Zabytki Madrytu. Co warto zobaczyć w mieście w 2 dni [PRZEWODNIK]

Listopad 20, 2011

Na wstępie powiem, że Madryt jest bardzo drogim miastem. Jak to sprawdzać na szybko? Zerknąć na ceny Big Maca w pewnej restauracji. Zaszokowała mnie kwota 9 euro. Po ile w takim razie jest w Skandynawii? Dosyć drogie są ceny biletów komunikacji miejskiej, biletów wstępu i żywności. Może w kryzysie, który czeka Hiszpanię coś spadnie?

Tanie są wciąż natomiast przeloty na terminal T1 Barajas. Zarówno z Krakowa, Wrocławia, Katowic czy Poznania – te miasta wchodziły w rachubę dla mnie. Poleciałem za mniej niż 150zł Wizzairem. I to w czasie, gdy milion ludzi przyjechał na Światowe Dni Młodzieży! (Stąd te ceny?)

W Madrycie byłem 2 dni pomiędzy lotem do Maroko (Uwaga! loty z Madrytu do Maroko Ryanairem czasem są po kilka albo kilkanaście Euro! Atrakcyjne!). W mieście było dwa razy cieplej, niż w Afryce. W nocy w moim hostelu, położonym w secesyjnej 11-piętrowej kamienicy przy ruchliwej Gran Via było ponad 25 stopni. Za to widok z tarasu przedni. Hiszpanie mają w zwyczaju suszyć pranie w wewnętrznych klatkach schodowych, które działają jak kominy wulkanu. Pyk i suche, no to następna partia prania, pyk!

Co zobaczyć w Madrycie w 48 godzin?

Jak kto woli. To wystarczający czas, aby zobaczyć wszystko to, co najlepsze a nawet zahaczyć o Toledo. Warunek jest jeden – wstajemy o 6.00 rano.

Dzięki świetnemu, zachwycającemu, niesamowitemu systemowi metra (3 w Europie) dostaniemy się wszędzie dosyć szybko. Uwaga! cena biletu na linię z i do lotniska – droższa. Rano najlepiej zacząć od centrum. Upał mały, ludzi też mniej. I 3-godzinnym spacerem możemy zaliczyć Plaza Mayor (wrócić tu w nocy!), uliczki starego miasta, Pałac Królewski wraz z ogrodami, okolice Katedry (niestety wejście płatne), dalej Mercado San Miguel – w porze obiadowej, Puerta Del Sol pełen grajków i azjatyckich turystów.
Duże wrażenie powinno na Was wywrzeć Muzeum Prado. Tym bardziej, że jest codziennie darmowe od godziny 18:00. Jak już jestesmy w okolicy muzeum nie można nie podejść do Parku Retiro – świetnie utrzymany i naprawdę zielony oraz modernistycznego budynku Caixa Forum – dawnej elektrowni. Obok założono gigantycznych rozmiaró ogród pionowy, na ścianie jednej z kamienic. W czasie swojego dwudniowego pobytu udało mi się włożyć również spacer w okolice egipskiej świątyni Debod, skąd nieźle prezentuje się serce miasta – njstarsza jego część z Pałacem i Katedrą oraz dzielnica rekreacyjna Casa Del Campo. To gigantyczny obszar ścieżek i parków Parkiem Rozrywki „Parc Des Attractions„, który posiada jedną z najszybszych kolejek górskich na świecie. Jeśli nie ma sezonu – pół dnia zabawy Wam wystarczy. Mi wystarczyło. Drugie pół można poświęcić na wypad za 12 Euro pociągiem do Toledo – dawnej stolicy państwa – takiego hiszpańskiego Krakowa, gdzie przenikają się wpływy arabskie, iberyjskie i kolonialne. Więcej o darmowych atrakcjach Madrytu

Trochę fotek z pobytu, prosto a Ajfona. Na końcu wpisu normalne:

