Modernizm i funkcjonalizm na Górnym Śląsku. A może produkt turystyczny?
Październik 1, 2011
Kilka lat temu,gdy zajmowałem się architekturą modernizmu oraz urbanistyką funkcjonalną, dosyć intensywnie pracowaliśmy w zakładzie Geoekoturystyki nad produktami turystycznymi dla Śląska. Wraz z Krzysztofem Gierakiem, który skupiał się nad rowerowymi trasami, spinającymi w klamrę zwiedzanie obiektów poprzemysłowych wysłano nas do Niepołomic na konferencję dotyczącą krajobrazów kulturowych, aby pokazać, że nasz region również może proponować nieszablonowe, ciekawe klucze do zwiedzania atrakcji turystycznych. Lata minęły i tak na dobrą sprawę dalej nikt na poważnie nie zajął się budowanie nowych produktów oprócz Szlaku Zabytków Techniki. Trudno też uznać za gotowy produkt pod roboczym tytułem „Szlaku Architektury Modernistycznej Katowic”, ograniczający się do infokiosków i kilku informacji prasowych.
A tak naprawdę aż prosi się o opracowanie kilka szlaków tematycznych na pograniczu atrakcji kulturowych i obszarowych: Założenia osiedli patronackich, architektura modernistyczna Bytomia, Zabrza, Gliwic, Zagłębia, wczesne socrealistyczne założenia urbanistyczne Stroszka, Batorego, Koszutki, Tychów czy przyzakładowe parki, które w różnym stanie przetrwały do dziś. Wrzucam tą notkę właściwie dlatego, że odnalazłem mój poster, część projektu, który zarzuciłem jakiś czas temu, kończąc studia. Kto wie, może moja żona, obecnie doktorantka Uniwersytetu Ekonomicznego pociągnie temat pod kątem promocji regionalnego produktu turystycznego, czym się zajmuje.
Liverpool, czyli „okno na Nowy Świat” i jego fantastyczne Doki [Zdjęcia]
Grudzień 29, 2009

Uroda Liverpoolu tkwi w jego prostocie. To miasto nawet nie leży nad morzem jakby się wydawało. Leży nad kapryśnym estuarium rzecznym a na drugi brzeg jego mieszkańcy nie mogli się dostać przez wiele dziesiątek lat. Potem powstał dopiero tunel i most. Liverpool był europejskim oknem na świat. Stąd prawdopodobnie wyruszyło najwięcej statków z emigrantami w historii. Na całej linii 8 kilometrów brzegu miasta ciągnęły się doki, porty przeładunkowe i przystanie. Patrząc od strony wody miasto było gigantyczne i ginęło gdzieś w oddali na wzgórzach środkowej Anglii. Liverpool nigdy nie starał się być wielką metropolią. To miasto-pracuś żyło, rozrastało się i po prostu „robiło swoje”. Handel surowcami, import żywności, pomost, łączący Wielką Brytanię czyli Dominium z jej niezliczonymi koloniami.
Dziś po tamtym Liverpoolu zostało mało. Stare ryciny i tajemnicze mapy, szereg zapierających dech w piersiach budowli ze schyłku XIX wieku, górujących nad miastem oraz łańcuch doków – czyli dawnych basenów portowych. Jedna z najlepszych rewitalizacji terenów poprzemysłowych na świecie.
W dokach Liverpoolskich tętni życie. Różnorakie. Mamy tutaj galerie handlowe i alejki gastronomiczne, młodzi bawią się w najmodniejszych klubach a starsi piją winko w stylowych knajpach albo urządzają imprezy na własnym jachcie. Spaceruję dookoła jednego z doków. To trochę jak stadion piłkarski z jednym otwartym wejściem. Gdy znajduje się w środku widzę bezpośredni wylot w kierunku morza a dookoła w 90 zabudowania dawnych magazynów, gdzie dziś są lofty, hotele lub restauracje. I kilka łodzi, pomalowanych granatem nocy i złotem latarni.
