Niskie Tatry – Chopok, Deresze, Polana. Szlak na jeden dzień a obficie [Zdjęcia]
Sierpień 1, 2010
Oto mój sposób na ekspresowe podniety. Stacjonując w Liptowskim Mikulaszu mamy możliwość najlepszego podjazdu do Demanowskiej Doliny, jednej z najpiękniejszych na Słowacji, którą spływały lodowce ze szczytów Niskich Tatr, uprzednio przebijając się przez wapienne mury skał jurajskich. Wstałem bardzo wcześnie, bo już o 6.00 aby po drodze zaliczyć Wielką Demanowską Jaskinię Swobody. Warto ją obejrzeć, mimo cen. Ale o tym innym razem.
Na wycieczkę po głównej grani największej grupy w całym paśmie wybrałem kierunek na Chopok i Dumbier, prosto z końcowego parkingu u podnóża wyciągów narciarskich. Zimą hulają tutaj narciarze i snowboardziści i jest tłoczno. Latem spokojniej, pustawo, ale skwarno. Zanim skierujemy się czerwonymi znakami na Chopok chwila odpoczynku nad Vrbickim Plesem, polodowcowym oczkiem wodnym sporych rozmiarów, bardzo urokliwie położonym w środku lasu z przebiciem na masywy górskie, które się w nim odbijają. Czilałtują się z Tobą kaczki i tradycyjnie żebrają o kanapki, które mam na trasę. Zapomnij mała!
Podejście pod Chopok bez użycia wyciągu jest dosyć męczące. Pokonujemy prawie 1000 metrów różnicy, ale odciski rekompensuje na bank widok i satysfakcja z systematycznego zbliżania się ku chmurom. Niestety im bliżej czubka, tym więcej ludzi plus weekendowych turystów w japonkach. Dlatego na skalistym zwieńczeniu Chopoka (2023 m) zabawiłem krótko. Świetny widok na 360 stopni skusił mnie do zrobienia panoramy z ręki i szybciutko uciekliśmy na mało uczęszczany a piękny, graniowy szlak przez Deresze na Polanę (1889 m). Z Polany odbijamy na kolor żółty. Słońce powoli zbliżało się ku szczytom, więc musieliśmy szybko oszacować czas przejścia wierzchowiną i czas zejścia kotłem. Zaryzykowaliśmy górą i się opłaciło.
Co prawda schodząc w kierunku Demanowskiej Doliny praktycznie biegliśmy już w obawie przed ucieczką ostatniego autobusu, to widoki o zachodzie słońca na masyw Dumbiera i Chopoka oraz całą Dolinę i przepiękne kotły polodowcowe należały do najpiękniejszych widoków górskich jakie widziałem. Polecam ten żółty szlak! Zobaczcie z resztą sami więcej fot w slajdach:
Leskowiec, Madohora, Łysina. Weekendowa wędrówka po Beskidzie Małym
Kwiecień 17, 2010
Bardzo fajny pomysł na mało znane pasmo górskie, jakim jest Beskid Mały. Ze Śląska jedziemy autobusem lub pociągiem w kierunku Wadowic, Andrychowa lub Kęt. Stamtąd kierujemy się do miejscowości Rzyki lub Jagódki. Autobus PKS dowozi nas pod sam początek szlaku tzw. „papieskiego”, którym bardzo ostrym podejściem wchodzimy na Leskowiec. Górny odcinek szlaku zwany jest Gronią Jana Pawła II na pamiątkę jego tutejszych wędrówek.
