Mapa wycieczki na Słowację w 2009. 15 dni w 1300zł
Styczeń 16, 2011
1. TRNAVA 2. BRATYSŁAWA (Miasto nocą, Starówka, Zamek Devin, Devinska Kobyla) 3. NITRA 4. BAŃSKA BYSTRZYCA 5. BAŃSKA SZCZAWNICA 6.VLKOLINEC 7. LIPTOWSKA MARA 8. NISKIE TATRY (Wędrówka na Chopok, Jaskinia Demianowska) 9. ZAMEK ORAWSKI 10. PODBIEL 11. TATRY WYSOKIE 12.SPISZ (Kieżmark, Lewocza, Zamek Spiski) 13. SŁOWACKI RAJ 14. DOBSZYŃSKA JASKINIA LODOWA 15. KOSZYCE
^^Z czasem powyższe punkty będę uzupełniał o nowe linki
Podróż po kraju naszego południowego sąsiada, do którego posiadam spory bagaż sympatii rozpocząłem z żoną i szwagrem w Cieszynie. Polskim i czeskim. Tam mieliśmy okazję na spokojnie zobaczyć, miasteczko i sprawdzić, czy warto tu wrócić kiedyś na dłużej. Warto.
Czeski Cieszyn jest ważną stacją kolejową jeszcze od czasów Czechosłowacji, dlatego też załapaliśmy się na „Rychlik” tnący en podłużny kraj od Pilzna aż po Koszyce. Jeżdżą one tędy, dlatego, że to najdogodniejsze połączenie, dzięki Przełęczy Jabłonkowskiej, która pozwala ominąć łuk Małych Karpat i Beskidów Morawskich ludziom chcącym przetransportować się pomiędzy krajami. Po przesiadce w Żylinie obraliśmy kierunek na stolicę, wcześniej jednak udało nam się wyskoczyć w Trnavie na 3 godzinki pozwiedzać miasto. Trnava to przedsionek winnego terenu Słowacji i pięknie wyglądające z góry miasteczko o pomarańczowych dachach. Najbardziej na północ śródziemnomorska starówka. Wieczorem dotarliśmy do Bratysławy, przekonując się, że dworzec kolejowy położony jest bardzo daleko od centrum. Na szczęście z zapoznaną szybko młodą Słowaczką przetransportowaliśmy się nad brzeg Dunaju do akademików „Red Star”, czyli wypaśnej miejscówki, przypominającej, że infrastruktura turystyczna bratnich krajów bloku komunistycznego żyje i ma się dobrze. To dobre i tanie miejsce o dobrej lokalizacji wypadowej na zachód od centrum.

Z tego faktu skorzystaliśmy następnego trochę wilgotnego dnia, gdy złapaliśmy autobus do Devina. To dawniej wioska, dziś peryferyjna dzielnica Bratysławy, położona przy ujściu Morawy do Dunaju i w miejscu, gdzie praktycznie rozpoczyna się Łuk Karpat. Do Devina udaliśmy się jak większość, by obejrzeć zamczysko, ale i aby na własne oczy zobaczyć rezerwat Devińska Kobyla i wydmy. Ale najlepszy z tego wszystkiego był widok na dolinę Dunaju. Po powrocie do miejscówki i przebraniu się, kilkunastominutowym spacerem udaliśmy się wzdłuż rzeki do centrum Bratysławy, by obejrzeć ją w wersji nocnej. Szczególnie imponująco prezentuje się w tym momencie dnia katedra, starówka, zamek królewski oraz most wiszący nad Dunajem.
Stare miasto na spokojnie, wraz z degustacją słowackich piw, okrążyliśmy dnia następnego, zaliczając z plecakami na plecach najbardziej charakterystyczne obiekty oraz głowy japończyków czy innych turystów. Niezdarnie gramoląc się po mieście z bagażem postanowiliśmy skrócić pobyt i uciec z miasta w kierunku wnętrza kraju. Szybko na dworzec, ale wcześniej zatrzymałem się w modernistycznej części przedwojennej Bratysławy. Z racji zboczeń magisterskich musiałem.
Najpierw w planach było Komarno i zakole Dunaju na granicy z Węgrami, ale ostatecznie ruszyliśmy w stronę Bańskiej Bystrzycy, zatrzymując się wcześniej w Nitrze, duchowej stolicy państwa. Nitra, znana jeszcze z czasów rzymskich to ciekawie położone miasto, w centrum którego wznosi się stożkowata góra a na niej najstarsza część miasta i ufortyfikowany klasztor oraz zamek. Niestety dokładnie tego dnia prowadzone były prace konserwatorskie, więc nie mogłem zfotografować wszystkiego, co sobie zaplanowałem. Przez najbliższe godziny naszym centrum wypadowym stała się Bańska Bystrzyca, trzecie co do ważności i wielkości miasto Słowacji.
