Devińska Kobyla i piaskowa wydma, która rozpoczyna Karpaty [Wideo]

Sierpień 5, 2009

Panorama Devina m

Devinska Kobyla to ostatni szczyt na długiej i różnej „wędrówce” spiętrzonych Karpat na Słowacji od Użgorodu. Tutaj Małe Karpaty – winne wzgórza, nie przekraczające 500 metrów stromo opadają ku dolinie Dunaju. Dojść stąd możecie z miasteczka Devinska Nova Ves lub Devina – dziś dzielnicy Bratysławy z przepięknie położonym zamczyskiem – dumą Słowaków. To rezerwat, ale jakże nietypowy dla Słowacji. Chroni się tutaj unikatowe lasostepy, roślinność ciepłolubną i śródziemnomorską oraz naskalną. Jakby tego było mało znajdziemy tutaj nietypowe formy geomorfologiczne.

Lasy na południowo-zachodnich zboczach są pozostałością pierwotnych ciepłolubnych lasów dębowych z występującym tu dębem omszonym, dębem szypułkowym i dębem burgundzkim. Przez rezerwat przyrody prowadzi trasa turystyczno-poznawcza o długości 4 km łącząca zamek z wspomniają właśnie Nową Wsią. Najciekawszym miejscem Devinskiej Kobyly jest odkrywka na wzgórzu Sandberg. Przez chwilę można się tutaj poczuć jak na Saharze. Mnostwo piasku i to w każdej postaci. Znajdują się tutaj pozostałości skalne trzeciorzędowego morza z poziomymi warstwami, których wiek szacuje się na 14 do 16 milionów lat. Nawet dziś można tutaj znaleźć skamienieliny zwierząt morskich.

Share

Japonia kroi lasy na Tasmanii

Lipiec 26, 2009

Jest na świecie takie miejsce, które z powodzeniem w całości możnaby zaadaptować na park jurajski o ile dojdzie do wskrzeszenia dinozaurów przez genetyków. To Tasmania. Cudownie tajemnicza wyspa, którą 10.000 lat temu transgresja wód oceanicznych skutecznie usamodzielniła i uwolniła od Australii. Do dziś to jeden z najbardziej unikatowych systemów, jak każda wyspa większa. Niestety. Chamstwo rasy ludzkiej również tutaj daje się we znaki. Pierwotny las o specyfice przejściowej (wilgotny a jednocześnie umiarkowany) jest wycinany na potrzebę… gospodarki japońskiej. Latają helikoptery i zrzucają napalm w sam środek lasu. Drzewostan płonie, tworzą się blizny, zktórych skutecznie rusza ciężki sprzęt do wycinania drzew.

95% drewna eksportowane jest na potrzeby branży papierniczej tego biurowego narodu… Padają kilkusetletnie i kilkudziesięciometrowe eukaliptusy. Koncerny drzewne zastraszają ekologów, podtruwają zwierzęta, skutecznie lobbują we własnych interesach… Osobiście uważam, że priorytetami dla ludzkości powinno być ochronienie tych rejonów, które są światem w miniaturce. A takim światem jest Tasmania.

Share

Giga-burze i trąby powietrzne nad Śląskiem będą częściej

Lipiec 20, 2009

Opolskie, śląskie i łódzkie to województwa bardzo często zagrożone trąbami powietrznymi. Na trasie największej ilości tornad znajdują się powiaty pomiędzy Aglomeracją Śląska a Częstochową.

Zagrożenie przez trąby powietrzne występuje u nas najczęściej w miesiącach od czerwca do sierpnia, w godzinach popołudniowych. Aby powstała trąba powietrzna, musi zaistnieć sprzyjający zespół warunków meteorologicznych, porównywalnych do tych, jakie występują się przy tworzeniu się tornad nad obszarem Wielkich Równin Amerykańskich, które pojawiają się tam od marca do lipca. Stąd również należy szukać większej częstotliwości trąb właśnie na równinnych terenach w Polsce.

Sprzyjające warunki do utworzenia się trąby powietrznej występują zazwyczaj na pograniczu dwóch silnie zróżnicowanych termicznie i wilgotnościowo mas powietrza. W Polsce najczęściej fronty przechodzą z zachodu na wschód. A to za sprawą tego, że chłodne polarnomorskie powietrze „wcina się” pod masy lżejszego ciepłego powietrza tropikalnego lub kontynentalnego. Na nasze nieszczęście województwo śląskie stanowi pewnego rodzaju barierę dla chłodnych mas, które pełzną wzdłuż doliny Odry i Warty w kierunki środka kraju (drugi obrazek poniżej). Teren stopniowo się podnosi, więc i powierzchnia styku obydwóch mas się zmniejsza. Stąd dosyć częste wystepowanie tzw. „frontów szkwałowych w pasie od Torunia przez Łódź, Częstochowę po Opole i Katowice. Choć należy zaznaczyć, że to zjawisko może wystąpić prawie w każdym miejscu Polski.

