Bystrzyca Kłodzka. Miasteczko stare ale jare
Czerwiec 8, 2010
Pociąg leniwie sunie wzdłuż doliny Nysy Kłodzkiej, mijając tunel w Długopolu-Zdroju i przeskakując od czasu do czasu kamiennymi mostami nad rzeką, która w 1997 roku wywołała w tej sielskiej krainie powodziowe piekło. Wysiadam na ciekawie położonym na skarpie dworcu kolejowym w Bystrzycy Kłodzkiej. Schody kierują nas od razu po jedną z majestatycznych baszt – Rycerskiej, pamiętającej czasy, gdy miasteczko rozkładało się na skarpie pomiędzy rzeką Bystrzycą a Nysą Kłodzką. Położenie to wybrano nie bez przyczyny. Przecież już Celtowie czy żądni bursztynu Rzymianie korzystali z tego traktu handlowego a w XIII wieku, gdy zakładano miasto dosyć często sunęły już tędy karawany kupieckie ze Śląska i głębi Polski do Czech.
Sama Bystrzyca przez wiele wieków była pod wpływami południowych sąsiadów. Dowodów na to jest sporo. Od samej nazwy zaczynając, tak bardzo popularnej w Czechach czy Słowacji po konkretne zabytki kończąc. A są to kamienny średniowieczny pręgierz na Małym Rynku czy gigantyczna, jak na polskie warunki, kolumna wotywna nieopodal ratusza na rynku.
Aby spojrzeć na kameralność miasteczka wchodzę na drugą zachowaną basztę, czyli Wieżę Kłodzką, przy której wjeżdżano do miasta od strony północnej. Widok zadowala nawet największych smakoszy średniowiecznych klimatów. Widać jak na dłoni owalne stare miasto, otoczone zachowanymi prawie w całości murami obronnymi, czerwone dachówki wszystkich domów, górujący nad miastem XIII-wieczny kościół Św. Michała Archanioła, pełen gotyckiej surowości oraz fantastyczne tło – czyli panoramę gór Bystrzyckich oraz Masywu Śnieżnika.
Całe miasteczko można przejść w 5 minut szybkim spacerem lub 10 minut dłuższym poprzez labirynt wąskich uliczek i zaułków, chyba, że wcześniej zapragniemy wstąpić do jedynego w swoim rodzaju muzeum Filumenistycznego, w którym zebrano rekordową ilość zapałek, pudełek po zapałkach, zapalniczek, krzesiw i innych „ogniowych” eksponatów. Placówka powstała w 1964 roku z inicjatywy mieszkańców, tak bardzo kochających zapałki. Nic dziwnego, skoro miasto słynęło z jednej z większych fabryk zapałek.
Po drugiej stronie murów warto przejść pod Bramą Wodną, która ostrą, brukowaną uliczką skieruje nas na niższy poziom, nad dolinę Bystrzycy i teren dawnego Podgrodzia. Tutaj koniecznie trzeba przejść placem Szpitalnym na drugi brzeg Nysy, by z mostu u zbiegu ulicy Floriańskiej i Kolejowej obejrzeć prawdopodobnie jedną z najpiękniejszych panoram miejskich w Polsce. Zobaczymy Bystrzycę Kłodzką w całej krasie, wiszącą nad rzeką w formie kilku zabudowanych starymi kamienicami tarasów.
Gdy zechcemy wrócić na dworzec kolejowy, koniecznie musimy zrobić to ulicą Międzyleśną, bo praktycznie nie ma już w Polsce drugiej takiej ulicy, która biegłaby pod imponującymi murami miejskimi na długości kilkuset metrów!
Do Bystrzycy warto przyjechać nie tylko ze względu na jej walory widokowe i historyczne. To doskonały węzeł turystyczny i baza wypadowa w okoliczne dzikie góry Bystrzyckie, Międzylesie, stare i zabytkowe wsie Kotliny Kłodzkiej oraz oczywiście Międzygórze, czyli letniskową wieś znaną z Wodospadu Wilczki oraz szlaków, którymi najłatwiej dostać się na górujący nad okolicą Śnieżnik (1425 m) ZOBACZ WIĘCEJ MOICH ZDJĘĆ Z BYSTRZYCY
Banska Szczawnica. Prawdopodobnie najpiękniejsze miasteczko Słowacji
Październik 8, 2009
Miasteczko, bo nie miasto. Najpiękniejsze, bo całkowicie zachowane i skutecznie schowane w dawnej górniczej dolinie. Schowane przez blokowiskami.
Do Bańskiej dostać się łatwo. Zarówno z B.Bystrzycy jak i Zdiaru i pobliskiego Zvolenia – jednego z większych węzłów na Słowacji. Miasteczko liczy jakieś 12 tysięcy mieszkańców, 20 lat temu liczyło 20, ale się stale wyludnia. Kiedyś królewskie miasto władców Węgier i górnicza chluba królestwa. Dziś nieco zapomniana, ale autentyczna i wpisana oczywiście na listę dziedzictwa UNESCO. Na Bańską Szczawnicę trzeba popatrzyć jak na historię Kopciuszka. Niepozorna dolina w Górach Szczawnicki, wcale nie cudownych widokowo i niewysokich. Dziura oddzielona łysymi wzgórzami, wcale nie zalesionymi. A jednak wystarczyło zaledwie kilkadziesiąt lat, by stała się jednym z najbogatszych miast Górnych Węgier z pierwszą w Europie górniczą szkołą wyższą.
Cesarstwo dbało o swoją złotą i srebrną zarazem perłę. Bystrzyca bogaciła, się, wwiercała dalej w doliny i pod ziemię. Specjalnie dla niej budowano system małych zbiorników zaporowych, stosowano tutaj po raz pierwszy proch strzelniczy w wyrobiskach podziemnych. Jednak w końcu minęła północ. Wojny, spory graniczne, spadek znaczenia handlu kruszcem i konkurencja zmarginalizowały miasteczko.Odkryte na nowo jako perełka architektoniczna i obowiązkowy przystanek na europejskiej trasie zabytków techniki.
Idąc przez miasto, niejako zawieszone jak hamak pomiędzy trzy główne dominanty – kalwarię, stary zamek i nowy zamek, widzimy autentyczne, średniowieczne założenie, jednak z nutką chaosu. To góry, tutaj ulice dostosowywały się do topografii, nie na odwrót. Wielkie wrażenie robi muzeum minerałów z podziemną trasą turystyczną, stary zamek, rodem z Van Helsinga oraz gigantyczna kolumna Św. Trójcy – największa na Słowacji. Postawili ją mieszkańcy po epidemii dżumy. Ci, którzy przeżyli.
Jak macie chwilę więcej to 5 minut autobusem od miasteczka leży jeden z piękniejszych założeń pałacowo-parkowych Słowacji – Svaty Anton.







Ostatnie komentarze