Zabytki Madrytu. Co warto zobaczyć w mieście w 2 dni [PRZEWODNIK]

Listopad 20, 2011

Na wstępie powiem, że Madryt jest bardzo drogim miastem. Jak to sprawdzać na szybko? Zerknąć na ceny Big Maca w pewnej restauracji. Jak wiadomo Big Mac jest podobno wyznacznikiem różnic cenowych pomiędzy krajami. Zaszokowała mnie kwota 9 euro. Po ile w takim razie jest w Skandynawii? Dosyć drogie są ceny biletów komunikacji miejskiej, biletów wstępu i żywności. Może w kryzysie, który czeka Hiszpanię coś spadnie?

CO WARTO ZOBACZYĆ W MADRYCIE – za darmo, TOP 10 darmowych atrakcji

Tanie są wciąż natomiast przeloty na terminal T1 Barajas. Zarówno z Krakowa, Wrocławia, Katowic czy Poznania – te miasta wchodziły w rachubę dla mnie. Poleciałem za mniej niż 150zł Wizzairem. I to w czasie, gdy milion ludzi przyjechał na Światowe Dni Młodzieży! (Stąd te ceny?)

W Madrycie byłem 2 dni pomiędzy lotem do Maroko (Uwaga! loty z Madrytu do Maroko Ryanairem czasem są po kilka albo kilkanaście Euro! Atrakcyjne!). W mieście było dwa razy cieplej, niż w Afryce. W nocy w moim hostelu, położonym w secesyjnej 11-piętrowej kamienicy przy ruchliwej Gran Via było ponad 25 stopni. Za to widok z tarasu przedni. Hiszpanie mają w zwyczaju suszyć pranie w wewnętrznych klatkach schodowych, które działają jak kominy wulkanu. Pyk i suche, no to następna partia prania, pyk!

Co zobaczyć w Madrycie w 48 godzin?

Jak kto woli. To wystarczający czas, aby zobaczyć wszystko to, co najlepsze a nawet zahaczyć o Toledo. Warunek jest jeden – wstajemy o 6.00 rano.

Dzięki świetnemu, zachwycającemu, niesamowitemu systemowi metra (3 w Europie) dostaniemy się wszędzie dosyć szybko. Uwaga! cena biletu na linię z i do lotniska – droższa. Rano najlepiej zacząć od centrum. Upał mały, ludzi też mniej. I 3-godzinnym spacerem możemy zaliczyć Plaza Mayor (wrócić tu w nocy!), uliczki starego miasta, Pałac Królewski wraz z ogrodami, okolice Katedry (niestety wejście płatne), dalej Mercado San Miguel – w porze obiadowej, Puerta Del Sol pełen grajków i azjatyckich turystów.
Duże wrażenie powinno na Was wywrzeć Muzeum Prado. Tym bardziej, że jest codziennie darmowe od godziny 18:00. Jak już jestesmy w okolicy muzeum nie można nie podejść do Parku Retiro – świetnie utrzymany i naprawdę zielony oraz modernistycznego budynku Caixa Forum – dawnej elektrowni. Obok założono gigantycznych rozmiaró ogród pionowy, na ścianie jednej z kamienic. W czasie swojego dwudniowego pobytu udało mi się włożyć również spacer w okolice egipskiej świątyni Debod, skąd nieźle prezentuje się serce miasta – njstarsza jego część z Pałacem i Katedrą oraz dzielnica rekreacyjna Casa Del Campo. To gigantyczny obszar ścieżek i parków Parkiem Rozrywki „Parc Des Attractions„, który posiada jedną z najszybszych kolejek górskich na świecie. Jeśli nie ma sezonu – pół dnia zabawy Wam wystarczy. Mi wystarczyło. Drugie pół można poświęcić na wypad za 12 Euro pociągiem do Toledo – dawnej stolicy państwa – takiego hiszpańskiego Krakowa, gdzie przenikają się wpływy arabskie, iberyjskie i kolonialne. Więcej o darmowych atrakcjach Madrytu

Trochę fotek z pobytu, prosto a Ajfona. Na końcu wpisu normalne:

