Cinque Terre, Włochy. Cudowne Riomaggiore i Manarola [ZDJĘCIA]
Wrzesień 23, 2011

Nie było i długo nie będzie bardziej zachwycającego miejsca, które odwiedziłem, dopóki coś nie pobije Cinque Terre w Ligurii. Nawet noc pod gołym niebem na Saharze nie pobiła najlepszej mojej atrakcji w 2011. Jak już pisałem „5 ziem” przywitałem od strony Porto Venere, pięknego miasteczka portowego, założonego prze Genueńczyków. Stąd kursują statki rejsowe dookoła pobliskiego archipelagu oraz dalej do wiosek zawieszonych nad klifami Morza Liguryjskiego. Jeszcze kilkadziesiąt lat temu mieszkańcy docierali do swoich domostw tylko od strony wody, mimo tego zawzięcie uprawiali winorośl na stromych terasach a zbiory transportowali albo w koszach na głowach albo na specjalnych wózkach-wyciągach.
Riomaggiore Manarola Corniglia Vernazza Monterosso
Dziś pięć miasteczek Cinque Terre w sezonie wypełnia gwarny tłum ludzi z całego świata, lekko zabijając atmosferę raju. Jest jednak świetnie przespacerować się słynną ścieżką miłości nad urwistym wybrzeżem, pooglądać prywatne łódki, leżące pod każdym prawie domostwem czy spróbować owoców morza z wyśmienitym półwytrawnym białym winem. Tutejszym. Wszystko to razem – ludzie, tradycja, krajobraz, architektura zawieszonych lub wciętych w klify kolorowych wiosek zostało wpisane na listę UNESCO jako obszar chroniony krajobrazu kulturowego.
ZACHWYCAJĄCA FOTOGALERIA Z CINQUETERRE W SLAJDOWISKU:
Portovenere, bajkowa brama do CinqueTerre [Mapa, Zdjęcia]
Wrzesień 14, 2011
Podróż do parku CinqueTerre pamiętam bardzo dobrze, bo była to jedna z najbardziej zaskakujących wypraw. Nie tylko w czasie pobytu w Toskani ale w ogóle, kiedykolwiek.
Ta mała kraina to właściwie pas klifowego wybrzeża, którego największą atrakcją jest pięć miejscowości, praktycznie „wbitych” i zawieszonych nad morzem. Przez wiele lat nie było do nich dostępu od strony lądu. Nie przeszkodziło to jednak mieszkańcom wykształcić tu pewnego rodzaju mix kultury rybackiej i winiarskiej. Wyszło im świetnie!
Z Pizy, regionalnego węzła kolejowego z bardzo duża ilością pożytecznych połączeń, jedziemy pociągiem regionalnym do LaSpezii, czyli już regionu Ligurii. To miasto zadziwiająco się rozpycha po okolicznych dolinach, kotlinach i wzgórzach. Jednocześnie jest dużym portem handlowym i wojskowym. Z LaSpezii do CinqueTerre jest już rzut kamieniem. Zazwyczaj tłumy turystów przesiadają się na pociąg, który jedzie dalej na północ, pokonując po drodze kilka gigantycznych tuneli. Gdy na chwile wyłania się z Tunelu, znaczy, że jest to jedna ze stacji kolejowych w którejś z kilku unikatowych wiosek parku.
Ja wybrałem drogę od południa, morzem, kotwicząc na chwile w Portovenere, do którego kursują autobusy miejskie z LaSpezii. Szczerze, Port Venery, czyli Venus oczarowal mnie. To małe dumne miasto założone przez republikę Genui zachwyca seria barw i bardzo… południowofrancuskim klimatem. To znaczy wszystko pasuje do miasteczek Lazurowego Wybrzeża, ale w głośnikach wycieczkowego statku pobrzmiewają włoskie szlagiery, nie francuskie. Z miasteczka z jednej strony rozpościera się przedni widok na zatokę, przecinaną niezliczoną ilością jachtów jak również statków handlowych, z drugiej na nieodległą wyspę Palmarię. Wypisz wymaluj, świetne miejsce na morską twierdzą, dlatego zbłąkani Genueńczycy w swoim, bezpretensjonalnym stylu właśnie takową tu założyli. Wisi nad cieśniną, otwarta dla turystów, świetnie prezentuje się na skalistym półwyspie, z którego co odważniejsi skaczą 20 metrów do lazurowej wody, niedaleko groty Lorda Byrona. Był tu, nie był, magia nazwy działa pobudzająco. Statek mijając Palmarię i drugą, mniejszą Tinę, podpływa pod grotę Byrona i kieruje się wzdłuż wysokich klifów do pierwszej z tytułowych „5 wiosek” – Riomaggiore.

