Ogrody Majorelle w Marakeszu [ZDJĘCIA] Co palili ci projektanci?
Styczeń 30, 2012
Pstrokaty modernizm z nutą orientalizmu w kolorach kącika dla dzieci z hipermarketu. Zbiór kilkudziesięciu gatunków kaktusów i tyleż samo drzew klimatu Afryki Subsaharyjskiej i Sahelu. To jedna z największych atrakcji Marakeszu – Gardin Majorelle. Jaquees Majorelle stworzył je w latach 20′ i 30′ w czasie Protektoratu. Do dziś nie wiadomo, co palił, jednak efekt olśniewa (choć za bilet niestety spodziewałem się większej powierzchni założenia). To surrealistyczne troche połączenie palmiarni pod gołym niebem (bardzo duszno) z klimatem kolonialnych daczy, w których wylegiwali się kolonialni urzędnicy od czasu do czasu poprawiający swoje duże, białe kapelusze.
A teraz najlepsze. Pomijając, że załę botaniczno-artystyczne dzieło zostało pokazane dla publiczności w 1947 roku to po wielu latach w 1980 roku ogród został własnością słynnego Yves Saint-Laurent i Pierre Berge. Ten pierwszy kazał się rozsypać na wietrze w ogrodzie. Właściwie część Yvesa pewnie zalega na dnie kobaltowych fontann lub obok rubinowych chodników
Maroko: Essaouira (As Sawira) – Królestwo Niebieskie na skraju Atlantyku [ZDJĘCIA]
Styczeń 22, 2012

Prawie 50-letni facet biegnie stosunkowo szybko w stronę fal. Ocean jest skandalicznie płytki, gość co kilka kroków zanurza się o kilka centymetrów i wydziera na cały głos. Przy tym zrzuca ubrania, śmieje się, by w końcu rzucić w fale i taplać jak dziecko. - Jak dziecko, widzisz, jak dziecko – woła starszy Marokańczyk, spacerujący po plaży. Jego synowie w oddali pilotują konie, na których przewożą turystów. To jest właśnie Essaouira, zagadkowe miasto na wybrzeżu marokańskiego Atlantyku, które różni się niezwykle od reszty kraju a ludzie mogą w nim zapomnieć o bożym świecie.
Ocean w tym miejscu ma zawsze mniej niż 20 stopni. Nawet latem. Średnia temperatura latem to 22-23 stopnie do tego mocny wiatr. Essaouira, zwana też Asssawirą a dawniej Mogadorem, to miasto, gdzie wpływy europejskie wciąż są bardzo silne. Widać to w planie miasta, który poza Mediną przypomina niejedno miasto portugalskie czy francuskie, widać też po kawiarniach i sklepach a nawet aptekach. Ale przede wszystkim w ilości zachodnich turystów. Miasto pięknie potrafiło pożenić biało-błękitne barwy mediny oraz nowych hoteli z piaskowcowymi nabrzeżami, fortem, murami obronnymi i portem. Rano w porcie rybackim gwar i tłumy. Setki jednostek wykładają swoje towary z nocnych połowów, ludzi jest tysiące, a wśród nich zapewne sporo restauratorów. Miasto ma świetną kuchnię, mnóstwo wspaniałych knajpek. Tu jadłem najlepszego tajina w Maroko. Z suszonymi figami.
Po Maroko jeździłem śladem Ridleya Scotta, więc grzechem było nie odwiedzić Essaouiry. W miejscu gdzie turyści pstrykają sobie fotki z mewami na murach miejskich, w „Królestwie Niebieskim” Scott nakręcił scenę, gdy Krzyżowcy wypływają z Messyny do Ziemi Świętej. Samo miasto grało też Jerozolimę z czasów Baldwina. Dziś przemierzając wąskie uliczki, pełne małych, średnich i dużych dzikich kotów, można je porównać ze scenami z filmu. Król Maroco Mohammed VI zezwolił na udział w filmie 1500 marokańskich żołnierzy. Niebawem wrzucę notkę, pokazującą całość mojego filmowego śledztwa w Maroko. Póki co zobaczcie fragmenty z „Kingdom of Heaven” kręcone tutaj:

Miasto zasłynęło jednak w latach 50-tych, gdy „Otella” nakręcił tu Orson Wells. Od tego czasu należy do jednych z najczęściej odwiedzanych miejsc w Maroko. Ponadto, jest afrykańską stolicą windsurfingu i kitesurfingu. Płytkie wody, silny wiatr. Wiadomo… Porada – nie przyjeżdżajcie tu na 1 dzień. Musicie się zatrzymać choć na jedną noc. Choćby po to, by zawitać na targ rybny, zobaczyć zachód słońca i nocą przejść się po medinie. [ZOBACZ ESSAOUIRĘ O ZMROKU - ZDJĘCIA NOCNE] Polecam również spacer na południe wzduż plaży aż do wydm i ruiny starej portugalskiej twierdzy. Trzeba pokonać bród przy ujściu rzeki (uoedu) i dalej w towarzystwie tysięcy rybitw kroczyć po chłodnym piasku.