Jako miłośnik architektury i sportu nie mogłem odmówić sobie przejażdżki metrem pod Bramę Europy w miejscu, gdzie znajduje się madryckie „city” pełne drapaczów chmur – niekoniecznie pionowych, czasem… ukośnych. Tuż niedaleko stoi pomiędzy kwartałami zabudowy mieszkalnej słynne Santiago Bernabeu. Robi słabe wrażenie z zewnątrz. Nigdy nie dałbym głowy, że w środku mieści tyle tysięcy miejsc. Bilet wstępu… drogi. Powyżej 20 Euro dla uczniów i 30 dla dorosłych. Nie skorzystałem, nie kibicuję Królewskim.
Nocne życie Madrytu to czasem jazda bez trzymanki. Uliczne imprezy, koncerty rockowe – nie tylko amatorów mieszają się z nachalną prostytucją i wszechobecnymi imigrantami z Ameryki Łacińskiej – czasami wypatrującymi Twojego portfela. Dużo życia towarzyskiego przenosi się do barów tapas i kawiarni. Nocą słynna Gran Via robi dobre wrażenie – niczym Nowy Jork 100 lat temu. Tak wysokie są w niektórych miejscach „kamienice-wieżowce”.

Spacer kończę pod pomnikiem Cervantesa. Tuż pod nim rzeźba Sancho i Pansy. Strasznie mdła książka, nie przypadła mi nigdy do gustu. Miasto bardziej, gdyby nie morderczy pęd na nocny autobus na lotnisko (Plac Cibeles). Zapamiętajcie, przyda Wam się w czasie kilkudniowych pobytów. Dlaczego?

Wypad do Madrytu, który latem działa jak generator ciepła, to jednak moim zdaniem jeden z najciekawszych pomysłów na kilkudniowy wypad z Polski. Tym bardziej, że rysuje się perspektywa bonusu w postaci lotu do Marakeszu czy Fezu. Ryanair kursuje na tej linii prawie codziennie! Czyli w taki długi weekend – np 5 dni wszystko da się pogodzić. Jednak wyloty do Maroko są bardzo wcześnie rano – stąd moja powyższa porada.

Poniżej trochę fotograficznej twórczości. Madryt w dwa dni

Share

Największe parki miejskie w Europie. Niekoniecznie chorzowski WPKiW

Maj 4, 2010

W powszechnej opinii wielu Polaków, jesteśmy w posiadaniu jednego z NAJ w kategorii parki miejskie. Chodzi o chorzowski Park Kultury i Wypoczynku, budowany w czynie społecznym za zarządzeniem wojewody Gen. Jerzego Ziętka w latach piećdziesiątych. W wielu publikacjach pisze się, że jest największym tego typu założeniem w Europie. To nieprawda. Jest ogromnym i z pewnością wybitnym dziełem architektury krajobrazu, liczącym sobie 600 hektarów, ale w Europie są od niego większe parki. Dokładnie 5, w tym jeden w Polsce. Mowa o Leśnym Parku Kultury  Wypoczynku „Myślęcinek” na północy Bydgoszczy. Liczy sobie 850 hektarów i mnóstwo terenów reklreacyjno-sportowych. Twórcy Myślęcinka mieli łatwiej niż Ziętek, który najpierw próbował swoich sił jako zamawiający park w Radzionkowie, gdzie wcześniej powstała miniaturka WPKiW. W Bydgoszczy do założenia parku wykorzystano naturalny teren, deniwelacje, cieki wodne i młodoglacjalny krajobraz. W Chorzowie twórcy mieli do wykorzystania niezamieszkałą plombę pogórniczych i pohutniczych nieużytków, wałów, zapadlisk i hałd.