- Mieszkam tu 18 lat i obserwuję jak ten region się zmienia. Od miejscowości, do których można było dotrzeć tylko od strony morza a kosze z winogronami transportowano na głowach, przerodziły się w turystyczne kombajny, do których w sezonie ciągną dziesiątki tysięcy – opowiada mi Polka, któa kursuje pomiędzy rodzinnym Podkarpaciem a Ceinque Terre.
Byłem zachwycony już wtedy. Park Narodowy, wpisany na listę UNESCO jako niezwykle cenny obszar krajobrazowo-kulturowy sięga właściwie do samego Portovenere i Archipelagu. Wiele branżowych pism i magazynów uznaje „Pięcioziemie” za jedno z 10 najpiękniejszych miejsc w Europie. Pełna zgoda
Eksodus z Libii. Najbliżej tam, gdzie najbliżej
Marzec 8, 2011
Pogrążony w chaosie wojny domowej kraj to tak naprawdę siedlisko różnego rodzaju zlepku kulturowego całej afryki. Połowę mieszkańców kraju stanowią przedstawiciele wszystkich krajów od Dakaru po Somalię i od Algieru po Kongo. Libia od zawsze kusiła bogactwem, łatwym zarobkiem, rozwojem. Szacuje się, że z powodu zmian w kraju, jeśli chaos się przedłuży – uciec z niego może nawet 300 tys. ludzi. Głównie do Europy, co byłoby największym tego typu zjawiskiem od czasów II wojny światowej. Minister Spraw Wewnętrznych Włoch straszy swój kraj oraz Grecję. Rzeczywiście obydwa kraje geograficznie sąsiadują z Libią. Grecja poprzez Peloponez i Kretę nawet bardziej – od półwyspu Cyrenajka w Libii jest tu zaledwie kilkaset kilometrów. Libijczycy z zachodu będą próbowali uciekawć do Włoch, na Maltę a w mniejszym stopniu do Francji i Hiszpanii. Sporo osób na pewno powróci do Afryki Subsacharyjskiej, część za pracą wybierze Turcję lub Półwysep Arabski. Wniosek jest jeden – kraj może praktycznie się wyludnić… A Europa będzie mieć problem… Duży
Skok na Istambuł. Zdjęcia, relacja, mapa z wycieczki. Wiele kultur, wiele epok
Styczeń 8, 2011
Gdy zbliżam się do Istambułu, pierwsze przedmieścia tego największego po Moskwie miasta Europy witają nas już na prawie 80 km przed Bosforem. To tak jakby Kraków zaczynał się w Katowicach. Skądkolwiek jedziesz, z Bułgarii, Grecji czy krajów byłej Jugosławii, trójkątna Tracja – europejska część Turcji systematycznie zwęża się ku gigantycznej metropolii. Nitki autostrad, torów kolejowych i mniejszych dróg łączą się w gęstym uścisku, tam gdzie kończy się Europa.
Coś więcej niż tylko gigantyczne…
O tym jak ogromna ilość ludzi czeka na nas w tym mieście świadczy już wielokilometrowy korek na kilkupasmowej autostradzie dojazdowej. Pomyśleć, że niektórzy codziennie dojeżdżają tak do pracy. Prawie 2 godziny. Mijam Morze Marmara, wewnętrzny akwen Turcji oraz dwie gigantyczne zatoki – Buyukcekmece oraz Kucukcekmece. Trzecią, najmniejszą jest Złoty Róg, miejsce w którym już bije serce Istambułu. Istambuł to jedno z najszybciej rozwijających się miast świata. Po stronie europejskich przedmieść jak grzyby po deszczu rosną gigantyczne biurowce, wieżowce, całe osiedla mieszkaniowe, bloki i centra handlowe, jak np kosmicznych rozmiarów IKEA.
