Liverpool, czyli „okno na Nowy Świat” i jego fantastyczne Doki [Zdjęcia]

Grudzień 29, 2009

Uroda Liverpoolu tkwi w jego prostocie. To miasto nawet nie leży nad morzem jakby się wydawało. Leży nad kapryśnym estuarium rzecznym a na drugi brzeg jego mieszkańcy nie mogli się dostać przez wiele dziesiątek lat. Potem powstał dopiero tunel i most. Liverpool był europejskim oknem na świat. Stąd prawdopodobnie wyruszyło najwięcej statków z emigrantami w historii. Na całej linii 8 kilometrów brzegu miasta ciągnęły się doki, porty przeładunkowe i przystanie. Patrząc od strony wody miasto było gigantyczne i ginęło gdzieś w oddali na wzgórzach środkowej Anglii. Liverpool nigdy nie starał się być wielką metropolią. To miasto-pracuś żyło, rozrastało się i po prostu „robiło swoje”. Handel surowcami, import żywności, pomost, łączący Wielką Brytanię czyli Dominium z jej niezliczonymi koloniami.

Dziś po tamtym Liverpoolu zostało mało. Stare ryciny i tajemnicze mapy, szereg zapierających dech w piersiach budowli ze schyłku XIX wieku, górujących nad miastem oraz łańcuch doków – czyli dawnych basenów portowych. Jedna z najlepszych rewitalizacji terenów poprzemysłowych na świecie.
W dokach Liverpoolskich tętni życie. Różnorakie. Mamy tutaj galerie handlowe i alejki gastronomiczne, młodzi bawią się w najmodniejszych klubach a starsi piją winko w stylowych knajpach albo urządzają imprezy na własnym jachcie. Spaceruję dookoła jednego z doków. To trochę jak stadion piłkarski z jednym otwartym wejściem. Gdy znajduje się w środku widzę bezpośredni wylot w kierunku morza a dookoła w 90 zabudowania dawnych magazynów, gdzie dziś są lofty, hotele lub restauracje. I kilka łodzi, pomalowanych granatem nocy i złotem latarni.

Takich zatoczek jest w Liverpoolu kilkanaście. Każda ma inną nazwę. Są np. Quenns Docks, Alberts Dock czy Prince Docks. Mieszkałem nad jednym z Doków w apartamencie, w którym jeden balkon patrzył na cichy basen portowy a drugi w morze. Świetne rozwiązanie. – Niedaleko stąd odpływał Leonardo di Caprio na lewo „Titanikiem” do Nowego Świata – pomyślałem. Tej samej nowy do Liverpoolu przypłynęła gigantyczna „Quenns Marry. Niesamowite wrażenie, jednak akurat wtedy zapomniałem aparatu wziąć na spacer…

Pomiędzy pasem przerobionych doków a centrum miasta ciągnie się główna arteria Liverpoolu a wzdłuż niej sporo nowoczesnych, śmiałych i odważnych realizacji. Bardzo dobry pomysł na skyline i maksymalne wykorzystanie przestrzeni miejskiej. Jednak najpiękniej wciąż prezentują się postkolonialne gmaszyska z rzeźbą Feniksa na szczycie, które przywołują na myśl czasy pierwszych drapaczy chmur w Ameryce. A centrum Liverpoolu z jego Beatlesowsko-awanturniczym klimatem opowiem Wam innym razem.

  • Share/Bookmark

Osiedle Piaski w Czeladzi. Zagłębie też ma swój Nikiszowiec

Sierpień 30, 2009

piaskiEEW czeladzkiej dzielnicy Piaski na pierwszy rzut oka widzimy chaos. Hale, budy, kamienice, familoki, wielka płyta. Jednak gdzy przyjrzymy się na dzielnicę z góry, umiejscawiając oczami wyobraźni w samym środku zabudowania kopalni Saturn. Tak naprawdę najpierw nazywała się Ernest i należała do Niemców. Potem przejął ją kapitał francuski i nazwał „Czeladź”. Na samym końcu nazwana została „Czerwoną Gwardią” a zamknięta w 1996 już jako część kopalni „Saturn”.