Takich zatoczek jest w Liverpoolu kilkanaście. Każda ma inną nazwę. Są np. Quenns Docks, Alberts Dock czy Prince Docks. Mieszkałem nad jednym z Doków w apartamencie, w którym jeden balkon patrzył na cichy basen portowy a drugi w morze. Świetne rozwiązanie. – Niedaleko stąd odpływał Leonardo di Caprio na lewo „Titanikiem” do Nowego Świata – pomyślałem. Tej samej nowy do Liverpoolu przypłynęła gigantyczna „Quenns Marry. Niesamowite wrażenie, jednak akurat wtedy zapomniałem aparatu wziąć na spacer…
Pomiędzy pasem przerobionych doków a centrum miasta ciągnie się główna arteria Liverpoolu a wzdłuż niej sporo nowoczesnych, śmiałych i odważnych realizacji. Bardzo dobry pomysł na skyline i maksymalne wykorzystanie przestrzeni miejskiej. Jednak najpiękniej wciąż prezentują się postkolonialne gmaszyska z rzeźbą Feniksa na szczycie, które przywołują na myśl czasy pierwszych drapaczy chmur w Ameryce. A centrum Liverpoolu z jego Beatlesowsko-awanturniczym klimatem opowiem Wam innym razem.
Osiedle Piaski w Czeladzi. Zagłębie też ma swój Nikiszowiec
Sierpień 30, 2009
W czeladzkiej dzielnicy Piaski na pierwszy rzut oka widzimy chaos. Hale, budy, kamienice, familoki, wielka płyta. Jednak gdzy przyjrzymy się na dzielnicę z góry, umiejscawiając oczami wyobraźni w samym środku zabudowania kopalni Saturn. Tak naprawdę najpierw nazywała się Ernest i należała do Niemców. Potem przejął ją kapitał francuski i nazwał „Czeladź”. Na samym końcu nazwana została „Czerwoną Gwardią” a zamknięta w 1996 już jako część kopalni „Saturn”.
W przypadku Czeladzi – Piaskach należałoby właściwie mówić o 3 koloniach. Mamy tu do czynienia z bezładną kolonią robotniczych familoków na pd-wsch od dawnej kopalni, z symetrycznym osiedlem robotniczym wraz z parkiem, stadionem, szkołą, szpitalem i neoromańskim kościołem wpisanych jako kompleks do rejestru zabytków oraz nietypowym osiedlem kamiennych domów w pn-wsch części Piasek. To tzw „białe domy” – unikatowa kolonia jak na warunki całej aglomeracji.
Po południowej części od osiedla z kościołem znajduje się neogotycki pałac właścicieli kopalni oraz pomnik, upamiętniający tragiczne wydarzenia z 1924 roku. Wtedy od kul policjantów, tłumiących strajk zginęło 4 górników. Nie ma już kopalni, ale układ urbanistyczny się zachował. Warto też zaznaczyć, że budynki są zadbane, elewacje stosunkowo czyste, surowe i nie oszpecone żadnym tynkiem.
W mojej prywatnej klasyfikacji osiedli robotniczych na terenie aglomeracji śląsko-dąbrowskiej, „Piaski” umieściłbym tuż za pierwszą piątką (po Nikiszowcu, Borsigwerku, Bobrku, Zgorzelcu i Maciejkowicach)
Zobacz więcej zdjęć i pokaz slajdów z Czeladzi:
Bajkowa kolonia „Zgorzelec” w Bytomiu (Przewodnik cz. 11)
Lipiec 25, 2009
Kolonie robotnicze na Śląsku i w Zagłębiu w generalnej większości stworzone są w, lub całkiem obok substancji osadniczej i tkanki miasta. Jest kilka jednak osiedli całkowicie oddalonych od innych zabudowań, a jedną z nich jest Kolonia Zgorzelec na południu Bytomia. (Drugą ciekawą jest kolonia Pogoria w Dąbrowie Górniczej).

Osiedle powstało w 1897 roku dla Katowickiej Akcyjnej Spółki Górnictwa i Hutnictwa a dokładnie pracowników huty Hubertus (potem Zygmunt) . Kilkanaście lat później sprzedano osiedle rodowi Schaffgotchów. To ciekawe, bo kolonie robotnicze nie był zazwyczaj przedmiotem handlu. Osiedle sprytnie wciśnięte zostało pomiędzy drogę z Łagiewnik do Szombierek a dolinę Bytomki. Dolinę w tym miejscu stosunkowo urokliwą, płynącą jarem. Kilkaset metrów dalej znajdował się młyny wodne.
