Kryzys dotyka internetowe biura podróży?
Czerwiec 28, 2009
Już pisałem kilka razy, że będziemy oszczędzać na wczasach. Wybierzemy wizytę w Polsce, u rodziny lub krótki urlop. Spada sprzedaż długich wycieczek, pobytów w hotelach 5-gwiazdkowych. Ludzie polują na lastminute. Nawet na blipie.
Kryzys nie omija internetu w każdym aspekcie. Również turystycznym. W tym sezonie wysyp internetowych poradników jak i gdzie tanio się wczasować. Turystyczne serwisy społecznościowe rozgrzane, internetowe biura podróży mają twardy orzech do zgryzienia. Jedne z największych łączą się, by przetrwać patową sytuację. EasyGo.pl i wakacje.pl połączą się w jeden podmiot. Jak zapowiadają władze spółek same strony internetowe będą funkcjonować, tak jak dotychczas, osobno, pod niezmienionymi markami. Efektem połączenia ma być jednak spore cięcie wydatków na płace pracowników i utrzymanie biur. Obydwa zespoły przeprowadzą się do jednego, wspólnego Contact Center w Gdańsku.
W wyniku takiej „reorganizacji” spółka chce dopłynąć do końca roku a w przyszłym wypuścić na rynek kilka nowych marek internetowych i osiągnąć zysk ponad 200 mln zł. EasyGo próbowało się promować w tym roku nietypowo. Jest np sponsorem i partnerem programu „Turyści” w telewizji TVS. A z tego co wiem nawet półproducentem.
Monastir [przewodnik, mapa, zabytki] Miasto bez tłumów i turystycznego zgiełku
Czerwiec 7, 2009
Będąc na wybrzeżu tunezyjskim w okolicach Sousse nie można zapomnieć o dwócj innych miastach wchodzących w skład nadmorskiej aglomeracji. Są to położone na wschód – Monastir i dalej Mahdia. Monastir to spore miasto o międzynarodowym znaczeniu. Tutaj przylatuje większość czarterowych samolotów z urlopowiczami z całej Europy. Lotnisko mijamy pociągniem z Sousse, który wcina się między pasy startowe a słone zalewisko. Miasta tego wybrzeża połączone są linią kolejową, bunćzucznie nazywaną sahelujskim metrem, sunącą wolno, ale spokojnie ;omiędzy suchymi polami. Z dworca w Monastirze kierujemy się od razu w mierunku połnocno-wschodnim, do środka miasta. Miasto leży na szerokim półwyspie w kształcie babki z piasku. U nasady tego półwyspu leży dworzec kolejowy. Tak się składa, że po 5 minutach wchodzimy już w gąszcz wąskich uliczek i suk. To monastirska medina, jedna z największych w Tunezji. Monastor to rodzinne miasto najsłynniejszego prezydenta Tunezji – Habiba Burgriby, stąd sporo miejsc, które kojarzą się z władcą. Idąć Rui de Tripolitanes możemy odwiedzić dome jego narodzin a dalej meczet i złoty pomnik, na którym Bourgriba podnosi rękę ku górze, jakby ze słowami „witajcie u mnie, rozgoście się…”
Czy Monastir jest gościnny – na początku myślałem, że nie. Trochę pustawy, taki wyludniony – niczym kurort poza sezonem, alebo miasto z wieczną siestą. Bliżej morza znajduje się Wielki Meczet i gigantyczny Ribat z Muzeum Sztuki Islamskiej. Ribat mocno zaskakuje. Jest tu chłodno, ciekawie i tajemniczo. Polecam wejść spiralnymi schodami na wieżę, albo schować się w jednym ze stanowisk strzelniczych po północnej stronie murów. Jest tu zawsze przyjemny przeciąg i fajny widok na północną część miasta i mauzoleum. To właśnie najbardziej mnie urzekło. Mauzoleum Bourgriby – dumny, symetryczny i olbrzymi budnek otoczony niesamowictym, białym cmentarzem. Szeroki plac, zielone aleje i pstrokate wzory kierują nas do dwuwieżowego olbrzyma, gdzie leży pochowany prezydent. Trochę tu pusto ale co chwilę przewijają się grupki turystów.
Postanowiłem przekroczyć cmentarz i zejść nad wybrzeże. Tam znajduje się niewielki, ale bardzo uroczy port. Powstał jakoby „przyklejony” do grobli, łączącej ląd z niegościnną i kamienistą wyspami Oustania i Gadamsi. To prawdziwe patelnie – możemy się tutaj opalić na brzoskwinię w ciągu zaledwie godziny. Po drodze można spoglądać na młodych tunezyjczyków, szalejących na motorówkach lub łowiązych ryby. Mała, kameralna plaża znajduje się na północnym krańcu grobli, na południowym mnóśtwo małych knajpek i restauracji.
