Hagia Sophia od środka jak w podręczniku [Zdjęcia]

Marzec 13, 2011

Z podróży do Stambułu. Szczególną uwagę przywiązałem do najsłynniejszego zabytku Turcji. Hagia Sophia czyli kościół bożej mądrości to również meczet Aya Sofia. Budynek tak piękny i ważny, iż stanowił obiekt zachwytu bez względu na religię, politykę, historię i inne nastroje. We wnętrzach tego giganta spędziłem o wiele dłużej niż w Błękitnym Meczecie (który widać z otwartych okien), głównie z uwagi na wspomnienia z liceum. Mozaika Chrystusa Pantokratora to okładka podręcznika do historii.

Trochę liczb z wiki: Centralna część nawy środkowej przykrywa olbrzymia kopuła o średnicy podstawy wynoszącej 31,2 m na krótszej osi, zaś 32,8 m na dłuższej. Wysokość od posadzki do najwyższego punktu kopuły to 55,6 m. Konstrukcja opiera się na czterech potężnych filarach umieszczonych w narożach kwadratu, oraz 107 kolumnach

W środku rzuca na kolana. Muzułmańskie żyrandole wiszą nad nami jak gigantyczne statki kosmiczne, sznury ludzi przy ogromnych łukach i kolumnach i tak wyglądają jak nitki makaronu.

Share

Skok na Istambuł. Zdjęcia, relacja, mapa z wycieczki. Wiele kultur, wiele epok

Styczeń 8, 2011


Gdy zbliżam się do Istambułu, pierwsze przedmieścia tego największego po Moskwie miasta Europy witają nas już na prawie 80 km przed Bosforem. To tak jakby Kraków zaczynał się w Katowicach. Skądkolwiek jedziesz, z Bułgarii, Grecji czy krajów byłej Jugosławii, trójkątna Tracja – europejska część Turcji systematycznie zwęża się ku gigantycznej metropolii. Nitki autostrad, torów kolejowych i mniejszych dróg łączą się w gęstym uścisku, tam gdzie kończy się Europa.

Coś więcej niż tylko gigantyczne…

O tym jak ogromna ilość ludzi czeka na nas w tym mieście świadczy już wielokilometrowy korek na kilkupasmowej autostradzie dojazdowej. Pomyśleć, że niektórzy codziennie dojeżdżają tak do pracy. Prawie 2 godziny. Mijam Morze Marmara, wewnętrzny akwen Turcji oraz dwie gigantyczne zatoki – Buyukcekmece oraz Kucukcekmece. Trzecią, najmniejszą jest Złoty Róg, miejsce w którym już bije serce Istambułu. Istambuł to jedno z najszybciej rozwijających się miast świata. Po stronie europejskich przedmieść jak grzyby po deszczu rosną gigantyczne biurowce, wieżowce, całe osiedla mieszkaniowe, bloki i centra handlowe, jak np kosmicznych rozmiarów IKEA.

Błękitny Meczet
Błękitny Meczet

Najbardziej interesująca część metropolii kryje się za murami obronnymi, wybudowanymi jeszcze za czasów rzymskich. Przy czym nie jest to w naszym europejskim mniemaniu starówka, licząca kilka km kwadratowych otoczona murem i plantami lecz gigantyczny obszar na czubku półwyspu, oddzielony od reszty lądu długą na kilkanaście km kamienną ochroną, sięgającą od Morza Marmara do zatoki Złoty Róg, nazywanej tak ze względu na kupców cennymi kruszczami, którzy nad nią się osiedlali. Dawny Istambuł, czyli bizantyjski Konstantynopol miał jeden z najwiekszych systemó obronnych na świecie. Oprócz murów Teodozjusza, drugi wał ochronny stanowił mur Konstantyna. Mury strzegły miasta również od strony morza a Złoty Róg był chroniony od strony Bosforu ogromnych żelażnym łancuchem, który utrzymywały na powierzchni drewniane tratwy. Mimo tego, w 1453 roku w maju wojska Mehmeta II, zwanego potem zdobywcą od północy zdobyły miasto. Tym samym skończyło się średniowiecze i zaczęło odrodzenie. Między innymi utrata Konstantynopola przez świat zachodni przyczyniła się do szukania nowej drogi do Azji czyli Wielkich Odkryć Geograficznych.