Tylko w ciągu ostatnich kilku lat właśnie w trójkącie Katowice-Opole-Łódź powstało kilkanaście trąb powietrznych w tym ta najtragiczniejsza z podczęstochowskich Kłomnic.
Warto zauważyć, że załamania prądów powietrznych napędzane przez różnice temperatur, tworzą się najpierw u nasady chmury a dopiero potem schodzą stopniowo z dół. Gdy dosięgną ziemi – tworzy się podstawa, która paradoksalnie pomaga w przemieszczaniu się leja. Ciśnienie w środku leja wynosi czasem nawet o 100 hPa mniej niż na zewnątrz a w ruchu wirowym pomaga mu siła odśrodkowa.
Im mniejszy lej tym silniejsze zniszczenia jednak na mniejszej przestrzeni. W zależności od sprzyjających warunków trąba powietrzna tra od kilku do kilkudziesięciu minut. Wirujące w trąbie powietrze osiąga ogromną prędkość, przekraczającą niekiedy 400 km/h. Cały układ obraca się w kierunku przeciwnym ruchowi wskazówek zegara.

Trąby powietrzne nie występują na terenach typowo górskich. Jedyna trąba, którą odnotowano w Polskich górach uderzyła na Podhalu – czyli terenie równinnym. Im większe zmiany klimatu tym więcej anomalii takich jak trąby powietrzne, jeszcze w latach 60 i 70 rzadko u nas spotykane. Wszystko to za sprawą upadabniania się naszego klimatu to klimatu przejściowego południowej części środkowych USA. Powietrze znad bliskiego wschodu i basenu Morza Czarnego oraz Niecki Węgierskiej jest co raz cieplejsze i wilgotniejsze. A to powoduje, że chłodne masy znad Morza Północnego i Norweskiego są groźniejsze w „zderzeniu” frontalnym.

Share

Recepta na powodzie? System „małej retencji” [Wideo]

Czerwiec 22, 2009

Powódź w Myślenicach. Wylały małę rzeki / flickr by Rrrodrigo <code><br /> <div xmlns:cc=Powódź w Myślenicach w Beskidach. Wylały małe rzeki / by Rrrodrigo/ CC BY-NC 2.0

Polska część Sudetów z racji specyficznego ukształtowania jest najbardziej narażonym na powodzie obszarem w kraju. Średnie opady atmosferyczne w najwyższych partiach pasma nie odbiegają od tych notowanych w Tatrach i przekraczają 1000 mm na metr kw. Masy powietrza pochodzące znad północnego Atlantyku (kompleksy niżowe) przynoszą deszcz utrzymujący się od 2 do 4 dni, a czasem dłużej. Pojawia się również wilgotne powietrze znad Morza Śródziemnego, powodujące w lecie gwałtowne burze połączone z silnymi opadami.

Cechą charakterystyczną rzek i potoków sudeckich jest to, że są stosunkowo krótkie i mają duże spadki. Obfite deszcze powodują częste i gwałtowne wezbrania szczególnie na wiosnę i latem. Rzeki niosą wtedy oprócz wody, także sporo materiału skalnego, który zwiększa ich siłę niszczącą. Dlatego tak często w górnych odcinkach zlewni sudeckich dochodzi do zalań i podtopień, nawet jeśli na pozostałej części kraju opady nie wywołują poważniejszych zagrożeń.

Tezą lansowaną przez większość hydrologów w Polsce wobec sytuacji w Beskidach i Sudetach jest wybudowanie skoordynowanego systemu tzw. „Małej Retencji” we wszystkich górnych odcinkach rzek górskich. Polska należy do krajów, które tracą najwięcej wody pochodzenia naturalnego. Nie potrafimy zatrzymać ponad 80% wód opadowych, które bezpowrotnie wsiąkają w podłoże lub spływają korytami rzek, niejednokrotnie występując poza nie.

System Małej Retencji polega na wybudowaniu setek małych betonowych progów, kaskad, wodospadów oraz przede wszystkim małych zapór retencyjnych o pojemności od kilkuset tysięcy do kilku milionów metrów sześciennych. System ten byłby przygotowany do przyjecia fal powodziowych już na samym początku. Niejednokrotnie rzeka na odcinku górskim przyjmuje nawet 15 dopływów o równie górskiej specyfice.  Zakładając, ze w wyniku obfitych opadów każdy z nich podniesie swój stan wód o 100 proc., to po minięciu takiego odcinka rzeka niesie z sobą ok. 1600 proc. wody więcej niż zazwyczaj!

Załóżmy, że rzeka ta wpada do jeszcze większej, a tamta do kolejnej. Z takimi stanami wód mamy do czynienia w miejscowościach położonych niżej, a nawet już w środkowych odcinkach rzek.