Europa. tutaj tradycja tworzenia parków miejskich jest nie tyle dluższa niż w Polsce, ale i bardziej rozbudowana. Powstawały parki miejskie leśne, parki łąkowe, parki miejskie japońskie, miejskie alpinaria, parki rekreacyjne itd itp. Najbliżej chorzowskiemu gigantowi jest zapewne do Parku Montsanto w Lizbonie. Portugalczyk Keil de Amaral stworzył go w 1934 roku na terenach zdewastowanych i zerodowanych – nie przez przemysł lecz rolnictwo podmiejskie. Park jest całkowicie obsadzony drzewami. Przewagą są sosny, ale są też inne rośliny, które są reprezentatywne Portugalii. Jest tu fragment naturalnego lasu iberyjskiego, dąb, trochę dębu korkowego, dąb wiecznie zielony i kilka innych, z których wszystkie podkreślają różnorodność krajobrazu. Z parku, położonego na wzgórzu rozlega się widok na metropolię i Atlantyk. Ma niecałe 1000 hektarów.

W Londynie od kilku wieków rodzina królewska skrupulatnie dbała o swoje 8 parków wypoczynkowych. Lata mijały i parki przeszły w ręce poddanych. Największy z nich – prawie 1000-hektarowy Richmond Park ogrodzony był już od drugiej połowy XVII wieku, ale specyfiki dodaje mu stado wolnożyjących Danieli czy rezerwat Jelonka Rogacza. Wszystko w granicach Wielkiego Londynu.

Podobny do niego ale nieco bardziej „ogólnonarodowy” jest Phoenix Park w Dublinie. Ma 800 hektarów i sporo zabytków pomiędzy swoim ogrodzeniem. Znajdowała się tutaj siedziba wicekróla Anglii i prezydenta Wolnej Irlandii, Opactwo Joannitów i wiele innych. Park służy głównie jako przestrzeń do wydarzeń plenerowych – muzycznych i sportowych, co nie przeszkadza, by swobodnie czuła się w nim dzika zwierzyna.

Share

Park pałacowy w Świerklańcu. Ostatnie żywe wspomnienie po „Małym Wersalu”

Luty 28, 2010

W parku w Świerkańcu byłem latem. Podobno o każdej porze roku to miejsce tętni życiem tak samo, nawet zimą. To specyficzne miejsce. Ogromny zielony grobowiec monumentalnej budowli, którą wspólcześni nazywali „Małym Wersalem” albo śląskim „Tadż Mahal”. Słusznie, bo pałac był swoistym podarkiem dla ukochanej kobiety.

źródło: wyburzone.pl

źródło: wyburzone.pl

Najpierw na mokradłach po zachodniej stronie doliny Brynicy założono mały, bastionowaty zamek o neogotyckich rysach. Zamek otoczono fosą i sztucznymi grotami. Dziś pozostała z niego jedynie kupa gruzu, natomiast każdy uważny zauważy założenia fortyfikacji. W latach 70 XIX wieku Hrabia Guido Henckel von Donnersmarck wybudował około 750 metrów na zachód o zamku nowy pałac. Obiekt na „pełnym wypasie”, który, gdyby do dziś przetrwał, nie wyburzany m.in. przez czerwonoarmistów – na pewno byłby hitem na miarę Zamku w Pszczynie. Teren ten, zagospodarowywany już od XIII wieku od dwóch wieków siedział na sercu spiskim Donnersmarckom i był główną siedzibą ich rodu. Takim matecznikiem. Gigapałąc był natomiast prezentem hrabiego dla żony Blanki de Paiva. Po nikczemnym wyburzeniu w latach 60′ pałac, za przyzwoleniem wszystkich adekwatnych organów, praktycznie usunięto z powierzchni ziemi. Pozostał po nim jedynie układ dróg i podjazdów, fundamenty i Pałac Kawalera – jedyny zachowany element architektoniczny, dziś służący majętnym nowożeńcom oraz innym, nie wiedzącym co robić z kasą ludziom. Rzeźby lwów, strzegące pałacu dziś strzegą – cóż za uśmiech losu – pomnika lubianego przez PRLowskich historyków gen Świerczewskiego w jednym z parków leśnych w Zabrzu a brama wjazdowa do włości pałacowych dziś wita gości chorzowskiego ZOO.