Pieszo przez metropolię

Kwateruję się w małym hoteliku w hałaśliwej dzielnicy Yenikapi, co znaczy „Żydowska Brama”, czy jak domniemam w czasach greckich na stromym zboczu, opadającym ku Morzu Marmara mieszkała diaspora żydowska. Stąd do ścisłego centrum miasta mam 20 minut na piechotę, więc nie wybieram supernowoczesnego tramwaju, który spina zachód starego miasta z jego środkiem i dawną genueńską dzielnicą Galata położoną po drugiej stronie Złotego Rogu, szczycącej się 40-metrową wieżą obronną – świetnym punktem widokowym. Supertramwaj sunie wzdłuż głównej arterii Istambułu, niosącej kilka nazw, ciągnącej się od ocalonej części rzymskiego akweduktu do mostu Galata. Również za czasów Konstantyna tutaj był kręgosłup miasta, przy czym zamiast rond, placów i skrzyżowań dawni planiści umieścili Forum Konstantyna, Teodozjusza, Hipodrom.

Hagia Sophia (Aya Sofia) nocą
Hagia Sophia (Aya Sofia) nocą

Idę pieszo, przecinając zatłoczone kupieckie dzielnice pełne ulicznych handlarzy, wózkarzy, kurierów i… dzikich kotów. Na każdym większym skrzyżowaniu można spotkać straganik z owocami, fryzjera, który zawsze ma klientów, mężczyzn sączących małe filiżanki kawy i herbaty lub pakowaczy przesyłek. Istambuł wciąż zachował w sobie sporo z kupieckiej mekki. Wszyscy wszystko wysyłają i odbierają w cztery strony świata, paczki skrupulatnie foliują, lepią taśmami i podpisują. Mam wrażenie, że po drodze minęło mnie tysiąc wózkarzy z pełnym ładunkiem paczek i kolejny tysiąc z pustymi wózkami. Dziś wołają na to „Cargo! Cargo!”.

Serce miasta wita mnie dobrą pogodą i niestety tłumem turystów z całego świata. Zaczynam na zachodnim krańcu dawnego Hipodromu, gdzie stoi kamienny obelisk Teodozjusza, który przybył tu prosto z Egiptu jako podarunek tego kraju dla Wschodniego Rzymu. Z dawnego Hipodromu najlepiej przejść od razu na dziedziniec Meczetu Błękitnego, czyli dzieła życia Sułtana Ahmeta. To charakterystyczny element krajobrazu miasta, jeszcze bardziej dominujący nad nim niż położona w sąsiedztwie Hagia Sofia, czyli Ayasofia. Wedle wszystkich znaków do meczetu wchodzimy na boso, kobiety zakrywają włosy i ramiona woalkami. Zarówno mężczyźni jak i kobiety muszą też zakryć kolana. Wyglądam komicznie trzymając w lewej ręce adidasy, na ramieniu torbę z obiektywami, w prawej aparat. Przydałaby się trzecia ręka, by zatkać nos. Zapach setek tysięcy stóp wtartych w dywan, którym wyłożone jest wnętrze meczetu jest zaskakująco niemiły. (Więcej informacji o Błękitnym Meczecie i moje galeria zdjęć)

Świadek dramatycznych historii

Co prawda drugi kolos miasta, czyli meczet Ayasofia znajduje się niedaleko, po drugiej stronie placu, postanawiam zwiedzić go następnego dnia. Będzie poniedziałek, powinno być mniej tłoczno. Po krótkiej wizycie w centrum informacji turystycznej i szybkim posiłku w tureckim McDonaldsie, gdzie – jak w restauracji – kelner, który jest też ochroniarzem przynosi ci jedzenie, postanawiam wsiąść do autobusu i przedostać się na drugą stronę Bosforu.

