Ruiny Kerkouane – Punickiego miasta schowanego pod piaskiem
Czerwiec 4, 2010
Kerkouane nie ma nazwy, lecz jedynie przydomek nadany przez francuskich archeologów w 1956 roku. To Fenicka kolonia zniszczona w kwiecie wieku w czasie Pierwszej Wojny Punickiej. A Rzymianie lubili zasypywać zdobyte miasta solą i popiołem, więc Kerokuane nie odbudowywali. I dobrze, bo dzięki temu w Tunezji zachowało się prawdziwe punickie miasto handlowe ze swoją unikatowością i ciekawym położeniem na półce skalnej nad morzem. W okolicznym muzeum można obejrzeć mase skarbów z wykopalisk oraz model miasteczka. Wędrując zachowanymi ulicami zobaczymy gdzieniegdzie mozaikę w dawnej łazience, kibelek, wannę, czy pozostałości kanałów kanalizacyjnych.
W 1982 r. Kerkouane wpisano na Listę Światowego Dziedzictwa Przyrodniczego i Kulturalnego UNESCO. Zobaczcie więcej moich zdjęć z tego miejsca:
Przewodnik po Tunezji: Mahdia, czyli to romantyczniejsze oblicze Sahelu
Czerwiec 7, 2009
W poprzednim wpisie zachęcałem do odwiedzin w Monastirze. Tym, którzy nie jadą to Tunezji, by leżeć do góry brzuchem polecam również Mahdię. Do miasteczka dojedziemy tradycyjnie taksówkami (biało-czerwonymi) lub pociągiem. Dworzec w Mahdii jest mały, kameralny – jest to stacja końcowa sahelskiego metra. No to idziemy…
Mahdia to jedno z najpiękniej położonych miast Tunezji. Również strategicznie położony, również na półwyspie. Przy czym szerokość podstawy ostrzego jak grot strzały półwyspu to zaledwie kilkaset metrów. Nie sposób nie było stworzyć tu miasta-twierdzy. I takowe powstało.
Wchodzę do starej Mahdii od strony południowo-zachodniej. Codziennie dbywa się tutaj jarkark wszystkiego. Polecam serdecznie odwiedziny właśnie tutaj. Targowisko ma swój klimat – trochę prowincjonalne, brudnawe ale bogate tak samo jak inne – w większytch miastach. Kupimy tutaj wszystkie produkty spożywcze, przywożone z głębi Afryki. Daktywe wybieramy w kiściach – jak winogrona. Troszke dalej, bliżej mediny znajduje się olbrzymi targ rybny. Umieszczony w hali przyciąga ciekawskich turystów i mieszkańców. Ci drudzy bez oporu przebierają w głowah rekinów, ośmiornicach i kalmarach (wszystko świeże) a ci pierwsi chodzą między stoiskami i przecierają oczy ze zdziwienia.
Sama Mahdia ma mocne tradycje rybackie, do dziś jest tu sporo, bardzo dużo rybaków i rybackich przystani. Ale równie dobrze można ją nazwać historyczną bazą wojenną. Założona przez Fenicjan, rozbudowywana i przebudowywana przez Rzymian, Greków oraz Fatymidów. Słąwna między innymi z tego, że oddzielał ją od lądy 11-metrowej grubości mur i jedna brama. Przez wielki służyła też jako baza piratów.
Łatwo zwiedzić Mahdię. Idziemy południową częścia półwyspu – wstępujemy do Wielkiego Meczetu, Kazby z bardzo ładnymi widokowymi murami, oglądamy ruiny starego portu, gdzie młodzi nurkują po kraby i docieramy na kraniec półwyspu. Tutaj fale co chwile smagają skały a latarnik z pobliskiej latarni zaprasza za kilka dinarów do siebie. Powracamy północną częścią półwyspu. Piękne tereny, minizatoczki i wiszące nad wodami zabytkowe domki. Trochę śmierdzi, ale widoki rekompensują wszystko. Tutaj też przycpunąłem na falochronie i zrobiłem jedno z moich najlepszych zdjęć. Dwójka bezdomnych rybaków brodząca w zatoczce chyba złowiła chyba ośmiornicę. A nad miastem powoli zanosi się na burzę. Pora wracać.
Labiryntem uliczek przebiłem się na plac Khadi Noamine i uroczą uliczkę Obaid Allah Mahdi. Tutaj znajduje się mały placyk o niesamowitym klimacie. Małe drzewka tworzące jakby dach, oblegane przez mieszkańców schody i jakby nasze swojskie, średniowieczne kocie łby. Spotkałem tu Muhhamada, informatyka, sprzedającego – a jakże – pamiątki. – Mahdia to moje miejsce na ziemii, to taki romantyczny, cichy skrawek Tunezji. tutaj często pojawiają się chmury – naprawdę rzadkość u nas. Muhhamad ma dziewczynę w Łodzi, chce ją sprowadzić i tutaj i założyć przychodnię, Monika studiuje medycynę.