Plusem Bańskiej jest dobra lokalizacja, tutaj przecinają się szlaki południkowe i równoleżnikowe w kraju. Skrupulatnie z tego skorzystaliśmy, czyniąc miasto bazą wypadową do Bańskiej Szczawnicy. BB to miasto o wielkim znaczeniu dla historii Słowaków, w środku miasta wznosi się ogromny i nietypowy późno modernistyczny pomnik-mauzoleum ku czci Powstańców Słowackich. Przeciw komu walczyli? Odsyłam do literatury, zaznaczając jednak, że losy Słowaków jako narodu nie są proste i przyjemne.
Bańska Szczawnica, leży schowana w kącie w Górach Szczawnickich jako miasteczko o górniczej legendzie. Tutaj w Austro-Węgrzech istniała jedyna górnicza szkoła wyższa i tutaj na królewskich prawach wydobywano kruszze na monety i nie tylko. Tutaj wreszcie możecie poczuć prawdziwą atmosferę średniowiecznej Słowacji (właściwie Węgier Górnych) zerkając do jednego i drugiego zamku, wiszącego nad miastem, zabytkowych kościołów czy np. jedząc prowiant na podłużnym ale bardzo urokliwym Hlavni Namesti. Stałym punktem programu jest tutejsze muzeum geologiczne. Ujdzie.

Siedząc w schronisku młodzieżowym w górnej części Bystrzycy nad moją mapą z Tatra Plan (polecam) rzuciłem odważnie, że przebijamy się do Martina-Vrutek ale tylko po to, by stamtąd przetransportować się do Rożumberoka i Vilkolińca. No i specjalnie wybraliśmy pociąg, bo trasa kolejowa Bystrzyca – Vrutky należy do najbardziej malowniczych tras w Europie Środkowej, z uwagi na niezliczoną ilość tuneli i serpentyn. Niektórzy kilkukilometrowych. Jadąc tą trasą nakręciłem krótki filmik.
Trochę łukiem, ale udało się nam dotrzeć do wioski Vilkolinec w środku tego samego dnia, mimo objuczenia plecakami i sporego podejścia na pieszo. Żywy skansen leży na stokach Malej Fatry obok Rożumberoka. Wracając z tego urokliwego zakątka z resztą byliśmy świadkami niesamowitej panoramy miasta i Gór Choczańskich po drugiej stronie. No i Kotliny Liptowskiej, naszej miejscówki na najbliższe 10 dni. Niby aż 10 dni, ale jak się potem okazało, tylko 10 dni.
Słowacja pokazała mi, że dla osoby mającej plecak, kartę VISA, plan zwiedzenia najwygodniej i najobficiej jakiegoś kraju – najlepszą opcją jest „metoda gniazd wypadowych”. Polega ona na tym, że owszem jeździmy po kraju, ale jak planujemy trasę ( o wiele łatwiej, gdy kraj podłużny ) wyznaczmy sobie sektory zwiedzania i adekwatnie do nich 3, 44 albo 5 miejscowości, gdzie będziemy spać. Wazne by było dobrze skomunikowane w 4 strony świata i gotowe. Takim gniazdem na sporą część Słowacji jest Liptovski Mikulasz. W szukaniu miejsc nie korzystam z przewodników, bo właściciele zdążają dowiedzieć się już o zaszczycie, który ich spotkał i windują ceny. Korzystam z serwisów internetowych lokalnych oganizacji turystycznych i docieram do pensjonaciku Andrzeja Bobuli w Mikulaszu, 8 minut od dworca, obok TESCO, pokój, grill, telewizja a płacimy 7 Euro. Spoko.