Jeśli komuś klimat miasta przypadnie do gustu polecam koniecznie nie wracać szybko do Marakeszu czy innych rejonów „typowego” Maroko, lecz krętą drogą wzdłuż wybrzeża, udać się stąd do Agadiru z przystankami na klifowych, omiatanych falami i wiatrem brzegach, usianych grotami i mostami skalnymi. Ten fragment wybrzeża jest najbardziej dziki, nieprzyjazny i fascynujący.
DUŻO WIĘCEJ ZDJĘĆ TUTAJ:
Plac Dżemaa el Fna w Marakeszu. Perła miasta lub targowisko chaosu [ZDJĘCIA]
Wrzesień 23, 2011

Dżemaa el Fna reklamowana jest jako serce Marakeszu. Po zachodzie słońca pustawy i leniwy plac ożywa. Ludzie nagle mnożą się jak mrówki, momentalnie zapełniają się polowe kuchnie, przy których mieszkańcy Marakeszu całymi rodzinami gotują. Komercyjnie. Synowie naganiają, starsi synowie obsługują, ojciec koordynuje kuchnię, matka liczy i wydaje pieniądze. Ma to swój niepodważalny urok, choć niestety ceny kolacji i ich jakość systematycznie spada.
Mam mieszane uczucia po moich odwiedzinach na placu. Było ich kilka, mieszkałem niedaleko w zachodniej części, bywałem na Dżemmie kilka razy. Z pewnością świetnie się obserwuje plac wieczorem w czasie zachodu słońca z jednego z okolicznych kawiarnianych tarasów. Z pewnego dystansu, który najczęściej kosztuje 20 dirhamów (trzeba wykupić przynajmniej jeden zimny napój ze słomką) plac wygląda wciągająco. Z poziomu bruku nie jest już tak wesoło…
Tłumy, chaos, hałas, niebezpieczni kierowcy taksówek i dorożkarze plus sprzedawcy Malboro, połykacze ognia, hennistki, zaklinacze węży, wyciskacze pomarańczy i treserzy małp. I tu się zatrzymam. Załańcuchowane małpy, niejednokrotnie trzymane w klatkach jak na króliki, obdarte, bite i przymuszane do wymuszania Euro, to jednak ta gorsza, mroczniejsza strona Placu Dżemma El Fna. Szkoda
Tunezja, Sahara fakultatywnie 2 dni [Zdjęcia] Czyli obowiązkowa podróż na południe
Czerwiec 19, 2011
Jedna, jedyna wycieczka fakultatywna, spośród wszystkich inny we wszystkich turystycznych kierunkach, którą warto odbyć z biurem podróży. Będąc na tunezyjskim wybrzeżu, koniecznie trzeba pojechać daleko na południe, gdzie widoki, ludzie i klimat na długo zapadnie Wam w pamięć. Połowę kraju zjeździłem samodzielnie, ale powodu ogromnych odległości i nieokreślonej sytuacji geopolitycznej warto na Saharę pojechać z jakimś biurem. Dużo pomaga zorganizowany transport jeepami. Po drugie – jak powiedział mi zaprzyjaźniony przewodnik off record – stuprocentowe bezpieczeństwo w Tunezji to mit. Na południu zaginęło już wielu obcokrajowców. Ale o tym głośno się nie mówi. Za czasów reżimu Ben Alego, było to traktowane jako sianie defetyzmu i zagrażanie interesowi państwa.