Słońce jeszcze świeci z południowego wschodu, niebo jest lekko upstrzone chmurami, więc widok z Azji na Europę będzie idealny. Poza tym to jeden z najważniejszych punktów podróży. Postawić nogę na moim trzecim kontynencie. Po godzinie nie zawiodłem się. Bosfor z Mostu Bogazici jest niesamowity, magiczny, totalnie zwalający z nóg. Ale ze wzgórza Nakkastepe, na którego zboczach jak się dowiedziałem najbogatsi Turcy mają posiadłości za kilkadziesiąt milionów Euro, ujrzałem Bosfor romantycznie piękny, spokojny, leniwy i bajkowy, wyglądający raczej jak skandynawski fiord, niż morderczy powód biblijnego potopu. Ten sensacyjny obraz katastrofy przedstawili pod koniec lat 90. William Ryan i Walter Pitman – dwaj geolodzy z Columbia University w Nowym Jorku. Powoływali się na dane z badań osadów morskich i twierdzili, że kilka tysięcy lat temu pękł lądowy pomost między Europą i Azją i największe w historii masy wody przelały się z Morza Śródziemnego do położonego o wiele niżej wtedy Czarnego, które powiększyło się w każdym miejscu o nawet 30 km.

Panorama Bosforu, zlepek kilu zdjęć. Kliknij i powiększ
Panorama Bosforu, zlepek kilku zdjęć. Kliknij i powiększ

Dziś cieśnina jest jednym z najbardziej ruchliwych kanałów morskich w Europie. Okno na świat nie tylko dla Turcji, ale również dla Rosji, Bułgarii, Rumunii czy Ukrainy. Reasumując – od kilkudziesięciu do kilkuset dużych statków dziennie. Świetnie widać to na południowym wybrzeżu starej części miasta. Na drugim tle mgliste Wyspy Książece, ale w roli głównej, na pierwszym flotylla statków handlowych, które szerokim wachlarzem podążają w stronę Bosforu. Nad cieśninę wracam wieczorem, gdy Parkiem Gulhane podążam za wyraźnie święcącą Wieżą Galata na azjatyckim brzegu. Jest ona swoistą „latarnią morską” miasta, pamiętajacą czasy faktorii genueńskiej w tym miejcu wiele wieków temu i wyznaczająca dzielnicę Galata ze słynnym stadionem Galatarasay. Przez wiele lat Geuna, dzięki opanowaniu tych okolic władała wodami Morza Czarnego, tworząc kolonie na przykład na Krymie.

Każdy kolor nocy

Nocny Stambuł proponuje wszystkie odmiany kolorów w różnych konfiguracjach. Zielony podświetlonej fontanny, za nią pomarańczowy wyraźnie oświetlonych minaterów Błękitnego Meczetu czy żółty w małych paleniskach na których kelnerzy z małych knajpek przygotowują żar do Sziszy dla swoich klientów. Szisza z prawdziwym kebabem, turecką kawą pod Aya Sophia z pokazem tańca tutejszych Derwiszów, to z pewnością jeden z najlepszych punktów tej wycieczki. Jest też agresywny czerwony – to pod ziemią w Cisterna Basilica, największego z 60 wybudowanych w czasach rzymskich podziemnych rezerwuarów wody pitnej. Tutaj właściwie noc jest bez przerwy a ogromne ryby, pływające w krystalicznie czystej wodzie są czarne i… ślepe.

bazylika Cystern pod Istambułem. Tu grasuje Meduza
bazylika Cystern pod Istambułem. Tu grasuje Meduza

Nocny Stambuł zaskoczył mnie czymś jeszcze. Tuż przed północą na nabrzeżu przy dworcu kolejowym pojawia się kilkanaście kutrów i promy. Tuż obok wyrasta ogromny tłum a w powietrzu unosi się charakterystyczny zapach. Nocny targ rybny. Czy rybacy pracują na kilka zmian? W drodze powrotnej oglądam jeszcze spektakl multimedialny na temat wpływu islamu na światową naukę. Głównie matematykę i medycynę. To wszystko akurat dla mnie było jasne. Trochę mniej dla zaskoczonych obok mnie Niemców czy Anglików. Jak również to, że miasto przez cały 2010 rok dzierży miano Europejskiej Stolicy Kultury.

