy niwalnej (czyli małego lodowczyka, płatu stałego lodu) na południowych stokach Śnieżnika w Sudetach. Mini-kocioł daje początek rzece Morawie, stosunkowo dużej rzece Czech. Drugi w kolejności i jakoby naturalny kandydat to Pilsko (1557 m. npm) I rzeczywiście, choć brak tutaj typowego kotła, lub doliny opartej o szczyt to przyjmuje się, że niektóre nisze osuwiskowe pod szczytem zostały w plejstocenie przemodelowane przez niewielkie lodowczyki i wieloletnie płaty śnieżne. Trzecim, najbardziej dyskusyjnym miejscem jest masyw Tarnicy w Bieszczadach, gdzie część naukowców również lokuje niewielkie nisze lodowe czy też płaty, które nadały początek kilku żlebom. To niższe wysokości ale i klimat był tu ostrzejszy
Najlepiej działalność lodowcową widać jednak na północnych stokach Babiej Góry. To w końcu szczyt 1725-metrowy. Na urwistym, postrzępionym i wolnym nierzadko od promieni słonecznych osuwiskowo-obrywowym stoku istniały przynajmniej 2 lodowczyki i kilka nisz. Najlepszymi przykładami na to są doskonale widoczne z Zawoi żleby (Poszukiwaczy Skarbów lub Szeroki Żleb) oraz kociołki i dolinki lodowcowe.
Schodząc z Diablaka czerwonym szlakiem na Przełęcz Bronę idziemy wzdłuż urwiska Kościółków. Po naszej prawej stronie – mini dolina lodowcowa – mały kocioł na wysokości ok 1650 metrów, na prawo i w dół od Kościółków około 800-metrowa dolinka, żwieńczona mało wyrażnym zakumulwanym wałem – nie jest to typowa morena, gdyż część materiału nagromadziła się w wyniku osunięć i oberwać. A jednak. Pospolita nazwa dolinki to Kamienna lub Kamienista Dolina. Podobno raj dla bezmyślnych skitourowców. Ja tam byłem, nad urwiskiem fociłem i marzenie swe spełniłem – lodową historię Babiej sprawdziłem.
Sinfonia.pl na rockowo. Czyli w internecie jest sporo niszy
Maj 5, 2009
Jeśli ktoś twierdzi, że „coś” już w ramach „czegoś” powstało i nie ma sensu tego tworzyć na nowo – myli się. W polskim internecie jest jeszcze masa nisz, które aż proszą się o zagosporadowanie. W formie forów, blogów, wortali czy… serwisów społecznościowych. Paweł Gregorczyk, zabrzanin i dziennikarz, znawca muzyki metalowej założył portal właśnie na temat powyższy i zdaje się, że wygra. Wizjonerzy internetu mówią o „specjalizacji” internautów i stronach ukierunkowanych. Tak jak 10 lat temu wieszczyło się wielki sukces dziennikarzy branżowych (i słusznie jak widać, bo praca dziennikarska w konkretnych dziedzinach kwitnie) tak wortale tematyczne, portale branżowe, społeczności wyspecjalizowane mają wielkie szanse bytu. W zależności od tego ile osób w Polsce interesuje się tematem, tyle marek internetowych może powstać i utrzymywać się śmiało.
Powiedzmy – muzyka rockowa. Szybki szacunek – interesuje się nią aktywnie 5% internautów. To dobre 500 tys. ludzi. Widzę tu szans przynajmniej dla 3 portali społecznościowych, kilku serwisów-informatorów koncertowych, kilkanaście forów, 4-5 wortali czy serwisów, 4-5 witryn gazetowych, magazynowych i masę blogów. Żyjemy akurat w takim momencie, gdy odwaga popłaca. Zdania typu „stary, przecież tego już pełno” albo „po co ci to jak na pewno to już ktoś wymyślił zazwyczaj się nei sprawdzają. Gdy pomysł wypala. Sinfonia.pl łączy w sobie zadatki wszystkich wymienionych powyżej form aktywności internetowej i trzymam za nią kciuki. Czego brakuje? Dobrego wypozycjonowania w google (skoro to nisza, jest łatwiej pokazać się internautom na zasadzie „drugiego kontaktu”, czyli po wyszukiwaniu), lepsze SEO i – koniecznie – taki element społecznościowy jak „dodaj artykuł”, „dodaj recenzję”, „dodaj fotorelację”. Między innymi po to by na dzieńdobry serwis nie zbudował muru pomiędzy twórcami a odbiorcami.