Zanim dojedziemy nad Wielki Erg Wschodni, część Sahary zapewne odwiedzimy bardziej półpustynne tereny gór Atlas przy granicy z Algierią, gdzie znajdują się niezwykle urocze górskie oazy, Chebika, Tamerza i Mides, pełne – o dziwo – źródeł, sadzawek i wodospadów. Odtąd coraz częściej pojawiać się będą znaki „uwaga, wielbłądy na drodze” oraz Berberowie z jasnymi oczami i niebieskimi chustami, choć część z nich to tylko lipni naciągacze. Spore wrażenie robi Wielki Szot, największe słone jezioro Tunezji, poza porą deszczową, będące raczej białą solną pustynią, niż akwenem wodnym. Tylko najznamienitsi przewodnicy potrafią przeprowadzić karawany przez ten bezkresny obszar. Czytałem o tym w którejś książce Karola Maya. Nie pamiętam której. Ale pamiętam doskonale oswojone jak i dzikie wielbłądy po drugiej stronie Szotu, czyli w Douz – bramie Sahary, gdzie ukazują się nam ogromne wydmy. W końcu!
Oprócz wrednych i marudnych rodaków z Polski, wszystko w czasie takiej wyprawy jest udane. Słońce, kolory, zdjęcia. Trochę dalej na wschód od Douzu obowiązkowo odwiedza się dwie nietypowe wioski – Matmatę i Tataouine. W tej pierwszej odwiedzamy Ksary i domy wykute w skale. Do dziś zamieszkane. – Spróbuj tego – daje mi autochtonka chleba z oliwą na powitanie i sodką herbatę na popitkę. Super! Dużo lepsze niż nasz chleb z sobą i wódą. Niedaleko Tataouine natomiast w środku pustyni wyrasta wioska, która grała jako plener w „Gwiezdnych Wojnach”. Na cześć miejsca, w scenariusz wpleciono pustynną planetę Tataouin.
Jedna porada – bardzo ciężko jest w lipcu i sierpniu. Na południu może być nawet 40 stopni w cieniu, pot leje się strumieniami i jest sucho w nosie. Dużo lepszym rozwiązaniem jest czerwiec i wrzesień. Poniżej mała galeria zdjęć – the best of wyprawy na południe
Afrykańskie zwierzęta na zdjęciach lotnicznych [Megaflyover]
Kwiecień 5, 2011
Stada hipopotamów w dorzeczu Rzeki Zambezi. Jeden zakończył swoje życie i przeobraził się w wystawną wieczerzę dla sępów. Znajdź go… A także bydło przeprawiające się przez martwą rzekę. No ostatnim zdjęciu stado bawołów i biały „nalot”. Wszystko uchwyciłem tradycyjnie na Google Earth
Eksodus z Libii. Najbliżej tam, gdzie najbliżej
Marzec 8, 2011
Pogrążony w chaosie wojny domowej kraj to tak naprawdę siedlisko różnego rodzaju zlepku kulturowego całej afryki. Połowę mieszkańców kraju stanowią przedstawiciele wszystkich krajów od Dakaru po Somalię i od Algieru po Kongo. Libia od zawsze kusiła bogactwem, łatwym zarobkiem, rozwojem. Szacuje się, że z powodu zmian w kraju, jeśli chaos się przedłuży – uciec z niego może nawet 300 tys. ludzi. Głównie do Europy, co byłoby największym tego typu zjawiskiem od czasów II wojny światowej. Minister Spraw Wewnętrznych Włoch straszy swój kraj oraz Grecję. Rzeczywiście obydwa kraje geograficznie sąsiadują z Libią. Grecja poprzez Peloponez i Kretę nawet bardziej – od półwyspu Cyrenajka w Libii jest tu zaledwie kilkaset kilometrów. Libijczycy z zachodu będą próbowali uciekawć do Włoch, na Maltę a w mniejszym stopniu do Francji i Hiszpanii. Sporo osób na pewno powróci do Afryki Subsacharyjskiej, część za pracą wybierze Turcję lub Półwysep Arabski. Wniosek jest jeden – kraj może praktycznie się wyludnić… A Europa będzie mieć problem… Duży





































Ostatnie komentarze