Najbardziej interesująca część metropolii kryje się za murami obronnymi, wybudowanymi jeszcze za czasów rzymskich. Przy czym nie jest to w naszym europejskim mniemaniu starówka, licząca kilka km kwadratowych otoczona murem i plantami lecz gigantyczny obszar na czubku półwyspu, oddzielony od reszty lądu długą na kilkanaście km kamienną ochroną, sięgającą od Morza Marmara do zatoki Złoty Róg, nazywanej tak ze względu na kupców cennymi kruszczami, którzy nad nią się osiedlali. Dawny Istambuł, czyli bizantyjski Konstantynopol miał jeden z najwiekszych systemó obronnych na świecie. Oprócz murów Teodozjusza, drugi wał ochronny stanowił mur Konstantyna. Mury strzegły miasta również od strony morza a Złoty Róg był chroniony od strony Bosforu ogromnych żelażnym łancuchem, który utrzymywały na powierzchni drewniane tratwy. Mimo tego, w 1453 roku w maju wojska Mehmeta II, zwanego potem zdobywcą od północy zdobyły miasto. Tym samym skończyło się średniowiecze i zaczęło odrodzenie. Między innymi utrata Konstantynopola przez świat zachodni przyczyniła się do szukania nowej drogi do Azji czyli Wielkich Odkryć Geograficznych.
Pieszo przez metropolię
Kwateruję się w małym hoteliku w hałaśliwej dzielnicy Yenikapi, co znaczy „Żydowska Brama”, czy jak domniemam w czasach greckich na stromym zboczu, opadającym ku Morzu Marmara mieszkała diaspora żydowska. Stąd do ścisłego centrum miasta mam 20 minut na piechotę, więc nie wybieram supernowoczesnego tramwaju, który spina zachód starego miasta z jego środkiem i dawną genueńską dzielnicą Galata położoną po drugiej stronie Złotego Rogu, szczycącej się 40-metrową wieżą obronną – świetnym punktem widokowym. Supertramwaj sunie wzdłuż głównej arterii Istambułu, niosącej kilka nazw, ciągnącej się od ocalonej części rzymskiego akweduktu do mostu Galata. Również za czasów Konstantyna tutaj był kręgosłup miasta, przy czym zamiast rond, placów i skrzyżowań dawni planiści umieścili Forum Konstantyna, Teodozjusza, Hipodrom.
Idę pieszo, przecinając zatłoczone kupieckie dzielnice pełne ulicznych handlarzy, wózkarzy, kurierów i… dzikich kotów. Na każdym większym skrzyżowaniu można spotkać straganik z owocami, fryzjera, który zawsze ma klientów, mężczyzn sączących małe filiżanki kawy i herbaty lub pakowaczy przesyłek. Istambuł wciąż zachował w sobie sporo z kupieckiej mekki. Wszyscy wszystko wysyłają i odbierają w cztery strony świata, paczki skrupulatnie foliują, lepią taśmami i podpisują. Mam wrażenie, że po drodze minęło mnie tysiąc wózkarzy z pełnym ładunkiem paczek i kolejny tysiąc z pustymi wózkami. Dziś wołają na to „Cargo! Cargo!”.
Serce miasta wita mnie dobrą pogodą i niestety tłumem turystów z całego świata. Zaczynam na zachodnim krańcu dawnego Hipodromu, gdzie stoi kamienny obelisk Teodozjusza, który przybył tu prosto z Egiptu jako podarunek tego kraju dla Wschodniego Rzymu. Z dawnego Hipodromu najlepiej przejść od razu na dziedziniec Meczetu Błękitnego, czyli dzieła życia Sułtana Ahmeta. To charakterystyczny element krajobrazu miasta, jeszcze bardziej dominujący nad nim niż położona w sąsiedztwie Hagia Sofia, czyli Ayasofia. Wedle wszystkich znaków do meczetu wchodzimy na boso, kobiety zakrywają włosy i ramiona woalkami. Zarówno mężczyźni jak i kobiety muszą też zakryć kolana. Wyglądam komicznie trzymając w lewej ręce adidasy, na ramieniu torbę z obiektywami, w prawej aparat. Przydałaby się trzecia ręka, by zatkać nos. Zapach setek tysięcy stóp wtartych w dywan, którym wyłożone jest wnętrze meczetu jest zaskakująco niemiły. (Więcej informacji o Błękitnym Meczecie i moje galeria zdjęć)
Świadek dramatycznych historii
Co prawda drugi kolos miasta, czyli meczet Ayasofia znajduje się niedaleko, po drugiej stronie placu, postanawiam zwiedzić go następnego dnia. Będzie poniedziałek, powinno być mniej tłoczno. Po krótkiej wizycie w centrum informacji turystycznej i szybkim posiłku w tureckim McDonaldsie, gdzie – jak w restauracji – kelner, który jest też ochroniarzem przynosi ci jedzenie, postanawiam wsiąść do autobusu i przedostać się na drugą stronę Bosforu.