Jako miłośnik architektury i sportu nie mogłem odmówić sobie przejażdżki metrem pod Bramę Europy w miejscu, gdzie znajduje się madryckie „city” pełne drapaczów chmur – niekoniecznie pionowych, czasem… ukośnych. Tuż niedaleko stoi pomiędzy kwartałami zabudowy mieszkalnej słynne Santiago Bernabeu. Robi słabe wrażenie z zewnątrz. Nigdy nie dałbym głowy, że w środku mieści tyle tysięcy miejsc. Bilet wstępu… drogi. Powyżej 20 Euro dla uczniów i 30 dla dorosłych. Nie skorzystałem, nie kibicuję Królewskim.
Nocne życie Madrytu to czasem jazda bez trzymanki. Uliczne imprezy, koncerty rockowe – nie tylko amatorów mieszają się z nachalną prostytucją i wszechobecnymi imigrantami z Ameryki Łacińskiej – czasami wypatrującymi Twojego portfela. Dużo życia towarzyskiego przenosi się do barów tapas i kawiarni. Nocą słynna Gran Via robi dobre wrażenie – niczym Nowy Jork 100 lat temu. Tak wysokie są w niektórych miejscach „kamienice-wieżowce”.

Spacer kończę pod pomnikiem Cervantesa. Tuż pod nim rzeźba Sancho i Pansy. Strasznie mdła książka, nie przypadła mi nigdy do gustu. Miasto bardziej, gdyby nie morderczy pęd na nocny autobus na lotnisko (Plac Cibeles). Zapamiętajcie, przyda Wam się w czasie kilkudniowych pobytów. Dlaczego?

Wypad do Madrytu, który latem działa jak generator ciepła, to jednak moim zdaniem jeden z najciekawszych pomysłów na kilkudniowy wypad z Polski. Tym bardziej, że rysuje się perspektywa bonusu w postaci lotu do Marakeszu czy Fezu. Ryanair kursuje na tej linii prawie codziennie! Czyli w taki długi weekend – np 5 dni wszystko da się pogodzić. Jednak wyloty do Maroko są bardzo wcześnie rano – stąd moja powyższa porada.

Poniżej trochę fotograficznej twórczości. Madryt w dwa dni

Share

Skok na Istambuł. Zdjęcia, relacja, mapa z wycieczki. Wiele kultur, wiele epok

Styczeń 8, 2011


Gdy zbliżam się do Istambułu, pierwsze przedmieścia tego największego po Moskwie miasta Europy witają nas już na prawie 80 km przed Bosforem. To tak jakby Kraków zaczynał się w Katowicach. Skądkolwiek jedziesz, z Bułgarii, Grecji czy krajów byłej Jugosławii, trójkątna Tracja – europejska część Turcji systematycznie zwęża się ku gigantycznej metropolii. Nitki autostrad, torów kolejowych i mniejszych dróg łączą się w gęstym uścisku, tam gdzie kończy się Europa.

Coś więcej niż tylko gigantyczne…

O tym jak ogromna ilość ludzi czeka na nas w tym mieście świadczy już wielokilometrowy korek na kilkupasmowej autostradzie dojazdowej. Pomyśleć, że niektórzy codziennie dojeżdżają tak do pracy. Prawie 2 godziny. Mijam Morze Marmara, wewnętrzny akwen Turcji oraz dwie gigantyczne zatoki – Buyukcekmece oraz Kucukcekmece. Trzecią, najmniejszą jest Złoty Róg, miejsce w którym już bije serce Istambułu. Istambuł to jedno z najszybciej rozwijających się miast świata. Po stronie europejskich przedmieść jak grzyby po deszczu rosną gigantyczne biurowce, wieżowce, całe osiedla mieszkaniowe, bloki i centra handlowe, jak np kosmicznych rozmiarów IKEA.