O poranku próbuję tureckiej kawy. Dla zasady, bo kawy nie pijam i nowoczesnym tramwajem udaję się na Bazar Egipski. Gigatyczny kompleks handlowy, którego nazwa wywodzi się z czasó, gdy Egiptem rządziło Imperium Osmańskie a ten był głównym eksporterem przypraw. Znając dobrze dziwne zasady panujące wśród handlarzy kultury muzułmańskiej, nie planuję niczego kupować. Jednak sprzedawca wszystkiego, Orkan, zaprasza mnie do podziemnego poziomu jego straganu. To dla mnie coś nowego, czego jeszcze nie widziałem w żadnym kraju. Na poziomie -1 grupa Japończyków a on przekonuje ich po japońsku, po chwili Hiszpanów po hiszpańsku a Węgrów po Węgiersku. Czapki z głów! Wziąłem trochę herbaty.

Deser dla miłośników sztuki

W Aya Sophia czyli Hagia Sofia niebywałe wrażenie robi na mnie… ogromna mozaika Chrystusa Pantokratora, znana mi z większości podręczników do Historii. Na jednym chyba nawet była na okładce. Świątynia nie straciła nic na swojej urodzie i rozmachy z wyjątkiem przeraźliwych tłumów. Uciekam na chwilę w kąt na górnej galerii i wspinam się na parapet otwartego okna. Rozpościera się stąd widok na sąsiedni Błękitny Meczet, głębiej na centrum miasta, przedmieścia, Trację i dalej Europę. Meczet więc stanowi jakoby strażnicę pilnującą wjazdu do Azji lub jak kto woli, kontrolującą „przedpokój” do Europy.

Muzeum Archeologiczne w Stambule. Robi wrażenie
Muzeum Archeologiczne w Stambule. Robi wrażenie

Jeśli znajdziecie czas na chwile kulturowych podsumowań, koniecznie odwiedźcie Muzeum Archeologiczne Turcji i Bliskiego Wschodu niedaleko Pałacu Topkapi. Oczywiście jeśli nie wybierzecie możliwości zwiedzenia tego gigantycznego pałacu, którego rozmach przykrywa europejskie Escoriale, Wersale czy Carskie Sioła.

W Muzeum zgromadzono jedną z największych kolekcji sztuki z okresu istnienia jednego z największych imperiów. Turcy pieczołowicie dbali o pamiątki dawnych lat, które odkrywali na terenie swojego Imperium. Mamy tu sporą kolekcję sztuki rzymskiej, głównie z Cesarstwa Wschodniego jak i greckiej, trackiej, dackiej, perskiej czy żydowskiej. Przez kilka ostatnich godzin spędzonych w mieście odbyłem podróż po jednym z najbardziej zróżnicowanych terenów archeologicznych świata, co dla miłośników starożytności nie lada gratka. Na koniec stanąłem i zadumałem się przed Sarkofagiem Aleksandra Wielkiego, który został znaleziony przez osmańskich archeologów w XIX wieku w Sydonie.

Wracając ze Stambułu zastanawiałem się czy gdyby Aleksander żył dziś i miał zamiar tworzyć Macedonię, rosnącą gigantycznie na cały wschód, widząc ogrom Stambułu nie zatrzymał się tutaj i nie stwierdził, że stolicą świata będzie Stambuł, bo od niego świat się właściwie zaczyna. Wschodni i Zachodni.

Istambuł mapa

ZACHĘCAM DO OBEJRZENIA WIĘKSZEJ ILOŚCI ZDJĘĆ ZE STAMBUŁU. TYM RAZEM SIĘ POSTARAŁEM. JEST ICH PONAD 70!

Share

Niskie Tatry – Chopok, Deresze, Polana. Szlak na jeden dzień a obficie [Zdjęcia]

Sierpień 1, 2010

 

Panorama 240 stopni z Chopoka

Panorama 240 stopni z Chopoka - kliknij by powiększyć

Oto mój sposób na ekspresowe podniety. Stacjonując w Liptowskim Mikulaszu mamy możliwość najlepszego podjazdu do Demanowskiej Doliny, jednej z najpiękniejszych na Słowacji, którą spływały lodowce ze szczytów Niskich Tatr, uprzednio przebijając się przez wapienne mury skał jurajskich. Wstałem bardzo wcześnie, bo już o 6.00 aby po drodze zaliczyć Wielką Demanowską Jaskinię Swobody. Warto ją obejrzeć, mimo cen. Ale o tym innym razem.