Słońce jeszcze świeci z południowego wschodu, niebo jest lekko upstrzone chmurami, więc widok z Azji na Europę będzie idealny. Poza tym to jeden z najważniejszych punktów podróży. Postawić nogę na moim trzecim kontynencie. Po godzinie nie zawiodłem się. Bosfor z Mostu Bogazici jest niesamowity, magiczny, totalnie zwalający z nóg. Ale ze wzgórza Nakkastepe, na którego zboczach jak się dowiedziałem najbogatsi Turcy mają posiadłości za kilkadziesiąt milionów Euro, ujrzałem Bosfor romantycznie piękny, spokojny, leniwy i bajkowy, wyglądający raczej jak skandynawski fiord, niż morderczy powód biblijnego potopu. Ten sensacyjny obraz katastrofy przedstawili pod koniec lat 90. William Ryan i Walter Pitman – dwaj geolodzy z Columbia University w Nowym Jorku. Powoływali się na dane z badań osadów morskich i twierdzili, że kilka tysięcy lat temu pękł lądowy pomost między Europą i Azją i największe w historii masy wody przelały się z Morza Śródziemnego do położonego o wiele niżej wtedy Czarnego, które powiększyło się w każdym miejscu o nawet 30 km.
Dziś cieśnina jest jednym z najbardziej ruchliwych kanałów morskich w Europie. Okno na świat nie tylko dla Turcji, ale również dla Rosji, Bułgarii, Rumunii czy Ukrainy. Reasumując – od kilkudziesięciu do kilkuset dużych statków dziennie. Świetnie widać to na południowym wybrzeżu starej części miasta. Na drugim tle mgliste Wyspy Książece, ale w roli głównej, na pierwszym flotylla statków handlowych, które szerokim wachlarzem podążają w stronę Bosforu. Nad cieśninę wracam wieczorem, gdy Parkiem Gulhane podążam za wyraźnie święcącą Wieżą Galata na azjatyckim brzegu. Jest ona swoistą „latarnią morską” miasta, pamiętajacą czasy faktorii genueńskiej w tym miejcu wiele wieków temu i wyznaczająca dzielnicę Galata ze słynnym stadionem Galatarasay. Przez wiele lat Geuna, dzięki opanowaniu tych okolic władała wodami Morza Czarnego, tworząc kolonie na przykład na Krymie.
Każdy kolor nocy
Nocny Stambuł proponuje wszystkie odmiany kolorów w różnych konfiguracjach. Zielony podświetlonej fontanny, za nią pomarańczowy wyraźnie oświetlonych minaterów Błękitnego Meczetu czy żółty w małych paleniskach na których kelnerzy z małych knajpek przygotowują żar do Sziszy dla swoich klientów. Szisza z prawdziwym kebabem, turecką kawą pod Aya Sophia z pokazem tańca tutejszych Derwiszów, to z pewnością jeden z najlepszych punktów tej wycieczki. Jest też agresywny czerwony – to pod ziemią w Cisterna Basilica, największego z 60 wybudowanych w czasach rzymskich podziemnych rezerwuarów wody pitnej. Tutaj właściwie noc jest bez przerwy a ogromne ryby, pływające w krystalicznie czystej wodzie są czarne i… ślepe.
Nocny Stambuł zaskoczył mnie czymś jeszcze. Tuż przed północą na nabrzeżu przy dworcu kolejowym pojawia się kilkanaście kutrów i promy. Tuż obok wyrasta ogromny tłum a w powietrzu unosi się charakterystyczny zapach. Nocny targ rybny. Czy rybacy pracują na kilka zmian? W drodze powrotnej oglądam jeszcze spektakl multimedialny na temat wpływu islamu na światową naukę. Głównie matematykę i medycynę. To wszystko akurat dla mnie było jasne. Trochę mniej dla zaskoczonych obok mnie Niemców czy Anglików. Jak również to, że miasto przez cały 2010 rok dzierży miano Europejskiej Stolicy Kultury.