Błękitny Meczet
Błękitny Meczet

Najbardziej interesująca część metropolii kryje się za murami obronnymi, wybudowanymi jeszcze za czasów rzymskich. Przy czym nie jest to w naszym europejskim mniemaniu starówka, licząca kilka km kwadratowych otoczona murem i plantami lecz gigantyczny obszar na czubku półwyspu, oddzielony od reszty lądu długą na kilkanaście km kamienną ochroną, sięgającą od Morza Marmara do zatoki Złoty Róg, nazywanej tak ze względu na kupców cennymi kruszczami, którzy nad nią się osiedlali. Dawny Istambuł, czyli bizantyjski Konstantynopol miał jeden z najwiekszych systemó obronnych na świecie. Oprócz murów Teodozjusza, drugi wał ochronny stanowił mur Konstantyna. Mury strzegły miasta również od strony morza a Złoty Róg był chroniony od strony Bosforu ogromnych żelażnym łancuchem, który utrzymywały na powierzchni drewniane tratwy. Mimo tego, w 1453 roku w maju wojska Mehmeta II, zwanego potem zdobywcą od północy zdobyły miasto. Tym samym skończyło się średniowiecze i zaczęło odrodzenie. Między innymi utrata Konstantynopola przez świat zachodni przyczyniła się do szukania nowej drogi do Azji czyli Wielkich Odkryć Geograficznych.

Pieszo przez metropolię

Kwateruję się w małym hoteliku w hałaśliwej dzielnicy Yenikapi, co znaczy „Żydowska Brama”, czy jak domniemam w czasach greckich na stromym zboczu, opadającym ku Morzu Marmara mieszkała diaspora żydowska. Stąd do ścisłego centrum miasta mam 20 minut na piechotę, więc nie wybieram supernowoczesnego tramwaju, który spina zachód starego miasta z jego środkiem i dawną genueńską dzielnicą Galata położoną po drugiej stronie Złotego Rogu, szczycącej się 40-metrową wieżą obronną – świetnym punktem widokowym. Supertramwaj sunie wzdłuż głównej arterii Istambułu, niosącej kilka nazw, ciągnącej się od ocalonej części rzymskiego akweduktu do mostu Galata. Również za czasów Konstantyna tutaj był kręgosłup miasta, przy czym zamiast rond, placów i skrzyżowań dawni planiści umieścili Forum Konstantyna, Teodozjusza, Hipodrom.

Hagia Sophia (Aya Sofia) nocą
Hagia Sophia (Aya Sofia) nocą

Idę pieszo, przecinając zatłoczone kupieckie dzielnice pełne ulicznych handlarzy, wózkarzy, kurierów i… dzikich kotów. Na każdym większym skrzyżowaniu można spotkać straganik z owocami, fryzjera, który zawsze ma klientów, mężczyzn sączących małe filiżanki kawy i herbaty lub pakowaczy przesyłek. Istambuł wciąż zachował w sobie sporo z kupieckiej mekki. Wszyscy wszystko wysyłają i odbierają w cztery strony świata, paczki skrupulatnie foliują, lepią taśmami i podpisują. Mam wrażenie, że po drodze minęło mnie tysiąc wózkarzy z pełnym ładunkiem paczek i kolejny tysiąc z pustymi wózkami. Dziś wołają na to „Cargo! Cargo!”.

Serce miasta wita mnie dobrą pogodą i niestety tłumem turystów z całego świata. Zaczynam na zachodnim krańcu dawnego Hipodromu, gdzie stoi kamienny obelisk Teodozjusza, który przybył tu prosto z Egiptu jako podarunek tego kraju dla Wschodniego Rzymu. Z dawnego Hipodromu najlepiej przejść od razu na dziedziniec Meczetu Błękitnego, czyli dzieła życia Sułtana Ahmeta. To charakterystyczny element krajobrazu miasta, jeszcze bardziej dominujący nad nim niż położona w sąsiedztwie Hagia Sofia, czyli Ayasofia. Wedle wszystkich znaków do meczetu wchodzimy na boso, kobiety zakrywają włosy i ramiona woalkami. Zarówno mężczyźni jak i kobiety muszą też zakryć kolana. Wyglądam komicznie trzymając w lewej ręce adidasy, na ramieniu torbę z obiektywami, w prawej aparat. Przydałaby się trzecia ręka, by zatkać nos. Zapach setek tysięcy stóp wtartych w dywan, którym wyłożone jest wnętrze meczetu jest zaskakująco niemiły. (Więcej informacji o Błękitnym Meczecie i moje galeria zdjęć)

Świadek dramatycznych historii

Co prawda drugi kolos miasta, czyli meczet Ayasofia znajduje się niedaleko, po drugiej stronie placu, postanawiam zwiedzić go następnego dnia. Będzie poniedziałek, powinno być mniej tłoczno. Po krótkiej wizycie w centrum informacji turystycznej i szybkim posiłku w tureckim McDonaldsie, gdzie – jak w restauracji – kelner, który jest też ochroniarzem przynosi ci jedzenie, postanawiam wsiąść do autobusu i przedostać się na drugą stronę Bosforu.