W Mahdii skromnie z plażami i hotelami. To miasto typowo wycieczkowe. Jeśli byśmy wytypowali ranking 10 najfajniejsych miejsc w Tunezji – z pewnością nie zapomnijcie o tej rybacko-wojskowej mieścinie.
Przewodnik po Tunezji: Monastir miasto bez tłumów i turystycznego zgiełku
Czerwiec 7, 2009
Będąc na wybrzeżu tunezyjskim w okolicach Sousse nie można zapomnieć o dwócj innych miastach wchodzących w skład nadmorskiej aglomeracji. Są to położone na wschód – Monastir i dalej Mahdia. Monastir to spore miasto o międzynarodowym znaczeniu. Tutaj przylatuje większość czarterowych samolotów z urlopowiczami z całej Europy. Lotnisko mijamy pociągniem z Sousse, który wcina się między pasy startowe a słone zalewisko. Miasta tego wybrzeża połączone są linią kolejową, bunćzucznie nazywaną sahelujskim metrem, sunącą wolno, ale spokojnie ;omiędzy suchymi polami. Z dworca w Monastirze kierujemy się od razu w mierunku połnocno-wschodnim, do środka miasta. Miasto leży na szerokim półwyspie w kształcie babki z piasku. U nasady tego półwyspu leży dworzec kolejowy. Tak się składa, że po 5 minutach wchodzimy już w gąszcz wąskich uliczek i suk. To monastirska medina, jedna z największych w Tunezji. Monastor to rodzinne miasto najsłynniejszego prezydenta Tunezji – Habiba Burgriby, stąd sporo miejsc, które kojarzą się z władcą. Idąć Rui de Tripolitanes możemy odwiedzić dome jego narodzin a dalej meczet i złoty pomnik, na którym Bourgriba podnosi rękę ku górze, jakby ze słowami „witajcie u mnie, rozgoście się…”
Czy Monastir jest gościnny – na początku myślałem, że nie. Trochę pustawy, taki wyludniony – niczym kurort poza sezonem, alebo miasto z wieczną siestą. Bliżej morza znajduje się Wielki Meczet i gigantyczny Ribat z Muzeum Sztuki Islamskiej. Ribat mocno zaskakuje. Jest tu chłodno, ciekawie i tajemniczo. Polecam wejść spiralnymi schodami na wieżę, albo schować się w jednym ze stanowisk strzelniczych po północnej stronie murów. Jest tu zawsze przyjemny przeciąg i fajny widok na północną część miasta i mauzoleum. To właśnie najbardziej mnie urzekło. Mauzoleum Bourgriby – dumny, symetryczny i olbrzymi budnek otoczony niesamowictym, białym cmentarzem. Szeroki plac, zielone aleje i pstrokate wzory kierują nas do dwuwieżowego olbrzyma, gdzie leży pochowany prezydent. Trochę tu pusto ale co chwilę przewijają się grupki turystów.
Postanowiłem przekroczyć cmentarz i zejść nad wybrzeże. Tam znajduje się niewielki, ale bardzo uroczy port. Powstał jakoby „przyklejony” do grobli, łączącej ląd z niegościnną i kamienistą wyspami Oustania i Gadamsi. To prawdziwe patelnie – możemy się tutaj opalić na brzoskwinię w ciągu zaledwie godziny. Po drodze można spoglądać na młodych tunezyjczyków, szalejących na motorówkach lub łowiązych ryby. Mała, kameralna plaża znajduje się na północnym krańcu grobli, na południowym mnóśtwo małych knajpek i restauracji.
Po drugiej stronie miasta – jakiś kilometr na południe znajduje się kompleks plaż i bulwary, które są w stanie przyjąć o wiele więcej specerowiczów niż ta część. Sporo ludzi rozkłada się tu aby popływać w falującej wodzie, lub poleżeć np na skalistej i bardzo urokliwej Wyspie Gołębi. Jeśli mamy jeszcze chwilę czasy mozna pójść spacerkiej dalej i zawitać do wiszącego nad wybrzeżem pałacyku Habiba Bourgriby.
Monastir polecam do jednodniowych odwiedzin – tyle wystarczy. Nie polecam jednak do zakwaterowania. To nie jest miasto, które zapewni Ci pomysłów na ponad tydzień. Część hotelowa rozciąga się na północno-zachodnich rubieżach i ciągnie się aż po Sousse. A dzień po wycieczce do Monastiru można popróbować Mahdii…





























Ostatnie komentarze