Andrzej kibicuje Słowackiej reprezentacji w hokeju na lodzie ale od kilku miesięcy również piłkarzom. A to dlatego, że Słowacy zaczęli porządnie grać. Jednak nawet nie wierzy, że za rok Hamsik i spółka jednak zagrają na Mundialu zamiast Polski czy Czech. Andrzej ma ogromnego owczarka, który wyjada nam prowiant. Szybko uciekamy z posesji z rana, gdy jeszcze śpi, na przykład w drodze do Demanovskiej Doliny, pięknej, dużej i popularnej okolicy w Niskich Tatrach. Jedziemy busem podmiejskim. Plan jest ambitny, bo wcześniej rano udajemy się do Demanowskiej Jaskinii Swobody, gdzie oglądam najpiękniejszą szatę naciekową, jaką miałem przyjemność kiedykolwiek zobaczyć. Obok znajduje się Demanovska Jaskinia Lodowa a obydwie, wraz z trzecią, niedostępną tworzą ogromny system, powstały w skałach wapiennych, gdy lodowiec, spływający ze szczytów Niskich Tatr musiał przedzierać się przez wapienne skały. Słowackie jamy w sezonie są bardzo oblegane a kolejki sięgają tu nawet kilku godzin, stąd wybór prosty – albo idziesz wcześnie rano przed otwarciem albo jesteś w ciemnej… no właśnie. Potem, jeszcze przez najazdem turystów udajemy się w górę doliny, gdzie wyrasta sporo ośrodków turystycznych o hoteli i niestety masa parkingów. Zanim zaczniemy czerwonym szlakiem wspinać się w kierunku Dumbiera i Chopoka odpoczywamy chwilę nad Vrbickim Jeziorem, niesamowicie pieknym, położonym w lesie polodowcowym zbiornikiem.

Na szczycie Dumbiera robię fotopanoramę a dalej przepieknym żółtym, szczytowym szlakiem schodzimy do doliny, robiąc łuk w stronę zachodnią. Powrót do Mikulasza oznaczał walkę z pęcherzami. Kolejny dzień zwiedzania Liptowa polegał na przetestowaniu fenomenu Liptowskiej Mary, czyli Słowackiego Morza. Był upał i żar, ale nad samym jeziorem pojawiały się chmury burzowe. Doskonałym ukojeniem odpoczynku był rejs po jeziorze. Było specyficznie, bo o to czujesz się jak pasażer stateczku otoczony ze wszystkich stron murem dosyć wysokich gór. Bardzo utkwiła mi w pamięci wyprawa w dniu następnym. Postanowiliśmy przebić się lokalnymi autobusami do Zamku Orawskiego. Najpierw jechaliśmy przez Rożumberok, ale wracaliśmy przez Oravice i Tatry Zachodnie neisamowicie krętą i widokową drogą. Polecam! Sam zamek oczywiście jest piękny, doskonale utrzymany i ma swój klimat – można kręcić na nim filmów co nie miara. Jednak odpycha tłumami i niedzielnymi turystami z Polski, którzy nierzadko uczestniczą w wycieczkach podchmieleni. Smutne. Niedaleko Oravskiego Podzamoku jest Podbiel. Wioska malowniczo położona nad Orawą i skalnym urwiskiem, która w połowie zbudowana jest z autentycznych, ponad stuletnich drewnianych chałup i zagród. Spacerując po wsi zauważyliśmy jeszcze coś niesamowicie śmiesznego. Na słupach rozwieszone są głośniki a z nich leci… muzyka weselna z wesela w remisie. Transmisja on-line!?
Ciąg dalszy nastąpi…
Giurgiulesti. Mołdawia będzie miała dostęp do Morza Czarnego
Styczeń 4, 2010
Rząd Mołdawski kończy powoli chyba największą inwestycję przemysłową w historii tego kraju. Jakby Was zapytano czy Mołdawia ma dostęp do morza co byście odpowiedzieli? Być może, że ma, bo jak pamięcią sięgniemy na mapy to na pewno umiejscowimy ten mały kraj „gdzieś nad Morzem Czarnym”. I słusznie, bo Mołdawia potężną i dużą była. Raz nawet wraz z Siedmiogodem splądrowała południową Polskę. Nic z tego – dziś to jeden z kilkunastu europejskich krajów śródlądowych. Aż do dziś…
Międzynarodowe konsorcjum pod przywództwem Mołdawian i kapitału greckiego za prawie 300 mln dolarów oddaje do użytku ogromny port śródlądowy i terminal naftowy w miejscowości Dżurdżuleszti nad Dunajem w miejscu, gdzie Prut uchodzi do tej rzeki. Wszystko dzięki temu, że Rumunia odstąpiła Mołdowie jedną wyspę największej środkowoeuropejskiej rzeki tuż przy 420-metrowym „wybrzeżu” tego kraju. To było jak dar od Boga, bo w tym miejscu Dunaj ma ponad 3 km szerokości i w sumie spełnia rolę żeglownej zatoki. Tym samym mamy kolejne państwo, które możemy nazwać morskim. Będzie tu terminal o przepustowości 2 mln ton rocznie, zbiorniki na gaz, magazyny, port przeładunkowy, hameryka…
Druga sprawa, że obrońcy przyrody boją się (i słusznie) o to czy rezerwat biosfery UNESCO jakim jest sąsiednia Delta Dunaju nie ucierpi na inwestycji. No cóż… póki nic się nie stanie – nie ucierpi raczej.