Słońce jeszcze świeci z południowego wschodu, niebo jest lekko upstrzone chmurami, więc widok z Azji na Europę będzie idealny. Poza tym to jeden z najważniejszych punktów podróży. Postawić nogę na moim trzecim kontynencie. Po godzinie nie zawiodłem się. Bosfor z Mostu Bogazici jest niesamowity, magiczny, totalnie zwalający z nóg. Ale ze wzgórza Nakkastepe, na którego zboczach jak się dowiedziałem najbogatsi Turcy mają posiadłości za kilkadziesiąt milionów Euro, ujrzałem Bosfor romantycznie piękny, spokojny, leniwy i bajkowy, wyglądający raczej jak skandynawski fiord, niż morderczy powód biblijnego potopu. Ten sensacyjny obraz katastrofy przedstawili pod koniec lat 90. William Ryan i Walter Pitman – dwaj geolodzy z Columbia University w Nowym Jorku. Powoływali się na dane z badań osadów morskich i twierdzili, że kilka tysięcy lat temu pękł lądowy pomost między Europą i Azją i największe w historii masy wody przelały się z Morza Śródziemnego do położonego o wiele niżej wtedy Czarnego, które powiększyło się w każdym miejscu o nawet 30 km.

Panorama Bosforu, zlepek kilu zdjęć. Kliknij i powiększ
Panorama Bosforu, zlepek kilku zdjęć. Kliknij i powiększ

Dziś cieśnina jest jednym z najbardziej ruchliwych kanałów morskich w Europie. Okno na świat nie tylko dla Turcji, ale również dla Rosji, Bułgarii, Rumunii czy Ukrainy. Reasumując – od kilkudziesięciu do kilkuset dużych statków dziennie. Świetnie widać to na południowym wybrzeżu starej części miasta. Na drugim tle mgliste Wyspy Książece, ale w roli głównej, na pierwszym flotylla statków handlowych, które szerokim wachlarzem podążają w stronę Bosforu. Nad cieśninę wracam wieczorem, gdy Parkiem Gulhane podążam za wyraźnie święcącą Wieżą Galata na azjatyckim brzegu. Jest ona swoistą „latarnią morską” miasta, pamiętajacą czasy faktorii genueńskiej w tym miejcu wiele wieków temu i wyznaczająca dzielnicę Galata ze słynnym stadionem Galatarasay. Przez wiele lat Geuna, dzięki opanowaniu tych okolic władała wodami Morza Czarnego, tworząc kolonie na przykład na Krymie.

Każdy kolor nocy

Nocny Stambuł proponuje wszystkie odmiany kolorów w różnych konfiguracjach. Zielony podświetlonej fontanny, za nią pomarańczowy wyraźnie oświetlonych minaterów Błękitnego Meczetu czy żółty w małych paleniskach na których kelnerzy z małych knajpek przygotowują żar do Sziszy dla swoich klientów. Szisza z prawdziwym kebabem, turecką kawą pod Aya Sophia z pokazem tańca tutejszych Derwiszów, to z pewnością jeden z najlepszych punktów tej wycieczki. Jest też agresywny czerwony – to pod ziemią w Cisterna Basilica, największego z 60 wybudowanych w czasach rzymskich podziemnych rezerwuarów wody pitnej. Tutaj właściwie noc jest bez przerwy a ogromne ryby, pływające w krystalicznie czystej wodzie są czarne i… ślepe.

bazylika Cystern pod Istambułem. Tu grasuje Meduza
bazylika Cystern pod Istambułem. Tu grasuje Meduza

