marcinnowak.eu | blog | fotografia | wideomarcinnowak.eu | blog | fotografia | wideo

Zielony Półwysep Bon, spichlerz Tunezji z czasów Rzymskich

Cap Bon to jedno z kilkunastu miejsc, które można zwiedzić, wykupując wycieczkę fakultatywną w Tunezji. Co prawda ja po Tunezji jeździłem raczej samodzielnie to w tym przypadku, z racji turystycznego zmęczenia skorzystaliśmy z usług biura. Tradycyjnie pani przewodnik wiedziała mniej niż ja sam, ale specyfika półwyspu zaspokoiła moje potrzeby. Warto rozpocząć w Hammamecie, kurorcie, położonym u nasady półwyspu, gdzie Morze Śródziemne oblewa miasto od wschodu i… południa. Hammamet to rybackie miasto, słynące z pięknej Mediny i mnóstwa kolorowych drzwi, bram, kołatek i zakwieconych wąskich uliczek.

Z Hammametu rzut kamieniem do Kelibii, sporej wioski rybackiej, schowanej pod twierdzą bizantyjską i Nabeulu, stolicy tunezyjskiego garncarstwa, gdzie można wcale nie okazyjnie nabyć kolorowa ceramikę, ale też obejrzeć proces tworzenia tych dzieł. Mnie jednak najbardziej do gustu przypadły ruiny Kerkouane. To punicka osada a właściwie spore miasto jak na swoje czasy, wiszące nad wybrzeżem morza, kilka kilometrów od Kelibii. Francuscy archeolodzy przez lata skrupulatnie je odkrywali spod warstwy piachu i gleby i dziś nie tylko widzimy układ ulic, ale i fragmenty domostw, piwnice, mozaiki w łazienkach. Więcej zdjęć Kerkouane w osobnym wpisie.

Półwysep Bon w czasach rzymskich był producentem niezliczonej ilości warzyw i owoców dla Cesarstwa. Tutejsze porty nie nadążały z wywózką darów natury na rzymskie stoły. Zielony Półwysep z czasem pozwolił nazywać całą prowincję północnej Afryki „Spichlerzem Rzymu”. Bon liczy sobie około 100 km, dzieki czemu suche powietrze znad Sahary zanim tu dotrze ochładza się a deszczowe niże znad Europy często „zahaczają” o niego i okresowe rzeki, wąwozy, niecki doczekują sie wody. Krajobraz Cap Bon przypomina trochę włoską Kalabrię, jest tu sucha roślinność, ale i kępy zielonych pastwisk, gaje oliwne i pomarańczowe, winnice, pola zbóż, zarośla, stada owiec. Na samym krańcu półwyspu znajduje się przylądek Ar-Ras czy też Cap Bon, z którego do Włoch jest rekordowo blisko – 135 kilometrów. To kusi od lat wielu nielegalnych uciekinierów z Afryki, którzy tędy próbują rozpocząć swoją drogę do lepszego życia, często je tracąc. Postawiono tutaj farmę wiatrową i rozłożono poligon wojskowy. Plotka mówi, że w jednej z jaskiń tunezyjska armia kilka lat temu udaremniła desant członków Al-Kaidy do Włoch, gdzie mieli swój magazyn.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Preview: