Zielony Półwysep Bon, spichlerz Tunezji z czasów Rzymskich

Lipiec 4, 2010

Cap Bon to jedno z kilkunastu miejsc, które można zwiedzić, wykupując wycieczkę fakultatywną w Tunezji. Co prawda ja po Tunezji jeździłem raczej samodzielnie to w tym przypadku, z racji turystycznego zmęczenia skorzystaliśmy z usług biura. Tradycyjnie pani przewodnik wiedziała mniej niż ja sam, ale specyfika półwyspu zaspokoiła moje potrzeby. Warto rozpocząć w Hammamecie, kurorcie, położonym u nasady półwyspu, gdzie Morze Śródziemne oblewa miasto od wschodu i… południa. Hammamet to rybackie miasto, słynące z pięknej Mediny i mnóstwa kolorowych drzwi, bram, kołatek i zakwieconych wąskich uliczek.

Z Hammametu rzut kamieniem do Kelibii, sporej wioski rybackiej, schowanej pod twierdzą bizantyjską i Nabeulu, stolicy tunezyjskiego garncarstwa, gdzie można wcale nie okazyjnie nabyć kolorowa ceramikę, ale też obejrzeć proces tworzenia tych dzieł. Mnie jednak najbardziej do gustu przypadły ruiny Kerkouane. To punicka osada a właściwie spore miasto jak na swoje czasy, wiszące nad wybrzeżem morza, kilka kilometrów od Kelibii. Francuscy archeolodzy przez lata skrupulatnie je odkrywali spod warstwy piachu i gleby i dziś nie tylko widzimy układ ulic, ale i fragmenty domostw, piwnice, mozaiki w łazienkach. Więcej zdjęć Kerkouane w osobnym wpisie.

Półwysep Bon w czasach rzymskich był producentem niezliczonej ilości warzyw i owoców dla Cesarstwa. Tutejsze porty nie nadążały z wywózką darów natury na rzymskie stoły. Zielony Półwysep z czasem pozwolił nazywać całą prowincję północnej Afryki „Spichlerzem Rzymu”. Bon liczy sobie około 100 km, dzieki czemu suche powietrze znad Sahary zanim tu dotrze ochładza się a deszczowe niże znad Europy często „zahaczają” o niego i okresowe rzeki, wąwozy, niecki doczekują sie wody. Krajobraz Cap Bon przypomina trochę włoską Kalabrię, jest tu sucha roślinność, ale i kępy zielonych pastwisk, gaje oliwne i pomarańczowe, winnice, pola zbóż, zarośla, stada owiec. Na samym krańcu półwyspu znajduje się przylądek Ar-Ras czy też Cap Bon, z którego do Włoch jest rekordowo blisko – 135 kilometrów. To kusi od lat wielu nielegalnych uciekinierów z Afryki, którzy tędy próbują rozpocząć swoją drogę do lepszego życia, często je tracąc. Postawiono tutaj farmę wiatrową i rozłożono poligon wojskowy. Plotka mówi, że w jednej z jaskiń tunezyjska armia kilka lat temu udaremniła desant członków Al-Kaidy do Włoch, gdzie mieli swój magazyn.

  • Share/Bookmark

Zdjęcia z mozaikowego skarbca. Muzeum Bardo w Tunisie

Styczeń 12, 2010

Na przedmieściach Tunisu znajduje się jedno z najciekawszych północnoafrykańskich muzeów. Usadowione w danym pałacu Bejów husajnickich, wybudowanym już w XIII wieku. Zgromadzono tu większość tunezyjskich zabytków, znalezisk archeologicznych, wydobywanych głównie w czasach kolonii francuskiej oraz tuż po wojnie. Boom na archeologię, znów wrócił w latach 90-tych.

Na największą uwagę zasługuje chyba jednak prawdopodobnie największa na świecie kolekcja rzymskich mozaik.  Kilka z nich, z pieczołowitością odtworzonych ma wymiary takie jak sale balowe w naszych pałacach. Dookoła nich zmieści się śmiało setka ludzi. Jest coś niesamowitego w tych ogromnych ilustracjach, stworzonych tak naprawdę z klocków, wielkości klawiszy w naszych klawiaturach. Kilka z nich znamy z podręczników do historii. To doskonałe pamiątki bo rzymskich, bogatych mieszkańcach Afryki Północnej.
Mało kto wie, że Tunezja pod panowaniem rzymskim, była „Szwajcarią” ówczesnego imperium. Żyło się tu najbardziej dostatnio, bogato, bezpiecznie i spokojnie a na przykład Półwysep Bon nazywany był „spichlerzem Rzymu”. Znajduje się tutaj też chyba najsłynniejsza mozaika świata. Ta z Wergiliuszem. Mozaicyści to istne VIP-y świata romańskiego. Bogaci, rozchwytywani, sławni i jednocześnie bardzo dbający o prywatność. Bywało, że mozaika powstawała w absolutnej tajemnicy przykrywana płótnem, aby przypadkiem nikt nie podpatrzył. Ale za to jaki efekt potem…

Pamiątki rzymskie to jednak nie wszystko. Znajdziemy tutaj rzeźby, stelle i sztukę kartagińską. To oczywiście największa na świecie kolekcja pozostałości po Fenicjanach Zachodnich, czy też Kartagińczykach. Dla sprawgnionych zabytków z wczesnego, ale to bardzo wczesnego chrześcijaństwa, mamy w podziemiach nie lada gratkę w postaci jednej z pierwszych rzeźbionych chrzcielnic.