Nocny Stambuł zaskoczył mnie czymś jeszcze. Tuż przed północą na nabrzeżu przy dworcu kolejowym pojawia się kilkanaście kutrów i promy. Tuż obok wyrasta ogromny tłum a w powietrzu unosi się charakterystyczny zapach. Nocny targ rybny. Czy rybacy pracują na kilka zmian? W drodze powrotnej oglądam jeszcze spektakl multimedialny na temat wpływu islamu na światową naukę. Głównie matematykę i medycynę. To wszystko akurat dla mnie było jasne. Trochę mniej dla zaskoczonych obok mnie Niemców czy Anglików. Jak również to, że miasto przez cały 2010 rok dzierży miano Europejskiej Stolicy Kultury.

O poranku próbuję tureckiej kawy. Dla zasady, bo kawy nie pijam i nowoczesnym tramwajem udaję się na Bazar Egipski. Gigatyczny kompleks handlowy, którego nazwa wywodzi się z czasó, gdy Egiptem rządziło Imperium Osmańskie a ten był głównym eksporterem przypraw. Znając dobrze dziwne zasady panujące wśród handlarzy kultury muzułmańskiej, nie planuję niczego kupować. Jednak sprzedawca wszystkiego, Orkan, zaprasza mnie do podziemnego poziomu jego straganu. To dla mnie coś nowego, czego jeszcze nie widziałem w żadnym kraju. Na poziomie -1 grupa Japończyków a on przekonuje ich po japońsku, po chwili Hiszpanów po hiszpańsku a Węgrów po Węgiersku. Czapki z głów! Wziąłem trochę herbaty.

Deser dla miłośników sztuki

W Aya Sophia czyli Hagia Sofia niebywałe wrażenie robi na mnie… ogromna mozaika Chrystusa Pantokratora, znana mi z większości podręczników do Historii. Na jednym chyba nawet była na okładce. Świątynia nie straciła nic na swojej urodzie i rozmachy z wyjątkiem przeraźliwych tłumów. Uciekam na chwilę w kąt na górnej galerii i wspinam się na parapet otwartego okna. Rozpościera się stąd widok na sąsiedni Błękitny Meczet, głębiej na centrum miasta, przedmieścia, Trację i dalej Europę. Meczet więc stanowi jakoby strażnicę pilnującą wjazdu do Azji lub jak kto woli, kontrolującą „przedpokój” do Europy.

Muzeum Archeologiczne w Stambule. Robi wrażenie
Muzeum Archeologiczne w Stambule. Robi wrażenie

Jeśli znajdziecie czas na chwile kulturowych podsumowań, koniecznie odwiedźcie Muzeum Archeologiczne Turcji i Bliskiego Wschodu niedaleko Pałacu Topkapi. Oczywiście jeśli nie wybierzecie możliwości zwiedzenia tego gigantycznego pałacu, którego rozmach przykrywa europejskie Escoriale, Wersale czy Carskie Sioła.

W Muzeum zgromadzono jedną z największych kolekcji sztuki z okresu istnienia jednego z największych imperiów. Turcy pieczołowicie dbali o pamiątki dawnych lat, które odkrywali na terenie swojego Imperium. Mamy tu sporą kolekcję sztuki rzymskiej, głównie z Cesarstwa Wschodniego jak i greckiej, trackiej, dackiej, perskiej czy żydowskiej. Przez kilka ostatnich godzin spędzonych w mieście odbyłem podróż po jednym z najbardziej zróżnicowanych terenów archeologicznych świata, co dla miłośników starożytności nie lada gratka. Na koniec stanąłem i zadumałem się przed Sarkofagiem Aleksandra Wielkiego, który został znaleziony przez osmańskich archeologów w XIX wieku w Sydonie.

Wracając ze Stambułu zastanawiałem się czy gdyby Aleksander żył dziś i miał zamiar tworzyć Macedonię, rosnącą gigantycznie na cały wschód, widząc ogrom Stambułu nie zatrzymał się tutaj i nie stwierdził, że stolicą świata będzie Stambuł, bo od niego świat się właściwie zaczyna. Wschodni i Zachodni.

Istambuł mapa

ZACHĘCAM DO OBEJRZENIA WIĘKSZEJ ILOŚCI ZDJĘĆ ZE STAMBUŁU. TYM RAZEM SIĘ POSTARAŁEM. JEST ICH PONAD 70!