O poranku próbuję tureckiej kawy. Dla zasady, bo kawy nie pijam i nowoczesnym tramwajem udaję się na Bazar Egipski. Gigatyczny kompleks handlowy, którego nazwa wywodzi się z czasó, gdy Egiptem rządziło Imperium Osmańskie a ten był głównym eksporterem przypraw. Znając dobrze dziwne zasady panujące wśród handlarzy kultury muzułmańskiej, nie planuję niczego kupować. Jednak sprzedawca wszystkiego, Orkan, zaprasza mnie do podziemnego poziomu jego straganu. To dla mnie coś nowego, czego jeszcze nie widziałem w żadnym kraju. Na poziomie -1 grupa Japończyków a on przekonuje ich po japońsku, po chwili Hiszpanów po hiszpańsku a Węgrów po Węgiersku. Czapki z głów! Wziąłem trochę herbaty.
Deser dla miłośników sztuki
W Aya Sophia czyli Hagia Sofia niebywałe wrażenie robi na mnie… ogromna mozaika Chrystusa Pantokratora, znana mi z większości podręczników do Historii. Na jednym chyba nawet była na okładce. Świątynia nie straciła nic na swojej urodzie i rozmachy z wyjątkiem przeraźliwych tłumów. Uciekam na chwilę w kąt na górnej galerii i wspinam się na parapet otwartego okna. Rozpościera się stąd widok na sąsiedni Błękitny Meczet, głębiej na centrum miasta, przedmieścia, Trację i dalej Europę. Meczet więc stanowi jakoby strażnicę pilnującą wjazdu do Azji lub jak kto woli, kontrolującą „przedpokój” do Europy.
Jeśli znajdziecie czas na chwile kulturowych podsumowań, koniecznie odwiedźcie Muzeum Archeologiczne Turcji i Bliskiego Wschodu niedaleko Pałacu Topkapi. Oczywiście jeśli nie wybierzecie możliwości zwiedzenia tego gigantycznego pałacu, którego rozmach przykrywa europejskie Escoriale, Wersale czy Carskie Sioła.
W Muzeum zgromadzono jedną z największych kolekcji sztuki z okresu istnienia jednego z największych imperiów. Turcy pieczołowicie dbali o pamiątki dawnych lat, które odkrywali na terenie swojego Imperium. Mamy tu sporą kolekcję sztuki rzymskiej, głównie z Cesarstwa Wschodniego jak i greckiej, trackiej, dackiej, perskiej czy żydowskiej. Przez kilka ostatnich godzin spędzonych w mieście odbyłem podróż po jednym z najbardziej zróżnicowanych terenów archeologicznych świata, co dla miłośników starożytności nie lada gratka. Na koniec stanąłem i zadumałem się przed Sarkofagiem Aleksandra Wielkiego, który został znaleziony przez osmańskich archeologów w XIX wieku w Sydonie.
Wracając ze Stambułu zastanawiałem się czy gdyby Aleksander żył dziś i miał zamiar tworzyć Macedonię, rosnącą gigantycznie na cały wschód, widząc ogrom Stambułu nie zatrzymał się tutaj i nie stwierdził, że stolicą świata będzie Stambuł, bo od niego świat się właściwie zaczyna. Wschodni i Zachodni.
ZACHĘCAM DO OBEJRZENIA WIĘKSZEJ ILOŚCI ZDJĘĆ ZE STAMBUŁU. TYM RAZEM SIĘ POSTARAŁEM. JEST ICH PONAD 70!
Zielony Półwysep Bon, spichlerz Tunezji z czasów Rzymskich
Lipiec 4, 2010
![]()
Cap Bon to jedno z kilkunastu miejsc, które można zwiedzić, wykupując wycieczkę fakultatywną w Tunezji. Co prawda ja po Tunezji jeździłem raczej samodzielnie to w tym przypadku, z racji turystycznego zmęczenia skorzystaliśmy z usług biura. Tradycyjnie pani przewodnik wiedziała mniej niż ja sam, ale specyfika półwyspu zaspokoiła moje potrzeby. Warto rozpocząć w Hammamecie, kurorcie, położonym u nasady półwyspu, gdzie Morze Śródziemne oblewa miasto od wschodu i… południa. Hammamet to rybackie miasto, słynące z pięknej Mediny i mnóstwa kolorowych drzwi, bram, kołatek i zakwieconych wąskich uliczek.
