Wiosna jak z Braci Grimm. Czyli Magurka Wilkowicka i Czupel

Maj 2, 2010

Autobus miejski nr 11 jedzie dalej w kierunku serpentyn na Międzybrodzie, ale my wysiadamy, bo znak na mapie kusi, aby poszukać jaskini na Straconce. Według topografii położonej w kamieniołomie. Na próżno.

Zielony szlak na Magurkę Wilkowicką przecina dwukrotnie szosę, która przez Przegibek wpada do doliny Soły. kiedyś od tej strony z Bielska nie było dojazdu. Dziś jest, ale zimą jedynie z pomocą łańcuchów.  Szlak zielony jest bardzo łatwy, weekendowy, wzdłuż niego towarzyszy nam mało sympatyczny kabel telefoniczny i elektryczny. Schronisko na Magurce (dawniej JozefBerg) powstało już na początku wieku dzięki słynnemu niemieckiemu towarzystwu Beskidenverein, jako, że był to praktycznie górski kraniec Zaboru Niemieckiego. Na Magurce tłumy. To oczywiście efekt majowego weekendu oraz bliskości tego węzła do wielu okolicznych miejscowości. Ruszamy odgałęzieniem niebieskim w kierunku Czupla – o to właściwie chodzi. Zdobyć najwyższy szczyt Beskidu Małego. od niedawna, co prawda, bo jeszcze kilka lat temu to miano dzierżyła Madohora w centralnej części pasma. Pomiędzy szczytami odbijamy w kierunku Wietrznej Dziury. Od lat znana lokalnej ludności, spenetrowana fachowo w międzywojniu łatwa i przyjemna jaskinia zapadliskowa, liczy sobie 25 metrów. Najtrudniejszy jest początek – wąskie wejście i zacisk na 50 cm.

Niestety z powodu gęstej mgły z Czupla nie widać nic. Można jedynie nasycić się upiornym widokiem zawieszonej na szarej buczynie niskiej chmurze. To ciekawe, po tej stronie pasma przyroda jeszcze się nie obudziła. Pokręcone korzenie, konary i zbutwiałe liście jakby wołały głośno „wiedźmy, karły i inne bestyjki – zapraszamy”. A propos bestii. Schodząc z Czupla odbijamy na czerwony szlak do Łodygowic. Dlaczego wybieram ten szlak? Ano dlatego, że znajduje się tu jeden z większych piaskowcowych ostańców w Beskidach z kategorii „diabelskie” a dokładniej „Diabli Kamień”, który sztan oczywiście przypadkiem upuścił…

  • Share/Bookmark

Leskowiec, Madohora, Łysina. Weekendowa wędrówka po Beskidzie Małym

Kwiecień 17, 2010

Bardzo fajny pomysł na mało znane pasmo górskie, jakim jest Beskid Mały. Ze Śląska jedziemy autobusem lub pociągiem w kierunku Wadowic, Andrychowa lub Kęt. Stamtąd kierujemy się do miejscowości Rzyki lub Jagódki. Autobus PKS dowozi nas pod sam początek szlaku tzw. „papieskiego”, którym bardzo ostrym podejściem wchodzimy na Leskowiec. Górny odcinek szlaku zwany jest  Gronią Jana Pawła II na pamiątkę jego tutejszych wędrówek.

Najciekawsza geomorfologicznie jednak z pewnością jest grań Madohory. Szczyt, zwany też łamaną Skałą jak sama nazwa wskazuje, obfituje w wiele ciekawych, subtelnie pochowanych w lasach formacji skalnych. W 1961 r. utworzono tutaj Rezerwat Madohora, ma on powierzchnię ponad 70 ha i chroni naturalny, górnoreglowy bór świerkowy, a także bujne runo leśne. Tuż pod szczytem, jakieś 10 minut przedzierania się przez krzaki można znaleźć jeden z ciekawszych beskidzkich wodospadów. Jest to strużka potoku Dusica, która spada z 2 metrów nad… niewielką Jaskinią Komonieckiego. Niestety nie udało mi się do niej dotrzeć mimo, szczerych chęci. Najlepiej spróbować, gdy opadną liście. W środku pasma można zrobić nocleg namiotowy, co też uczyniłem (akurat na Polanie Patykówce). Jednak dla bardziej wytrwałych proponuję szlak północny – czerwony przez schronisko na Kocierzy. Ja wybrałem krótszy, zielony, by na koniec dotrzeć do niesamowitego kompleksu skalnego w Ściszków Groniu i aby obejrzeć Kotlinę Żywiecką z góry. – Wsiadajcie, co będziecie tak dreptać – zaproponował nam pewien Czech i tym samym z naprawdę pięknie połozonej wioski Łysina (coś niesamowitego) szybciutko zjechaliśmy do Gliwic [edit: hehe oczywiście Gilowic :P] (miejscowość rodzinna Tomasza Adamka). A potem już prosto na Śląsk.


  • Share/Bookmark

Wodospad Mosorny w Zawoi na stokach Policy

Grudzień 20, 2009

Nie trzeba znać się na geologii, by pokochać miejsca, gdzie planeta pokazuje nam swoje nagie ciało. Uskoki, odkrywki, wychodnie, zręby czy inne mniej lub bardziej mądrze brzmiące hasła są niczym w porównaniu z wodospadami. Czyli owocami pracy dwóch sił – erozji oraz geologii. Mosorny leży na potoku Mosorczyk u zachodnich podnóży Policy – czyli po drugiej stronie Babiej Góry. Dojść tu można łatwo, ale i na dwa sposoby. Polecam żółtym szlakiem z centrum Zawoi przez grań Mosornego aż do górnej stacji kolejki linowej „Mosorny Groń” – chwilowo zamkniętej z powodu bankructwa ośrodka – czyli zmian klimatu. Tutaj rozpościera się prawdopodobnie najpiękniejszy widok na Babią Górę. Po jest cała jak na patelni. Stąd schodzimy niebieskim do doliny Mosorczyka, tworząc zakosy pomiędzy bukami karpackimi.

Wodospad szumi już od dobrych 5 kilometrów. Opada z wysokości prawie 9 metrów na 4 półkach skalnych – jak to wodospady zrębowe. Flisz karpacki zazwyczaj po stronie północnej każdej z góry wygląda jak schody, jak trybuny starego stadionu piłkarskiego. Po południowych przeciwnie, jak gadzie łuski, jak pancerz. Wodospadów po północnych stronach gór jest więcej.

Wytworzył się tu mini-mikroklimat – osłonięty od słońca, utrzymujący o wiele większą wilgotność, nasycony wodą w postaci mikrokropelek wygląda latem i późną wiosną jak mini rajski ogród. Tuż obok zauważyłem zwłoki dzika. A właściwie futro i kości. Najprawdopodobniej wilki zapuściły go sprytnie do pułapki w postaci wąskiego i wielopoziomowego wąwozu Potoku Mosornego i rozszarpały biedaka pod jedną ze skał. Wilki jak to wilki – zjadają 99% ofiary.

Do Zawoi wracamy godzinkę szlakiem niebieskim. Stąd odjeżdząją budy do Krakowa i Katowic. Wniosek – wyprawa do Zawoi dla krótkodystansowców, niekoneicznie z nastawieniem na Babią Górę jest możliwa. Z wodospadem na czele.

  • Share/Bookmark

Następna strona »