Share

Ruiny Kerkouane – Punickiego miasta schowanego pod piaskiem

Czerwiec 4, 2010

ruiny Kerkouane

Ruiny Kerkouane od strony zachodniej

Kerkouane nie ma nazwy, lecz jedynie przydomek nadany przez francuskich archeologów w 1956 roku. To Fenicka kolonia zniszczona w kwiecie wieku w czasie Pierwszej Wojny Punickiej. A Rzymianie lubili zasypywać zdobyte miasta solą i popiołem, więc Kerokuane nie odbudowywali. I dobrze, bo dzięki temu w Tunezji zachowało się prawdziwe punickie miasto handlowe ze swoją unikatowością i ciekawym położeniem na półce skalnej nad morzem. W okolicznym muzeum można obejrzeć mase skarbów z wykopalisk oraz model miasteczka. Wędrując zachowanymi ulicami zobaczymy gdzieniegdzie mozaikę w dawnej łazience, kibelek, wannę, czy pozostałości kanałów kanalizacyjnych.

W 1982 r. Kerkouane wpisano na Listę Światowego Dziedzictwa Przyrodniczego i Kulturalnego UNESCO. Zobaczcie więcej moich zdjęć z tego miejsca:

Share

Muzeum Bardo w Tunisie. Zdjęcia z mozaikowego skarbca

Styczeń 12, 2010

Na przedmieściach Tunisu znajduje się jedno z najciekawszych północnoafrykańskich muzeów. Usadowione w danym pałacu Bejów husajnickich, wybudowanym już w XIII wieku. Zgromadzono tu większość tunezyjskich zabytków, znalezisk archeologicznych, wydobywanych głównie w czasach kolonii francuskiej oraz tuż po wojnie. Boom na archeologię, znów wrócił w latach 90-tych.

Na największą uwagę zasługuje chyba jednak prawdopodobnie największa na świecie kolekcja rzymskich mozaik.  Kilka z nich, z pieczołowitością odtworzonych ma wymiary takie jak sale balowe w naszych pałacach. Dookoła nich zmieści się śmiało setka ludzi. Jest coś niesamowitego w tych ogromnych ilustracjach, stworzonych tak naprawdę z klocków, wielkości klawiszy w naszych klawiaturach. Kilka z nich znamy z podręczników do historii. To doskonałe pamiątki bo rzymskich, bogatych mieszkańcach Afryki Północnej.
Mało kto wie, że Tunezja pod panowaniem rzymskim, była „Szwajcarią” ówczesnego imperium. Żyło się tu najbardziej dostatnio, bogato, bezpiecznie i spokojnie a na przykład Półwysep Bon nazywany był „spichlerzem Rzymu”. Znajduje się tutaj też chyba najsłynniejsza mozaika świata. Ta z Wergiliuszem. Mozaicyści to istne VIP-y świata romańskiego. Bogaci, rozchwytywani, sławni i jednocześnie bardzo dbający o prywatność. Bywało, że mozaika powstawała w absolutnej tajemnicy przykrywana płótnem, aby przypadkiem nikt nie podpatrzył. Ale za to jaki efekt potem…

Pamiątki rzymskie to jednak nie wszystko. Znajdziemy tutaj rzeźby, stelle i sztukę kartagińską. To oczywiście największa na świecie kolekcja pozostałości po Fenicjanach Zachodnich, czy też Kartagińczykach. Dla sprawgnionych zabytków z wczesnego, ale to bardzo wczesnego chrześcijaństwa, mamy w podziemiach nie lada gratkę w postaci jednej z pierwszych rzeźbionych chrzcielnic.

WYCIECZKI FAKULTATYWNE TUNIS, KARTAGINA, SIDI BOU SAID. ZOBACZ

Share

Banska Szczawnica. Prawdopodobnie najpiękniejsze miasteczko Słowacji

Październik 8, 2009

Banska Scavnica

Miasteczko, bo nie miasto. Najpiękniejsze, bo całkowicie zachowane i skutecznie schowane w dawnej górniczej dolinie. Schowane przez blokowiskami.

Do Bańskiej dostać się łatwo. Zarówno z B.Bystrzycy jak i Zdiaru i pobliskiego Zvolenia – jednego z większych węzłów na Słowacji. Miasteczko liczy jakieś 12 tysięcy mieszkańców, 20 lat temu liczyło 20, ale się stale wyludnia. Kiedyś królewskie miasto władców Węgier i górnicza chluba królestwa. Dziś nieco zapomniana, ale autentyczna i wpisana oczywiście na listę dziedzictwa UNESCO. Na Bańską Szczawnicę trzeba popatrzyć jak na historię Kopciuszka. Niepozorna dolina w Górach Szczawnicki, wcale nie cudownych widokowo i niewysokich. Dziura oddzielona łysymi wzgórzami, wcale nie zalesionymi. A jednak wystarczyło zaledwie kilkadziesiąt lat, by stała się jednym z najbogatszych miast Górnych Węgier z pierwszą w Europie górniczą szkołą wyższą.
Cesarstwo dbało o swoją złotą i srebrną zarazem perłę. Bystrzyca bogaciła, się, wwiercała dalej w doliny i pod ziemię. Specjalnie dla niej budowano system małych zbiorników zaporowych, stosowano tutaj po raz pierwszy proch strzelniczy w wyrobiskach podziemnych. Jednak w końcu minęła północ. Wojny, spory graniczne, spadek znaczenia handlu kruszcem i konkurencja zmarginalizowały miasteczko.Odkryte na nowo jako perełka architektoniczna i obowiązkowy przystanek na europejskiej trasie zabytków techniki.

Idąc przez miasto, niejako zawieszone jak hamak pomiędzy trzy główne dominanty – kalwarię, stary zamek i nowy zamek, widzimy autentyczne, średniowieczne założenie, jednak z nutką chaosu. To góry, tutaj ulice dostosowywały się do topografii, nie na odwrót. Wielkie wrażenie robi muzeum minerałów z podziemną trasą turystyczną, stary zamek, rodem z Van Helsinga oraz gigantyczna kolumna Św. Trójcy – największa na Słowacji. Postawili ją mieszkańcy po epidemii dżumy. Ci, którzy przeżyli.

Jak macie chwilę więcej to 5 minut autobusem od miasteczka leży jeden z piękniejszych założeń pałacowo-parkowych Słowacji – Svaty Anton.

Share

Muzeum Energetyki w Łaziskach (Przewodnik cz.2)

Styczeń 29, 2009

muzeum-energetyki-laziska

Odwiedziłem dziś jeden z elementów Szlaku Zabytków Techniki, mieszczące się w dawnej rozdzielni energetycznej Muzeum Energetyki. Powstało w 2002 roku z inicjatywy Polskiego Towarzystwa Przyjaciół Muzeum Energetyki (taka nazwa). Jak twierdzi prezes Zbigniew Lorek, przez placówkę przewinęło się ponad 20 tys. ludzi. I dobrze.

Na miejscu zobaczymy około 4300 eksponatów a wśród nich takie hity jak Generator Tesli, stary projektor na lampę łukową, olbrzymie żarówki – między innymi latarniowe, silnik Deutza z oczyszczalni ścieków w Bytomiu czy Stanowisko do demonstracji wyładowania po powierzchni szklanej butelki (polecam, mocne!).

Na miejcu oprowadza miedzy innymi inż. Adam Wisthal, zapaleniec, który to miejsce tworzył od początku. Dzięki takim ludziom właśnie powstają najcenniejsze rzeczy, jak choćby słynne Muzeum Chleba w Radzionkowie. – Na miejscu pokazujemy prąd elektryczny, przestrzegamy przed nim. Ale można również zobaczyć jak prąd się „porusza” a nawet jak pachnie – opowiadał mi Wisthal.  Aby dostać się do muzeum trzeba zjechać w Łaziskach ze słynnej Wiślanki na wysokości Huty Łaziska. Potem jedziemy aż pod budynek dyrekcji Elektrowni i tuż obok mała zielona budka (dawniej stacja transformatorowa) informuje nas, że jesteśmy na miejscu.

butla1 przewody1 projektor1 tesla1

Share