Z Hammametu rzut kamieniem do Kelibii, sporej wioski rybackiej, schowanej pod twierdzą bizantyjską i Nabeulu, stolicy tunezyjskiego garncarstwa, gdzie można wcale nie okazyjnie nabyć kolorowa ceramikę, ale też obejrzeć proces tworzenia tych dzieł. Mnie jednak najbardziej do gustu przypadły ruiny Kerkouane. To punicka osada a właściwie spore miasto jak na swoje czasy, wiszące nad wybrzeżem morza, kilka kilometrów od Kelibii. Francuscy archeolodzy przez lata skrupulatnie je odkrywali spod warstwy piachu i gleby i dziś nie tylko widzimy układ ulic, ale i fragmenty domostw, piwnice, mozaiki w łazienkach. Więcej zdjęć Kerkouane w osobnym wpisie.
Półwysep Bon w czasach rzymskich był producentem niezliczonej ilości warzyw i owoców dla Cesarstwa. Tutejsze porty nie nadążały z wywózką darów natury na rzymskie stoły. Zielony Półwysep z czasem pozwolił nazywać całą prowincję północnej Afryki „Spichlerzem Rzymu”. Bon liczy sobie około 100 km, dzieki czemu suche powietrze znad Sahary zanim tu dotrze ochładza się a deszczowe niże znad Europy często „zahaczają” o niego i okresowe rzeki, wąwozy, niecki doczekują sie wody. Krajobraz Cap Bon przypomina trochę włoską Kalabrię, jest tu sucha roślinność, ale i kępy zielonych pastwisk, gaje oliwne i pomarańczowe, winnice, pola zbóż, zarośla, stada owiec. Na samym krańcu półwyspu znajduje się przylądek Ar-Ras czy też Cap Bon, z którego do Włoch jest rekordowo blisko – 135 kilometrów. To kusi od lat wielu nielegalnych uciekinierów z Afryki, którzy tędy próbują rozpocząć swoją drogę do lepszego życia, często je tracąc. Postawiono tutaj farmę wiatrową i rozłożono poligon wojskowy. Plotka mówi, że w jednej z jaskiń tunezyjska armia kilka lat temu udaremniła desant członków Al-Kaidy do Włoch, gdzie mieli swój magazyn.
Muzeum Bardo w Tunisie. Zdjęcia z mozaikowego skarbca
Styczeń 12, 2010

Na przedmieściach Tunisu znajduje się jedno z najciekawszych północnoafrykańskich muzeów. Usadowione w danym pałacu Bejów husajnickich, wybudowanym już w XIII wieku. Zgromadzono tu większość tunezyjskich zabytków, znalezisk archeologicznych, wydobywanych głównie w czasach kolonii francuskiej oraz tuż po wojnie. Boom na archeologię, znów wrócił w latach 90-tych.
Na największą uwagę zasługuje chyba jednak prawdopodobnie największa na świecie kolekcja rzymskich mozaik. Kilka z nich, z pieczołowitością odtworzonych ma wymiary takie jak sale balowe w naszych pałacach. Dookoła nich zmieści się śmiało setka ludzi. Jest coś niesamowitego w tych ogromnych ilustracjach, stworzonych tak naprawdę z klocków, wielkości klawiszy w naszych klawiaturach. Kilka z nich znamy z podręczników do historii. To doskonałe pamiątki bo rzymskich, bogatych mieszkańcach Afryki Północnej.
Mało kto wie, że Tunezja pod panowaniem rzymskim, była „Szwajcarią” ówczesnego imperium. Żyło się tu najbardziej dostatnio, bogato, bezpiecznie i spokojnie a na przykład Półwysep Bon nazywany był „spichlerzem Rzymu”. Znajduje się tutaj też chyba najsłynniejsza mozaika świata. Ta z Wergiliuszem. Mozaicyści to istne VIP-y świata romańskiego. Bogaci, rozchwytywani, sławni i jednocześnie bardzo dbający o prywatność. Bywało, że mozaika powstawała w absolutnej tajemnicy przykrywana płótnem, aby przypadkiem nikt nie podpatrzył. Ale za to jaki efekt potem…
Pamiątki rzymskie to jednak nie wszystko. Znajdziemy tutaj rzeźby, stelle i sztukę kartagińską. To oczywiście największa na świecie kolekcja pozostałości po Fenicjanach Zachodnich, czy też Kartagińczykach. Dla sprawgnionych zabytków z wczesnego, ale to bardzo wczesnego chrześcijaństwa, mamy w podziemiach nie lada gratkę w postaci jednej z pierwszych rzeźbionych chrzcielnic.
WYCIECZKI FAKULTATYWNE TUNIS, KARTAGINA, SIDI BOU SAID. ZOBACZ






































Ostatnie komentarze