Na wycieczkę po głównej grani największej grupy w całym paśmie wybrałem kierunek na Chopok i Dumbier, prosto z końcowego parkingu u podnóża wyciągów narciarskich. Zimą hulają tutaj narciarze i snowboardziści i jest tłoczno. Latem spokojniej, pustawo, ale skwarno. Zanim skierujemy się czerwonymi znakami na Chopok chwila odpoczynku nad Vrbickim Plesem, polodowcowym oczkiem wodnym sporych rozmiarów, bardzo urokliwie położonym w środku lasu z przebiciem na masywy górskie, które się w nim odbijają. Czilałtują się z Tobą kaczki i tradycyjnie żebrają o kanapki, które mam na trasę. Zapomnij mała!

Podejście pod Chopok bez użycia wyciągu jest dosyć męczące. Pokonujemy prawie 1000 metrów różnicy, ale odciski rekompensuje na bank widok i satysfakcja z systematycznego zbliżania się ku chmurom. Niestety im bliżej czubka, tym więcej ludzi plus weekendowych turystów w japonkach. Dlatego na skalistym zwieńczeniu Chopoka (2023 m) zabawiłem krótko. Świetny widok na 360 stopni skusił mnie do zrobienia panoramy z ręki i szybciutko uciekliśmy na mało uczęszczany a piękny, graniowy szlak przez Deresze na Polanę (1889 m). Z Polany odbijamy na kolor żółty. Słońce powoli zbliżało się ku szczytom, więc musieliśmy szybko oszacować czas przejścia wierzchowiną i czas zejścia kotłem. Zaryzykowaliśmy górą i się opłaciło.

 

Panorama Doliny Demanowskiej z okolic Polany

Panorama Doliny Demanowskiej z okolic Polany - kliknij by powiększyć

Co prawda schodząc w kierunku Demanowskiej Doliny praktycznie biegliśmy już w obawie przed ucieczką ostatniego autobusu, to widoki o zachodzie słońca na masyw Dumbiera i Chopoka oraz całą Dolinę i przepiękne kotły polodowcowe należały do najpiękniejszych widoków górskich jakie widziałem. Polecam ten żółty szlak! Zobaczcie z resztą sami więcej fot w slajdach:

Share

Liverpool, czyli „okno na Nowy Świat” i jego fantastyczne Doki [Zdjęcia]

Grudzień 29, 2009

Uroda Liverpoolu tkwi w jego prostocie. To miasto nawet nie leży nad morzem jakby się wydawało. Leży nad kapryśnym estuarium rzecznym a na drugi brzeg jego mieszkańcy nie mogli się dostać przez wiele dziesiątek lat. Potem powstał dopiero tunel i most. Liverpool był europejskim oknem na świat. Stąd prawdopodobnie wyruszyło najwięcej statków z emigrantami w historii. Na całej linii 8 kilometrów brzegu miasta ciągnęły się doki, porty przeładunkowe i przystanie. Patrząc od strony wody miasto było gigantyczne i ginęło gdzieś w oddali na wzgórzach środkowej Anglii. Liverpool nigdy nie starał się być wielką metropolią. To miasto-pracuś żyło, rozrastało się i po prostu „robiło swoje”. Handel surowcami, import żywności, pomost, łączący Wielką Brytanię czyli Dominium z jej niezliczonymi koloniami.