Po drugiej stronie miasta – jakiś kilometr na południe znajduje się kompleks plaż i bulwary, które są w stanie przyjąć o wiele więcej specerowiczów niż ta część. Sporo ludzi rozkłada się tu aby popływać w falującej wodzie, lub poleżeć np na skalistej i bardzo urokliwej Wyspie Gołębi. Jeśli mamy jeszcze chwilę czasy mozna pójść spacerkiej dalej i zawitać do wiszącego nad wybrzeżem pałacyku Habiba Bourgriby.
Monastir polecam do jednodniowych odwiedzin – tyle wystarczy. Nie polecam jednak do zakwaterowania. To nie jest miasto, które zapewni Ci pomysłów na ponad tydzień. Część hotelowa rozciąga się na północno-zachodnich rubieżach i ciągnie się aż po Sousse. A dzień po wycieczce do Monastiru można popróbować Mahdii…
Hergla i Port El-Kantaoui – zobacz koniecznie!
Czerwiec 1, 2009
Port El Kantaoui leży na pn-zachód do Sousse. Dojedziemy tu każdą taksówką, mijają uprzednio Hammam. To zbudowany od podstaw kompleks turystyczny, który przyciąga codziennie tysiące turystów. Dlaczego? To taka trochę miniatura Las Vegas – nocą mieni się milionami barw – usiany hotelami, butikami i krakami port odżywa codziennie po 20:00. Polecam oglądnac spektakl światło i woda przy ogromnej fontannie lub przejść się nabrzeżem wzdłuż zacumowanych jachtów i statków. Ceny posiłków są tutaj różne – nocą ciężko znaleźć wolne miejsce. Na brukowanych uliczkach słychać polski, rosyjski, niemeicki. Dla spragnonych wrażeń – mini wesołe miasteczko albo możliwość wykupienia rejsu statkiem. W sumie jak wszędzie. Port ma swój klimat, ale wielu razi swoimi tłumami. Ale jest na to rada, jeśli mieszkacie w okolicy.
Dosłownie 10 minut zółto-niebieską taksówką w kierunku pn-zach znajduje się Hergla – supełnie inny, kontrastowy świat. Jedziemy tutaj jadąc mierzeją i mijając po lewej malowniczą lagunę – Jezioro słone i deltę rzeki Ued Sed. Warto się choć na godzinkę tu zatrzymać by pooglądać brodzące w wodzie flamingi, warzęchy czy szablodzioby. Na dni widać ślady – chyba ktoś przeszedł jezioro pieszo. To możliwe.
Dalej widać już dachy Hergli. To mała, malownicza wioska, gdzie kilka ulic na krzyż przecina kwartały usiane białymi domkami, nierzadko zarośnietych całkiem kolorowymi kwiatami. Nad wioską góruje śnieżnobiały meczet. Na ulicach pustki. d czasu do czasu pojawią się kobiety noszące suchą trawę, dzikie koty czy rybacy. Wszystkie drogi prowadzą do portu, gdzie polecam wejść na sam koniec falochronu i obejrzeć pracę w rybaków. Na północno-wschodnich krańcach Hergli znajduje się malownicze wybrzeże klifowe, jedno z piękniejszych w Tunezji. Nie ma tu plaż, ale spore płaskie kamienie ze skał wulkanicznych ułatwiają rozłożenie się. Na dnie mała rafa, więc warto wziąż sprzęt do nurkowania lub snorkelingu. Tysiące krabów fajnie urozmaicają pobyt tutaj. Tłumów nie ma nigdy. Jeśli jednak nie pasuje wam ani brak plaż w Hergli ani tłumy w El Kantoui warto odwiedzić plażę na wspomnianej wcześniej mierzei. Prowadzą ją libijczycy i za 5 dinarów macie i piaskowy raj i pustki.
Zarówno w Hergli jak i w El Kantaoui nie polecam nocować. Tutaj nie ma hoteli a tam są ale za to bardzo drogie. Wypad w te rejony to idealna propozycja dla zakwaterowanych w Sousse czy też Monastirze. Jeśli natomiast Hergla nie przekonuja Was bo nie ma plaży a El Kantaoui odstręcza tłumami – pomiędzy nimi na wspomnianej mierzei od strony morza znajdują się płatne plaże, obsługiwane przez Libijczyków (5 dinarów za dzień). Tak naprawdę są zawsze pustawe i naprawdę spokojne
Wczasy nad Bałtykiem znów skandalicznie drogie?