W przypadku Czeladzi – Piaskach należałoby właściwie mówić o 3 koloniach. Mamy tu do czynienia z bezładną kolonią robotniczych familoków na pd-wsch od dawnej kopalni, z symetrycznym osiedlem robotniczym wraz z parkiem, stadionem, szkołą, szpitalem i neoromańskim kościołem wpisanych jako kompleks do rejestru zabytków oraz nietypowym osiedlem kamiennych domów w pn-wsch części Piasek. To tzw „białe domy” – unikatowa kolonia jak na warunki całej aglomeracji.

Osiedle Piaski w CzeladziPo południowej części od osiedla z kościołem znajduje się neogotycki pałac właścicieli kopalni oraz pomnik, upamiętniający tragiczne wydarzenia z 1924 roku. Wtedy od kul policjantów, tłumiących strajk zginęło 4 górników. Nie ma już kopalni, ale układ urbanistyczny się zachował. Warto też zaznaczyć, że budynki są zadbane, elewacje stosunkowo czyste, surowe i nie oszpecone żadnym tynkiem.

W mojej prywatnej klasyfikacji osiedli robotniczych na terenie aglomeracji śląsko-dąbrowskiej, „Piaski” umieściłbym tuż za pierwszą piątką (po Nikiszowcu, Borsigwerku, Bobrku, Zgorzelcu i Maciejkowicach)

Zobacz więcej zdjęć i pokaz slajdów z Czeladzi:

  • Share/Bookmark

Bajkowa kolonia „Zgorzelec” w Bytomiu (Przewodnik cz. 11)

Lipiec 25, 2009

Kolonie robotnicze na Śląsku i w Zagłębiu w generalnej większości stworzone są w, lub całkiem obok substancji osadniczej i tkanki miasta. Jest kilka jednak osiedli całkowicie oddalonych od innych zabudowań, a jedną z nich jest Kolonia Zgorzelec na południu Bytomia. (Drugą ciekawą jest kolonia Pogoria w Dąbrowie Górniczej).

zagorzelec3

Osiedle powstało w 1897 roku dla Katowickiej Akcyjnej Spółki Górnictwa i Hutnictwa a dokładnie pracowników huty Hubertus (potem Zygmunt) . Kilkanaście lat później sprzedano osiedle rodowi Schaffgotchów. To ciekawe, bo kolonie robotnicze nie był zazwyczaj przedmiotem handlu. Osiedle sprytnie wciśnięte zostało pomiędzy drogę z Łagiewnik do Szombierek a dolinę Bytomki. Dolinę w tym miejscu stosunkowo urokliwą, płynącą jarem. Kilkaset metrów dalej znajdował się młyny wodne.
Kolonia składa się z ponad 30 małych, dwukondygnacyjnych kamieniczek z frontowym wejściem, sienią i również schodkami frontowymi. Urzeka przede wszystkim symilarność każdego budynku. Kolonia otoczona jest drzewami, także pomiędzy budynkami rozłożyste drzewa i zielone pagórki sprawiają wrażenie, jakbyśmy znaleźli się w śląskim „Shire”. Część kamienic została jednak opuszczona i straszy zamurowanymi oknami, na ich elewacjach śmieszą namalowane białą farbą „bramki” do gry w piłkę, natomiast część jest w naprawdę dobrym stanie.

zgorzelec1

Kilkanaście lat temu Barbara Klajmon, ówczesna Konserwator w Bytomiu a dziś Konserwator Wojewódzka rozpoczęła akcję totalnej rewitalizacji Zgorzelca. Częściowo się to udało – mówi o tym stan połowy obiektów i wpisanie do rejestru zabytków. Niestety, plan się nie powiódł do końca, bo  kolonii nie chcieli zamieszkiwać młodzi ludzie, bytomscy artyści i ludzie wolnych zawodów. Szkoda. Więcej szczegółów i historię rewitalizacji możecie przeczytać w książce „Historyczne osiedla robotnicze” wydanej w 2005 roku przez Górnośląskie Centrum Dziedzictwa Kulturowego.

Roztacza się stąd świetny widok na Szyb Krystyna oraz tereny, które już niebawem mają być wykorzystane pod gigantyczne pole golfowe. Polecam wpaść tutaj jesienią. Naprawdę fantastyczna sprawa

  • Share/Bookmark

Następna strona »