Najciekawsza geomorfologicznie jednak z pewnością jest grań Madohory. Szczyt, zwany też łamaną Skałą jak sama nazwa wskazuje, obfituje w wiele ciekawych, subtelnie pochowanych w lasach formacji skalnych. W 1961 r. utworzono tutaj Rezerwat Madohora, ma on powierzchnię ponad 70 ha i chroni naturalny, górnoreglowy bór świerkowy, a także bujne runo leśne. Tuż pod szczytem, jakieś 10 minut przedzierania się przez krzaki można znaleźć jeden z ciekawszych beskidzkich wodospadów. Jest to strużka potoku Dusica, która spada z 2 metrów nad… niewielką Jaskinią Komonieckiego. Niestety nie udało mi się do niej dotrzeć mimo, szczerych chęci. Najlepiej spróbować, gdy opadną liście. W środku pasma można zrobić nocleg namiotowy, co też uczyniłem (akurat na Polanie Patykówce). Jednak dla bardziej wytrwałych proponuję szlak północny – czerwony przez schronisko na Kocierzy. Ja wybrałem krótszy, zielony, by na koniec dotrzeć do niesamowitego kompleksu skalnego w Ściszków Groniu i aby obejrzeć Kotlinę Żywiecką z góry. – Wsiadajcie, co będziecie tak dreptać – zaproponował nam pewien Czech i tym samym z naprawdę pięknie połozonej wioski Łysina (coś niesamowitego) szybciutko zjechaliśmy do Gliwic [edit: hehe oczywiście Gilowic :P] (miejscowość rodzinna Tomasza Adamka). A potem już prosto na Śląsk.
Skałki „Zamczysko” pod Sciszków Groniem w Łysinie. Czyli odrobina Jury w Beskidach
Sierpień 2, 2009
Jedną z najciekawszych osobliwości przyrodniczych naszych Beskidów, a na pewno hitem Beskidu Małego są skałki piaskowca istebniańskiego, u podnóża Ścieszków Gronia w Łysinie. Nie byłoby zapewne nic unikatowego w tej grupie skalnej gdyby nie jej rozmiar, wysokość oraz skomplikowany system labiryntów i mostów skalnych, który tu występuje.
Bloki piaskowca przywierają do szczytu od strony południowej schowane lekko za drzewami. Tutaj jednak teren się wypłaszcza i wraz z położonymi vis-a-vis przepaści gigantycznym blokom skalnym tworzy charakterystyczny kamienno-leśny kanion (powstał zapewne poprzez zawał lub ekstremalną erozję). Oprócz trzech głównych prawie 10-metrowych ścian, na których wspinacze wyznaczyli i zabezpieczyli kilka tras wspinaczkowych, znaleźć tu możemy pojedyncze, ponad 5-metrowe grzyby skalne, Tunele i mosty kamienne, dziury, półki skalne oraz labirynty przez które ciężko się przecisnąć. We wschodniej części skałek znajduje się jedna z najbardziej tajemniczych jaskiń w Beskidach. Jaskinia Lodowa ma długość 59 metrów i głębokość 10 metrów. Co ciekawe po raz pierwszy zbadana została przez grotołazów niedawno, bo latem 2000 roku. Niedawno bezspornie stwierdzono, że lód utrzymuje się w niej przez cały rok. Ta osobliwość i cały obszar leży 700 m n.p.m. i jest najniżej położoną jaskinią lodową w Polsce. Jest to jedyny taki obiekt w całych polskich Karpatach poza Tatrami. O tym odkryciu pisała nawet „Rzeczpospolita”.
Aż dziw, że nie założono tu jeszcze rezerwatu. Flora naprawdę tu szaleje. Specyficzny mikroklimat, wilgoć, roślinność cieniolubna i naskalna. To właśnie skałki „Zamczysko”. Nazwa jest potoczna i wiąże się z legendą – oczywiście – o zamku, który miał tu stać i zapadł się pod ziemię, pozostawiając jedynie podziemny tunel. Sądząc jednak po tych utworach pod spodem może znajdować się naprawdę spory system jaskiniowy. Tylko trzeba go odkryć!
Łysina leży w gminie Łękawica. Do skałek dotrzemy albo przez wieś – najpierw jednak trzeba tu dotrzeć, kierując się z Żywca na Łękawicę a potem Okrajnik. Wiele osób poleca jednak wejście z drugiej strony z dawnej wołoskiej wsi Kocierz zielonym szlakiem, podobno bogatym w grzyby i jagody.

























Ostatnie komentarze