Warto zastanowić się więc, czy jest sens co roku wygospodarowywać olbrzymie sumy pieniędzy na odbudowę mostów, dróg, wałów, skoro sytuacja na terenach, gdzie wszystko ma swój początek, jest wciąż nieuregulowana. Wystarczy, że będziemy potrafili przejąć w górnych odcinkach rzek o 25 proc. więcej wody niż dotychczas i dodatkowo za pomocą kaskad i progów zmniejszać ewentualne fale powodziowe.  Będziemy wówczas mogli mówić o sporym sukcesie, a zagrożenie dla miast takich, jak Jelenia Góra czy Kłodzko będzie mniejsze. Szczególnie o Kłodzko i całą Kotlinę mi chodzi, bo to miejsce, gdzie Nysa atakuje notorycznie. Dwa zbiorniki są wybudowane poniżej, za Otmuchowej, kolejny powstaje przy… Paczkowie. A w górze rzeki? Zero, nic, pustka. Kupiłem mapę Masywu Śnieżnika, by przeanalizować sprawę i oprócz małej zaporki w Międzygórzu, pamiętającej Niemców nie znajdziemy tam nic, co zatrzymać może wielką wodę, pustoszącą prawie co rok Kłodzko i okolice…

Share

Katowice chcą zrewitalizować dolinę Ślepiotki

Czerwiec 19, 2009

Katowice to jedno z najbardziej zielonych miast w Polsce. Ten paradoks potwierdza spora lesistość południowej części miasta oraz względna czystość rzek na tym terenie w odcinkach źródliskowych i górnych. Kłodnica, Mleczna czy Ślepiotka do dziś zachowały względnie charakter naturalny. Ta ostatnia na terenie Rezerwatu Ochojec nawet powyżej przeciętnej.

Władze Katowic chcą zrewitalizować całe koryto rzeki, tak aby powstał naturalny korytarz ekologiczny łączący wschodnie z zachodnimi częściami Katowic. Wszystko w  ramach programu REURIS. Jeśli eksperyment się powiedzie, byłobyto niesamowite wydarzenie i precedens. Oto w końcu prawdziwie odwróciliśmy się do rzeki, a nie – jak dotychczas – wypinaliśmy się do niej tyłem. O wiele więcej napisałem na ten temat w artykule w MM


Ślepiotka w Piotrowicach – fot. Maciej Wójcik

Share

Tak, na Babiej Górze też były lodowce

Maj 10, 2009

„Gdzie oprócz Tatr działały kiedyś lodowce?” - To odwieczne pytanie geografów, geologów i innych najzwyklejszych górołazów? Ci pierwsi długo się przekomarzali i wymieniali argumentami, ci ostatni kojarzą sprawę jedynie ze słowem „kocioł”, czyli oprócz Tatr jeszcze Karkonosze. I słusznie.

Faktem jest jednak, że intensywna działalność lodowcowa miała najprawdopodobniej swoje miejsce w przynajmniej 4 innych miejscach w Polsce. Naukowcy potwierdzili już występowanie niszy niwalnej (czyli małego lodowczyka, płatu stałego lodu) na południowych stokach Śnieżnika w Sudetach. Mini-kocioł daje początek rzece Morawie, stosunkowo dużej rzece Czech. Drugi w kolejności i jakoby naturalny kandydat to Pilsko (1557 m. npm) I  rzeczywiście, choć brak tutaj typowego kotła, lub doliny opartej o szczyt to przyjmuje się, że niektóre nisze osuwiskowe pod szczytem zostały w plejstocenie przemodelowane przez niewielkie lodowczyki i wieloletnie płaty śnieżne. Trzecim, najbardziej dyskusyjnym miejscem jest masyw Tarnicy w Bieszczadach, gdzie część naukowców również lokuje niewielkie nisze lodowe czy też płaty, które nadały początek kilku żlebom. To niższe wysokości ale i klimat był tu ostrzejszy

Najlepiej działalność lodowcową widać jednak na północnych stokach Babiej Góry. To w końcu szczyt 1725-metrowy. Na urwistym, postrzępionym i wolnym nierzadko od promieni słonecznych osuwiskowo-obrywowym stoku istniały przynajmniej 2 lodowczyki i kilka nisz. Najlepszymi przykładami na to są doskonale widoczne z Zawoi żleby (Poszukiwaczy Skarbów lub Szeroki Żleb) oraz kociołki i dolinki lodowcowe.

babia2 babia1

Schodząc z Diablaka czerwonym szlakiem na Przełęcz Bronę idziemy wzdłuż urwiska Kościółków. Po naszej prawej stronie – mini dolina lodowcowa – mały kocioł na wysokości ok 1650 metrów, na prawo i w dół od Kościółków około 800-metrowa dolinka, żwieńczona mało wyrażnym zakumulwanym wałem – nie jest to typowa morena, gdyż część materiału nagromadziła się w wyniku osunięć i oberwać. A jednak. Pospolita nazwa dolinki to Kamienna lub Kamienista Dolina. Podobno raj dla bezmyślnych skitourowców. Ja tam byłem, nad urwiskiem fociłem i marzenie swe spełniłem – lodową historię Babiej sprawdziłem.

Share

« Poprzednia stronaNastępna strona »