Nationalu – Geographicu! Nie idź tą drogą wąską!
Kwiecień 15, 2010
Nie wiem co się dzieje z moim ulubionym czasopismem. Obiektem westchnień, szacunku i całkowitego zaufania. Tak, National Geographic Society, którego jestem szarym członkiem, to jedyna (trudne słowo) zinstytucjonalizowana grupa, która może się chlubić, że pozyskała moje 100% zaufanie. Tym bardziej marszczy się moje czoło i martwią oczy widząc kurczący się z miesiąca na miesiąc magazyn. Jako, że mam prawie wszystkie numery żółtego czasopisma (do poskręcania czeka na razie regał z BRW, gdzie trafi moja ferma) mogę z poważną troską stwierdzić „NG zaczyna lecieć w kule”. Niestety.
Rok 2000 – Super świeżutkie newsiwa w dziale Geographica, Polskie Szlaki, zawsze minum 6 artykułow plus osobno jedna dwie fotorozkładówki. To nie wszystko, bo naliczam conajmniej 10 tematycznych kolumn. Sawet dla smakoszy. Reklam? 30% W tym mniej siwy Huber Urbański i wodoodporny Siemens z antenką grubości ołówka. Jest dobrze, jest pięknie. Herbata, lampka, czytamy. No i jeszcze te mapy, plakaty w co drugim numerze. No ludzie. Cena – 8 zł
Rok 2005 – Liczba stron niebezpiecznie zbliża się do stówki. Reklam pojawia się więcej i więcej. Np teraz patrze na wydanie sierpniowe – o, Palikot i jego OZON. Co raz mniej map i wkładek, więcej stron z kopertami do wycięcia, katalogów z produktami NG. Wszyscy dajemy ciche przyzwolenie na ten proceder. Ilość tekstów jeszcze podobna, co w 2000. W międzyczasie potem Naczelną zostaje Martyna. Byłem zaskoczony. Cena – 10 zł
Rok 2010 – Numer specjalny o wodzie przechodzi ludzkie pojęcie. Nie wiem czy to dobrze skonstruowane zdanie, ale piszę z nerwem. Już jako stały prenumerator dostaję magazyn supercieniutki na badziewnym papierze (Że niby ekologicznie? Nigdzie nawet o tym nie wspomniano – a byłoby elegancko). od dobrych kilkunastu miesięcy dostajemy czasem nawet tylko 5 artykułów, w tym czasem aż 2 krótkie fotoreportaże. Niestety na co drugiej stronie pojawia się reklama. Dokładniej rzecz biorąc prawie 40%. Zero map, zero wkładek, zero plakatów, prawdziwy Kononowicz. Cena 13 zł.
Co o tym wszystkim myślicie? Bo mi jest cholernie niezręcznie, kiedy moja ulubiona grupa wpływu, jaką jest organizacja NG, zaczyna sobie pozwalać na zbyt wiele. Kryzys? To proszę, powiedzcie to nam! (Piszę maila do redakcji. Zapytam.)
Już 7 numerów nowej wersji magazynu „Podróże”. Tej life-stylowej.
Maj 23, 2009
Wczoraj na dworcu w Opolu wpadł mi w ręce magazyn „Podróże”. To niby ten sam, co słynne czasopismo dla obieżyświatów w formacie zeszytu szkolnego, ale zupełnie inny. Magazyn zmienił podobno design w listopadzie 2008. Dodatkowo zmienił się design, filozofia i większość treści. Z typowo podróżniczego zmienił się w turystyczno-lifestylowy. Odważnie, ale chyba mądrze.
Zdecydowana większość zagorzałych czytelników czasopisma zmiany przyjęła niechętnie, zapewne spora część z nich odpadła, zrezygnowała. Śmiem jednak twierdzić, że magazyn również całkiem sporą grupę odbiorców pożenił z sobą całkiem od nowa. Podoba mi się nowoczesne podejście do czytelnika i nie lekceważenie nowych trendów w turystyce. Turysta dziś to nie tylko włóczęga, ale i gość restauracji, smakosz, imprezowicz, fotograf czy znudzony biurowym życiem eksplorator.
„Podróże” więc nie wstydzą się przygotowywać artykułu o turystycznych aspektach… basenu w Poznaniu czy starych podwórek i jarmarku antyków albo tłumaczyć o atrakcjach bauhausowej architektury Tel Avivu czy też rozmów z młodymi bywalcami izraelskich klubów. Chętnie sam bym napisał coś również dla „Podróży”. O atrakcjach na Górnym Śląsku albo mniej stereotypowych formach rozrywki u nas. Nawet za darmo, dla promocji :)
Jestem oczarowany głównie pomysłem na szatę graficzną magazynu. Oprócz tego, że niestety nieekologicznie sporo papieru poprzez białe plamy – marnuje się – to motyw „dorysowywanych” notatek, strzałek i pisma odręcznego bardzo mnie ujął. Ponadto ładnie został wkomponowany w całość. Gratulacje dla Marcina Łojewskiego. Przyznam się szczerze, że nie byłem seryjnym czytelnikiem starych „Podróży”, więc całkowicie obiektywnie stwierdzam, że obecna forma mi się podoba i zacznę prenumeratę. Poza tym – co chyba najbardziej się chwali – dosyć ładnie prezentuje się serwis społecznościowy, które równolegle zafundowało czytelnikom wydawnictwo „Murator”. Nie ma tutaj tego samego gdzie wszędzie – pokaż fotkę, podziel się trasą, oceń miejsce, ale pozyskujemy mnóstwo porad, porównanie odzieży, przedmiotów, materiały wideo, oferty biur. Mocna czwórka z plusem! Branży turystycznej w mediach jak zawsze – mocno kibicuję i trzymam kciuki.





Ostatnie komentarze