  • Share/Bookmark

Przewodnik po Tunezji: Mahdia, czyli to romantyczniejsze oblicze Sahelu

Czerwiec 7, 2009

W poprzednim wpisie zachęcałem do odwiedzin w Monastirze. Tym, którzy nie jadą to Tunezji, by leżeć do góry brzuchem polecam również Mahdię. Do miasteczka dojedziemy tradycyjnie taksówkami (biało-czerwonymi) lub pociągiem. Dworzec w Mahdii jest mały, kameralny – jest to stacja końcowa sahelskiego metra. No to idziemy…

Mahdia to jedno z najpiękniej położonych miast Tunezji. Również strategicznie położony, również na półwyspie. Przy czym szerokość podstawy ostrzego jak grot strzały półwyspu to zaledwie kilkaset metrów. Nie sposób nie było stworzyć tu miasta-twierdzy. I takowe powstało.

mahdia1

Wchodzę do starej Mahdii od strony południowo-zachodniej. Codziennie dbywa się tutaj jarkark wszystkiego. Polecam serdecznie odwiedziny właśnie tutaj. Targowisko ma swój klimat – trochę prowincjonalne, brudnawe ale bogate tak samo jak inne – w większytch miastach. Kupimy tutaj wszystkie produkty spożywcze, przywożone z głębi Afryki. Daktywe wybieramy w kiściach – jak winogrona. Troszke dalej, bliżej mediny znajduje się olbrzymi targ rybny. Umieszczony w hali przyciąga ciekawskich turystów i mieszkańców. Ci drudzy bez oporu przebierają w głowah rekinów, ośmiornicach i kalmarach (wszystko świeże) a ci pierwsi chodzą między stoiskami i przecierają oczy ze zdziwienia.

Sama Mahdia ma mocne tradycje rybackie, do dziś jest tu sporo, bardzo dużo rybaków i rybackich przystani. Ale równie dobrze można ją nazwać historyczną bazą wojenną. Założona przez Fenicjan, rozbudowywana i przebudowywana przez Rzymian, Greków oraz Fatymidów. Słąwna między innymi z tego, że oddzielał ją od lądy 11-metrowej grubości mur i jedna brama. Przez wielki służyła też jako baza piratów.

Łatwo zwiedzić Mahdię. Idziemy południową częścia półwyspu – wstępujemy do Wielkiego Meczetu, Kazby z bardzo ładnymi widokowymi murami, oglądamy ruiny starego portu, gdzie młodzi nurkują po kraby i docieramy na kraniec półwyspu. Tutaj fale co chwile smagają skały a latarnik z pobliskiej latarni zaprasza za kilka dinarów do siebie. Powracamy północną częścią półwyspu. Piękne tereny, minizatoczki i wiszące nad wodami zabytkowe domki. Trochę śmierdzi, ale widoki rekompensują wszystko. Tutaj też przycpunąłem na falochronie i zrobiłem jedno z moich najlepszych zdjęć. Dwójka bezdomnych rybaków brodząca w zatoczce chyba złowiła chyba ośmiornicę. A nad miastem powoli zanosi się na burzę. Pora wracać.

mahdia-port

Labiryntem uliczek przebiłem się na plac Khadi Noamine i uroczą uliczkę Obaid Allah Mahdi. Tutaj znajduje się mały placyk o niesamowitym klimacie. Małe drzewka tworzące jakby dach, oblegane przez mieszkańców schody i jakby nasze swojskie, średniowieczne kocie łby. Spotkałem tu Muhhamada, informatyka, sprzedającego – a jakże – pamiątki. – Mahdia to moje miejsce na ziemii, to taki romantyczny, cichy skrawek Tunezji. tutaj często pojawiają się chmury – naprawdę rzadkość u nas. Muhhamad ma dziewczynę w Łodzi, chce ją sprowadzić i tutaj i założyć przychodnię, Monika studiuje medycynę.

W Mahdii skromnie z plażami i hotelami. To miasto typowo wycieczkowe. Jeśli byśmy wytypowali ranking 10 najfajniejsych miejsc w Tunezji – z pewnością nie zapomnijcie o tej rybacko-wojskowej mieścinie.

  • Share/Bookmark

Następna strona »