Kwiecień 13, 2009
No cóż… Niedawno szykowałem się do napisania notki o tym, że to może być złoty rok dla turystyki krajowej. Nawet o tym już trochę wspominałem. Ale trzeba otrzeźwieć. Polak potrafi nawet spartolić taką szansę. Ma to być najbardziej suchy rok od wielu lat.
Czerwiec i Lipiec mają być maksymalnie upalne. To może zachęcić do rezygnacji z wczasów pod piramidami i wypoczynku na naszym Pomorzu. Dodatkowo sprzyja nam słaba złotówka. Czego można chcieć więcej. Otóż da się chcieć więcej. Czytam, że ośrodki nad polskim morzem, biura i branża nie tylko zaciera rączki, ale i radykalnie podnosi ceny. Mamy kwiecień a już wiadomo, że ceny noclegów dla „zwyłych ludzi” podrożały o 10zł a apartamenty dla „niezwykłych” nawet o 70zł. Gdzie tu logika?
3,3 mln – średnio tylu turystów wypoczywa co roku w lipcu i sierpniu w dwóch nadmorskich województwach (wg wyliczeń Izby Turystyki).
Ja rozumie, że z ekonomicznego punktu widzenia fajnie byłoby obłowić się maksymalnie, ale czy takie informacje na kilka tygodzni przed sezonem to marketingowo nie jest czasem strzał w stopę? Czy nie istnieje szansa, że klient jak to zobaczy, to się wypnie i będzie szukał „trzeciej drogi”… Ukraina, Bułgaria, Słowacja tylko czekają – z lepszą pogodą i tak samo słabymi walutami. Miałeś biznesmenie turystyczny z Pomorza złoty róg, zostanie ci się chyba tylko „troche większy” ruch.
Kryzys finansowy – szansą dla krajowej turystyki
Marzec 11, 2009
Palcem po mapie albo nie za daleko. Takie wakacje raczej w tym roku nas czekają. W wyniku wysokiego kursu Euro i Dolara w stosunku do złotówki przepowiadam renesans polskiej agroturystyki, pensjonatów, kurortów, polskiego, zimnego morza. Co prawda nie mówię, że branża krajowa uzyska w roku 2009 dodatkowy milion osób, których portfele są za małe na Turcję czy Cypr, ale z pewnością duży odsetek potencjalnego polskiego turysty średnio zarabiającego zrezygnuje z lotniczych i dalekich wakacji. Ceny wczasów rosną, bo muszą i rosnąć będą. Średnio o 200, 300 złoty drożej będzie w dużych biurach sieciowym a jeszcze większe podwyżki szykują się w mniejszych biurach i u agentów. Oczywiście, ci, którzy co roku mają w planach wydać około 3, 4 tys. zł na osobę nie zrezygnują z wakacji, bo to nie są sumy zaporowe. Jednak Ci, którzy często przebierają w ofertach, oszczędzają na gwiazdkach, wyżywieniu, szukają okazji mogą czuć się zawiedzeni i zrezygnować w tym roku z ciepłych krajów. Istnieje jeszcze opcja „cięć”. Czyli z 2 tygodni jeden. Lub z 14 dni 10 dni. Może autobusem a nie samolotem? Może 3 gwiazdki i 2 posiłki a nie 4 gwiazdki i All Inclusive? To potwierdził mi w rozmowie Grzegorz Chmielewski, prezes śląskiego oddziału Polskiej Izby Turystyki z wakacji na pewno nikt nie zrezygnuje, jeśli już to z obfitości atrakcji, zawartych w konkretnej ofercie . A z resztą… może pójdźmy śladem wcale nie biednych Holendrów.
Holenderski wiceminister gospodarki Frank Heemskerk zaapelował do rodaków, by spędzali wakacje w kraju i byli w czasie wypoczynku rozrzutni, co będzie z pożytkiem dla sytuacji ekonomicznej Holandii.
- 3 miliony Holendrów spędzają letnie wakacje w Holandii, wydając średnio na osobę 300 euro. 9 milionów Holendrów wyjeżdża za granicę, gdzie wydają średnio 900 euro na głowę – mówił w rozmowie z dziennikiem „Volkskrant”. (wp.pl)
Czeka jura, czekają Beskidy, czeka mnóstwo lokalnych produktów turystycznych. Tu też z zaciekawieniem będę obserwował czy regiony, miasta i polskie hotele będą się reklamowały i wykorzystają tą szansę. Zapewne swojej szansy poszuka ukraina i Czechy. Od niedawna Wizzar oferuje połączenia ze Śląska do Kijowa. Ciekawe, chyba skorzystam i sprawdzę. W tym blogu pewnie nie raz poruszę ten temat. Turystyka a kryzys. No i pokażę mnóstwo pomysłów na wakacje w kraju.






























Ostatnie komentarze