Dziś po tamtym Liverpoolu zostało mało. Stare ryciny i tajemnicze mapy, szereg zapierających dech w piersiach budowli ze schyłku XIX wieku, górujących nad miastem oraz łańcuch doków – czyli dawnych basenów portowych. Jedna z najlepszych rewitalizacji terenów poprzemysłowych na świecie.
W dokach Liverpoolskich tętni życie. Różnorakie. Mamy tutaj galerie handlowe i alejki gastronomiczne, młodzi bawią się w najmodniejszych klubach a starsi piją winko w stylowych knajpach albo urządzają imprezy na własnym jachcie. Spaceruję dookoła jednego z doków. To trochę jak stadion piłkarski z jednym otwartym wejściem. Gdy znajduje się w środku widzę bezpośredni wylot w kierunku morza a dookoła w 90 zabudowania dawnych magazynów, gdzie dziś są lofty, hotele lub restauracje. I kilka łodzi, pomalowanych granatem nocy i złotem latarni.

Takich zatoczek jest w Liverpoolu kilkanaście. Każda ma inną nazwę. Są np. Quenns Docks, Alberts Dock czy Prince Docks. Mieszkałem nad jednym z Doków w apartamencie, w którym jeden balkon patrzył na cichy basen portowy a drugi w morze. Świetne rozwiązanie. – Niedaleko stąd odpływał Leonardo di Caprio na lewo „Titanikiem” do Nowego Świata – pomyślałem. Tej samej nowy do Liverpoolu przypłynęła gigantyczna „Quenns Marry. Niesamowite wrażenie, jednak akurat wtedy zapomniałem aparatu wziąć na spacer…

Pomiędzy pasem przerobionych doków a centrum miasta ciągnie się główna arteria Liverpoolu a wzdłuż niej sporo nowoczesnych, śmiałych i odważnych realizacji. Bardzo dobry pomysł na skyline i maksymalne wykorzystanie przestrzeni miejskiej. Jednak najpiękniej wciąż prezentują się postkolonialne gmaszyska z rzeźbą Feniksa na szczycie, które przywołują na myśl czasy pierwszych drapaczy chmur w Ameryce. A centrum Liverpoolu z jego Beatlesowsko-awanturniczym klimatem opowiem Wam innym razem.

Share

Ruiny miasta Dougga – Zdjęcia. Prawdopodobnie najlepiej zachowane rzymskie miasto w Afryce

Listopad 8, 2009

Nie Leptis Magna w Libii i nie Kartagina są najlepiej zachowanymi rzymskimi metropoliami. To położona w górach Atlas Dougga, stolica prowincji pustynnej, rzymska brama na Numidię i całą Afrykę, położona na spalonym słońcem płaskowyżu.

Dougga liczyła sobie w najlepszych latach nawet 6 tysięcy mieszkańców. Przybywały do niej karawany z całej Sahary ze złotem i kością słoniową. Sama handlowała oliwkami i niewolnikami. Być może tutaj przyprowadzono niewolnika – Jubę, czyli przyjaciela Maksimusa z filmu Gladiator. I być może to odosobnienie pomogło temu miasto przetrwać do dziś w bardzo dobrym stanie.

Do Douggi jechałem prawie cały dzień lokalnymi busikami, autobusem i przypadkowym transportem. Nie ma tu dobrych połączeń. Rzut kamieniem stąd już Algieria. Przed wejściem do ruin w małej budce siedzi Ahmed. Pracuje tu od 15 lat za 300 dolarów. Jest ojcem7-osobowej rodziny i codziennie dojeżdża tu lokalnym autobusem prawie 100km.
- Ciepło to mało powiedziane, to patelnia z 30 stopniami w najchłodniejszych miejscach. Mimo, że obiekt jest od 1997 na liście UNESCO, są dni, że przyjeżdża tu np tylko jedna para turystów – opowiada mi.

Dougge złupili i wyburzyli, przybyli tu z Hiszpanii Wandalowie. Wśród ocalałych budowli, dających kojący cień, zachował się monumentalny amfiteatr, ogromny Kapitol i Forum. Jest autentyczny układ ulic i mury domostw, wysokie nawet na 2 metry. Kolumny nie leżą, a stoją. uliczki usiana są brukiem z kamienia Gór Atlas. Mającego prawie 2 tysiące lat.  Dougga przypomina trochę ateński Akropol – widoczna jest już z 50 kilometrów niczym klocki poukładane na gigantycznym stole.