160-hektarowy park, wbrew powszechnym opiniom nie jest tworem stworzonym dla Wersalu. Istniał już tam wcześniej. To pałac wkomponowano w park. Założony już w XVIII wieku jako typowy park leśny z czasem ewoluował w stronę parku angielskiego im bliżej pałacu przypominał jednak francuski. Bogaty starodrzew dziś sięga nawet 300 lat, natomiast zamiast sztucznych ruin, obelisków czy grot Donnersmarckowie postawili kościół kaplicę o bardzo ciekawym, nie tyle gotyckim, co mroczno-gotyckim wyglądzie. Kaplica do dziś istnieje i doskonale pozuje do zdjęć.

Świetną atrakcją, pozostałą Bogu dzięki do dziś jest zestaw rzeźb żeliwnych, które towarzyszyły dumnie pałacowi. Donnersmarck korzystał z usług francuskiego rzeźbiarza Emanuela Fremieta, który je wykonał. Przedstawiają walczące zwierzęta: pelikana i rybę, strusia i węża, jelenia i niedźwiedzia, konia i lwicę. Rzeźby odlane były w roku 1872 z żeliwa i posiadają jego sygnaturę. Kopie projektów co ciekawe do dziś siedzą niedaleko prawdziwego Wersalu, czyli w Muzeum d’Orsay w Paryżu.

Share

Palmiarnia Miejska w Gliwicach. Rajski Ogród o długiej historii

Grudzień 12, 2009

Park, w którym znajduje się słynna gliwicka palmiarnia liczy sobie prawie 3 wieki a początki tego neizwykłego bydynku sięgają roku 1880, gdy w tym miejscu stanęły pierwsze szklarnie-ogrody. Jednak Palmiarnia zachwyca swoim ogromem i nietypową, skomplikowaną konstrukcją, postawioną w roku 1928 z okazji ogólnopruskiej wystawy roślin egzotycznych. Gliwiczanie byli dumni z największego jak na ówczesne czasy basenu – w nim żyła Victoria Regia, przywieziona z Amazonii. Palmiarnia spełniała rolę dzisiejszego centru handlowego, multipleksu, aquaparku – ludzie przychodzili tutaj na spacery, oglądać nieprawdopodobne zwierzęta i rośliny – to im wystarczało. Dookoła roztaczał się ogromny Park Wilhelma. Obok wejścia do Palmiarni śpią dwa mosiężne Lwy a tuż dalej, tam gdzie stał Lew Kalidego podobno pochowani są żołnierze z okresu wojen napoleońskich.

W roku 1936 Palmiarnię odwiedziło ponad 300 tys. ludzi – to nawet więcej niż obecnie. Znana była w całych Niemczech. Druga Wojna Światowa wybiła jej szyby i pozbawiła obsługi. Kompleks reaktywowano w roku 1947 dzięki nieocenionej pracy oficera i inżyniera Wacława Krzeczewskiego. Obecny kształt to wynik prebudowy z roku 1985 – ogromne hale, i szklarnie o zewnętrznym stelażu mają nawet 22 metry wysokości. Planuje się budowę kolejnej hali.

Kilka obrazków i ujęć z wnętrza palmiarni pokazałem kiedyś w cyklu „Ekoweekend” w programie Ekofan

Share

Zespół pałacowo-parkowy w Pszczynie +bonusy (Przewodnik cz.10)

Lipiec 13, 2009


Pszczyna, nazywana perłą Górnego Śląska przyciąga co rok około 300 tys. turystów. Miasto niepozorne, rozłożyło się wokół podłużnego (troch podobnego do słowackich i węgierskich) rynku po południowej stronie meandrującej między lasami Pszczynki. Przez kilka wieków było siedzibą wielu arystokratycznych rodów, książąt pszczyńskich i ulubionym rejonem polowań. Śladem tego jest jeden z najsłynniejszych zabytków województwa, czyli doskonale zachowany Zamek, zwany też pałacem wraz ogromnym kompleksem parkowym. Powstał na ruinach XV-wiecznego zamku i był siedzibą książąt pszczyńskich: Promnitzów, Anhaltów i Hochbergów. W Zamku, w którym od 1948 r. znajduje się muzeum, zachowały się oryginalne wnętrza z czasów Cesarza Wilhelma II i Księżnej Daisy