Nakło Śląskie, sielanka Donnersmarcków [ZDJĘCIA]
Maj 2, 2009
Pomiędzy Świerklańcem a Tarnowskimi Górami leży Nakło Śląskie z opartym nań od zachodu kompleksem pałacowo-parkowym oraz kościołem po drugiej stronie drogi. Miejsce te łączy się bezpośrednio z bytomsko-siemianowicką linią rodu Henckel von Donnersmarcków. Najpierw dobra rycerskie przejął Ferdynand potem Łazarz III i Hugo I. Dzieła dopełnił jednak Łazarz IV. Wybudował on w 1856 roku na miejscu zamku rycerskiego pałac w stylu neogotyckim oraz kościół, który stoi do dziś i kryje w sobie krypty rodziny – mauzoleum, gdzie pochowano szóstkę ważnych postaci rodu. To jedyne takie miejsce na Śląsku.
Do pałacu wchodzi się okazałą bramą, dookoła otoczony jest w miarę unikatowym starodrzewiem, jednak stan w jakim znajduje się całe założenie parkowe budzi spore wątpliwości. Niewątpliwie największa atrakcją budowli jest nietypowa neogotycka ale trochę historyzująca wieża, jedna – a porządna – rzadkość wśród śląskich pałaców.
100 metrów od pałacu znajduje się jeszcze jest tak zwany Dom Sierot prowadzony obecnie przez siostry Boromeuszki. Inicjatorką powstania sierocińca była hrabina Maria – żona Łazarza IV, pochowana w okolicznym mauzoleum. Obecnie tu znajduje się Dom Opieki Społecznej z ładną klinkierowaną fasadą, trochę taką bauhausowską. Aby obejrzeć kryptę, należy się umówić telefonicznie i poprosić o zgodę. Proboszczem tutejszej parafii jest Eugeniusz Bill.
Jeśli znajdziemy czas, np oczekując na autobus do Tarnowskich Gór, można podejść i obejrzeć ogromny kompleks folwarczny Donnersmarcków. Znajdują się tutaj zabytkowe stajnie, stodoły i folwarki, jako, że nakło stanowiło wany ośrodek rolniczo-rybacki na mapie hrabiowskich włości.
Nowa witryna National-Geographic.pl – dobra robota katowickiej agencji Netizens
Maj 1, 2009
… i na pewno zaskoczy. Jako wieloletni fan NG, właściwie kilkunastoletni oddany fanatyk marki długo czekałem na zapowiadany refresh serwisu magazynu, który w Polsce działał od 2002 roku i bardzo stoporniał. Obserwując branże turystyczno-krajoznawczą wciąż widzę niszę, czarną dziurę i pustkę – mimo powstania w Polsce kilku dobrych serwisów społecznościowych, przyklejonych do wspomnianej wyżej branży wciąż jest sporo miejsca na nowe. National-Geographic.pl zajął więc sporo miejsca, tym bardziej, że szlak przetarł mu iny, podobny serwis również wydawnictwa G+J Polska, czyli Oddysei.com.
Na pierwszy rzut oka sporo i chaotycznie – to prawda, ale dla konkretnego odbiorcy, pożądanego dla serwisu, czyli tego, co wie w jaki sposób chce działać – serwis jest łatwiutki po pierwszych 10 minutach i kilkunastu przeklikaniach. Jest tu wszystko, czego potrzeba bym się zadomowił. Ja czyli – mam nadzieję – pożądany użytkownik NG. Podróżuję, archiwizuję foty, piszę przewodniki, robię mapy, zwiedzam, czytam o miejscach, eksperymentuje w wycieczkach, jestem geografem itd itp, nie marnuję wolnych weekendów (no może ten majowy) itp itd. Mamy miejsce na fotoblogi, interaktywną społeczność, forum, zdjęcia i artykuły, świetne wideo z tłumaczeniami na polski oraz pomysłową rzecz – geopedię, encyklopedię geograficzno-kulturalną. Brakuje rzeczywiście możliwości ładnego druk treści ze strony.
– Polski serwis jest jednym z najbardziej rozbudowanych serwisów National Geographic realizowanych przez licencjobiorców tej marki na całym świecie – mówi Marcin Kozioł, Dyrektor Multimediów G+J Polska. – Żaden inny serwis NG nie angażuje użytkowników w tak szerokim zakresie, dając im szansę zaistnienia, pokazania siebie i swojej twórczości innym sympatykom idei przyświecających działalności Towarzystwa National Geographic. [ źródło: Mediarun.pl ]
Serwis wykonała katowicka agencja kreatywna Netizens, pracująca na codzień w zloftowiałym browarze Morskich w Szopienicach (wypas!). To kolejny dobry serwis agencji, po której powoli już wiadomo czego można się spodziewać – ja widzę pewien styl, własny concept. Jest ok!
(Przy okazji zapraszam na tegoroczny Tour The Ruda, akcję, którą stworzył między innymi Artur Kępa – kiedyś pracownik Netizens). Czytaj artykuł: Partyzanci i urzędnicy razem prostują obraz Śląska











Ostatnie komentarze