Wciąż jednak pytanie, co i skąd chce transportować Mołdawia, skoro Naddniestrze raczej korzystać będzie dalej z portu w Odessie, skąd trafia broń i narkotyki na Kaukaz i Bliski Wschód. Priorytetowe raczej jest uniezależnienie się od ropy i gazu rosyjskiego poprzez transport morski. Czyli coś, czego Polska nie potrafi zrobić od 10 lat…
ad vocem – postanowiłem dodać do tego i tak chaotycznego bloga kategorię „geopolityka”. A tak, bo bardzo ją lubię, cenię i szanuję
Zamek Devin koło Bratysławy. Tam gdzie Karpaty toną w Dunaju
Wrzesień 5, 2009
Zamek Devin jest chyba najbardziej rozpoznawaną warownią na Słowacji, mimo, że tak naprawdę ostało się niego bardzo mało. Cała magia miejsca jednak to niespotykane połączenie ciekawostek historycznych, osobliwości przyrody i widoków, które tu można upolować.
Devin był kiedyś małą winiarską wioską, dziś jest dzielnicą Bratysławy, ale spokojnie – wciąż zupełnie niezurbanizowaną. Jeździ tu sporo autobusów. Zamek praktycznie wisi nad miejscowością, ale jeszcze bardziej „wisi” nad Dunejem. Na wapiennej, aczkolwiek jak się okazało dosyć odpornej skale stanęły 3 poziomy grodu oraz strażnica. Praktycznie niedostępna i do dziś nie rozumiem jak wybudowana. Jako pierwsi osiedli tu już Rzymianie, tworząc jedną z warniejszych fortec na północnej granicy. Potem naturalna twierdza służyła Wielkomorawianom, Węgrom, Celtom, Habsburgom, Napoleonowi. Komu z resztą nie służyła…
W miejscu gdzie skała wyrasta z ziemi z Dunaje łączy się Morawa, spora rzeka, wypływająca spod Śnieżnika. Bardzo fajnie widać jak jej czyste wody z mocno zamulonym Dunajem. Właściwie jakby Kawa z mlekiem tu płynęła…
Dla tych, którzy przyjadą do Devina na dłużej niż kilka godzin, polecam wgłębić się w Małe Karpaty, które w tym miejscu są początkiem/końcem długiego na kilka tys. km łuku. Można udać się żółtym szlakiem na Devinską Kobylę skąd roztacza się masakrycznie piękny widok. Wiele widziałem w życiu, ale ten należy do moich absolutnych faworytów. Dojrzymy stąd Bratysławę, zamek, wstęgę Dunaju a nawet Wiedeń. Niebieski można natomiast dotrzeć do unikatowych w skali Europy Środkowej górskich wydm. Wiedzie łągodnym i spokojnym traktem nad doliną Morawy. Nagrałem nawet amatorskie wideo z podobnej „wyprawy”.
Devińska Kobyla i piaskowa wydma, która rozpoczyna Karpaty [Wideo]
Sierpień 5, 2009
Devinska Kobyla to ostatni szczyt na długiej i różnej „wędrówce” spiętrzonych Karpat na Słowacji od Użgorodu. Tutaj Małe Karpaty – winne wzgórza, nie przekraczające 500 metrów stromo opadają ku dolinie Dunaju. Dojść stąd możecie z miasteczka Devinska Nova Ves lub Devina – dziś dzielnicy Bratysławy z przepięknie położonym zamczyskiem – dumą Słowaków. To rezerwat, ale jakże nietypowy dla Słowacji. Chroni się tutaj unikatowe lasostepy, roślinność ciepłolubną i śródziemnomorską oraz naskalną. Jakby tego było mało znajdziemy tutaj nietypowe formy geomorfologiczne.
Lasy na południowo-zachodnich zboczach są pozostałością pierwotnych ciepłolubnych lasów dębowych z występującym tu dębem omszonym, dębem szypułkowym i dębem burgundzkim. Przez rezerwat przyrody prowadzi trasa turystyczno-poznawcza o długości 4 km łącząca zamek z wspomniają właśnie Nową Wsią. Najciekawszym miejscem Devinskiej Kobyly jest odkrywka na wzgórzu Sandberg. Przez chwilę można się tutaj poczuć jak na Saharze. Mnostwo piasku i to w każdej postaci. Znajdują się tutaj pozostałości skalne trzeciorzędowego morza z poziomymi warstwami, których wiek szacuje się na 14 do 16 milionów lat. Nawet dziś można tutaj znaleźć skamienieliny zwierząt morskich.







Ostatnie komentarze