Do Pszczyny jeździłem zawsze z zachwytem. Czyste, klimatyczne uliczki, i łatwy szybko dojazd. Do pałacu wchodzimy imponującą bramą a trasę pomiędzy stylowymi komnatami i korytarzami ze słynną salą lustrzaną pokonujemy w około 2 godziny. Niemniej sam zamek był dla mnie czymś o wiele za ubogim (o dziwo).  Skoro macie cały dzień – polecam obejrzeć również pszczyński ratusz, uliczki po północnej stronie rynku, muzeum prasy oraz skansen wsi pszczyńskiej. W Parku, na który można poświęcić śmiało 2,3 godziny mamy kilkanaście km ścieżek i dróg oraz pozostałości po dawnym planach oraz bogactwo małej architektury: mostki, altany, ławki a nawet… lodówki. Będąc w Pszczynie można odwiedzić również zagrodę pokazową Żubrów (niekoniecznie polecam, ciekawiej wyglądają na terenie rezerwatu w Jankowicach, 5 km stąd) oraz Bażantarnię – również dzieło von Plessów.

Jednym z najpiękniejszych widoków jest widok na park, łąkę, jezioro i na końcu pałac ze wzgórza przy wspomnianej wcześniej „lodówce”, czyli altany wypoczynkowej, na dachu której tańczono i grano w słoneczne dni a na dole trzymano bryły lodu w sam raz do deserów.

Share

Nakło Śląskie, sielanka Donnersmarcków [ZDJĘCIA]

Maj 2, 2009

naklo5

Pomiędzy Świerklańcem a Tarnowskimi Górami leży Nakło Śląskie z opartym nań od zachodu kompleksem pałacowo-parkowym oraz kościołem po drugiej stronie drogi. Miejsce te łączy się bezpośrednio z bytomsko-siemianowicką linią rodu Henckel von Donnersmarcków. Najpierw dobra rycerskie przejął Ferdynand  potem Łazarz III i Hugo I. Dzieła dopełnił jednak Łazarz IV. Wybudował on w 1856 roku na miejscu zamku rycerskiego pałac w stylu neogotyckim oraz kościół, który stoi do dziś i kryje w sobie krypty rodziny – mauzoleum, gdzie pochowano szóstkę ważnych postaci rodu. To jedyne takie miejsce na Śląsku.

Do pałacu wchodzi się okazałą bramą, dookoła otoczony jest w miarę unikatowym starodrzewiem, jednak stan w jakim znajduje się całe założenie parkowe budzi spore wątpliwości. Niewątpliwie największa atrakcją budowli jest nietypowa neogotycka ale trochę historyzująca wieża, jedna – a porządna – rzadkość wśród śląskich pałaców.

naklo7100 metrów od pałacu znajduje się jeszcze jest tak zwany Dom Sierot prowadzony obecnie przez siostry Boromeuszki. Inicjatorką powstania sierocińca była hrabina Maria – żona Łazarza IV, pochowana w okolicznym mauzoleum. Obecnie tu znajduje się Dom Opieki Społecznej z ładną klinkierowaną fasadą, trochę taką bauhausowską. Aby obejrzeć kryptę, należy się umówić telefonicznie i poprosić o zgodę. Proboszczem tutejszej parafii jest Eugeniusz Bill.
Jeśli znajdziemy czas, np oczekując na autobus do Tarnowskich Gór, można podejść i obejrzeć ogromny kompleks folwarczny Donnersmarcków. Znajdują się tutaj zabytkowe stajnie, stodoły i folwarki, jako, że nakło stanowiło wany ośrodek rolniczo-rybacki na mapie hrabiowskich włości.

naklo1 naklo4 naklo61 naklo2


Share

Następna strona »