Share

Mahdia [mapa, zabytki, dojazd] Czyli to romantyczniejsze oblicze Sahelu

Czerwiec 7, 2009

W poprzednim wpisie zachęcałem do odwiedzin w Monastirze. Tym, którzy nie jadą to Tunezji, by leżeć do góry brzuchem polecam również Mahdię. Do miasteczka dojedziemy tradycyjnie taksówkami (biało-czerwonymi) lub pociągiem. Dworzec w Mahdii jest mały, kameralny – jest to stacja końcowa sahelskiego metra. No to idziemy…

Mahdia to jedno z najpiękniej położonych miast Tunezji. Również strategicznie położony, również na półwyspie. Przy czym szerokość podstawy ostrzego jak grot strzały półwyspu to zaledwie kilkaset metrów. Nie sposób nie było stworzyć tu miasta-twierdzy. I takowe powstało.

mahdia1

Wchodzę do starej Mahdii od strony południowo-zachodniej. Codziennie dbywa się tutaj jarkark wszystkiego. Polecam serdecznie odwiedziny właśnie tutaj. Targowisko ma swój klimat – trochę prowincjonalne, brudnawe ale bogate tak samo jak inne – w większytch miastach. Kupimy tutaj wszystkie produkty spożywcze, przywożone z głębi Afryki. Daktywe wybieramy w kiściach – jak winogrona. Troszke dalej, bliżej mediny znajduje się olbrzymi targ rybny. Umieszczony w hali przyciąga ciekawskich turystów i mieszkańców. Ci drudzy bez oporu przebierają w głowah rekinów, ośmiornicach i kalmarach (wszystko świeże) a ci pierwsi chodzą między stoiskami i przecierają oczy ze zdziwienia.

Sama Mahdia ma mocne tradycje rybackie, do dziś jest tu sporo, bardzo dużo rybaków i rybackich przystani. Ale równie dobrze można ją nazwać historyczną bazą wojenną. Założona przez Fenicjan, rozbudowywana i przebudowywana przez Rzymian, Greków oraz Fatymidów. Słąwna między innymi z tego, że oddzielał ją od lądy 11-metrowej grubości mur i jedna brama. Przez wielki służyła też jako baza piratów.

Łatwo zwiedzić Mahdię. Idziemy południową częścia półwyspu – wstępujemy do Wielkiego Meczetu, Kazby z bardzo ładnymi widokowymi murami, oglądamy ruiny starego portu, gdzie młodzi nurkują po kraby i docieramy na kraniec półwyspu. Tutaj fale co chwile smagają skały a latarnik z pobliskiej latarni zaprasza za kilka dinarów do siebie. Powracamy północną częścią półwyspu. Piękne tereny, minizatoczki i wiszące nad wodami zabytkowe domki. Trochę śmierdzi, ale widoki rekompensują wszystko. Tutaj też przycpunąłem na falochronie i zrobiłem jedno z moich najlepszych zdjęć. Dwójka bezdomnych rybaków brodząca w zatoczce chyba złowiła chyba ośmiornicę. A nad miastem powoli zanosi się na burzę. Pora wracać.

mahdia-port

Labiryntem uliczek przebiłem się na plac Khadi Noamine i uroczą uliczkę Obaid Allah Mahdi. Tutaj znajduje się mały placyk o niesamowitym klimacie. Małe drzewka tworzące jakby dach, oblegane przez mieszkańców schody i jakby nasze swojskie, średniowieczne kocie łby. Spotkałem tu Muhhamada, informatyka, sprzedającego – a jakże – pamiątki. – Mahdia to moje miejsce na ziemii, to taki romantyczny, cichy skrawek Tunezji. tutaj często pojawiają się chmury – naprawdę rzadkość u nas. Muhhamad ma dziewczynę w Łodzi, chce ją sprowadzić i tutaj i założyć przychodnię, Monika studiuje medycynę.

W Mahdii skromnie z plażami i hotelami. To miasto typowo wycieczkowe. Jeśli byśmy wytypowali ranking 10 najfajniejsych miejsc w Tunezji – z pewnością nie zapomnijcie o tej rybacko-wojskowej mieścinie.

Share