Kolonia składa się z ponad 30 małych, dwukondygnacyjnych kamieniczek z frontowym wejściem, sienią i również schodkami frontowymi. Urzeka przede wszystkim symilarność każdego budynku. Kolonia otoczona jest drzewami, także pomiędzy budynkami rozłożyste drzewa i zielone pagórki sprawiają wrażenie, jakbyśmy znaleźli się w śląskim „Shire”. Część kamienic została jednak opuszczona i straszy zamurowanymi oknami, na ich elewacjach śmieszą namalowane białą farbą „bramki” do gry w piłkę, natomiast część jest w naprawdę dobrym stanie.

Kilkanaście lat temu Barbara Klajmon, ówczesna Konserwator w Bytomiu a dziś Konserwator Wojewódzka rozpoczęła akcję totalnej rewitalizacji Zgorzelca. Częściowo się to udało – mówi o tym stan połowy obiektów i wpisanie do rejestru zabytków. Niestety, plan się nie powiódł do końca, bo kolonii nie chcieli zamieszkiwać młodzi ludzie, bytomscy artyści i ludzie wolnych zawodów. Szkoda. Więcej szczegółów i historię rewitalizacji możecie przeczytać w książce „Historyczne osiedla robotnicze” wydanej w 2005 roku przez Górnośląskie Centrum Dziedzictwa Kulturowego.
Roztacza się stąd świetny widok na Szyb Krystyna oraz tereny, które już niebawem mają być wykorzystane pod gigantyczne pole golfowe. Polecam wpaść tutaj jesienią. Naprawdę fantastyczna sprawa
Przebudowa dworca PKP w Katowicach. Boże chroń nas przed „atrapami”
Lipiec 24, 2009
Wczoraj zaprezentowano (no właśnie, co?) wizualizacje/pomysły/wizje/groźby przebudowy katowickiego dworca PKP. Przebudowa konieczna, zachowanie unikatowych kielichów wskazane, spełnienie nadziei mieszkańców – priorytetowe. Oglądając jednak te plany boję się…
Boję się, że w centrum miasta (jak słusznie zauważył internauta na portalu MMSilesia) powstanie druga Silesia City Center, miejsce, które bardziej będzie destruktorem przedsiębiorczości na katowickich ulicach i miejscem rozbijajacym tkankę miasta niż sprawnym funkcjonalnym i wygodnym sercem komunikacyjnym. Ruch w mieście generują tzw „strumienie ludzkie”, ruchliwe drogi i trakty, łączące najważniejsze miejsca. Prezydent Piotr Uszok zapewnia, że nowy dworzec wygeneruje nowe strumienie pomiędzy nim a pozostałymi ulicami. Na pewno? A nie „zatrzyma” ruchu w sobie samym? Czy zamiast siedzieć w mitycznych knajpkach na Mariackiej ludność miast i miasteczek aglomeracji nie usiądzie w KFC czy innej fabryce smacznego jedzonka właśnie w tym nowym centrum handlowym?

I jak to się ma do marzeń o stworzeniu „salonów miasta” wzdłuż Korfantego i Mariackiej? Słusznie punktuje tą nieścisłość również dr Krzysztof Nawratek. Nijak! Jedyne, co broni tego pomysłu to fakt, że miasto samo sobie oczywiście nie poradzi z takim wyzwaniem nigdy, więc MUSI całkowicie się podporządkować inwestorom. Teraz już byle jakim, bo szansę na lepsza i mądrzejsze działanie w tym zakresie kilka lat temu zmarnowało, co natomiast przypomniał Przemek Jedlecki w swoim blogu. Poza tym dworzec nie spełni już funkcji węzła KZKGOP, nie ma na to szans. Nie tu i nie w takim opakowaniu. I jeszcze jedno – jak słusznie zauważa na forum gkw „Kropek” co z terenami przyległymi? Czy pomijając je NEiver Polska stworzy nowe oazy zaściankowości a z dworca stworzy swoistą atrapę?
Także, przyznaję, jestem bezradny i bez pomysłu. Jednym z plusów tego, że powstanie cokolwiek jest fakt, że nie powinno już śmierdzieć, kisić się i kurzyć – tak jak teraz. Choć i tu nie jestem pewien, bo jak powiedział mi jakiś czas temu właściciel ostatniego fajnego (już zamkniętego) lokalu na dworcu „nie architektura była przekleństwem dworca, lecz jego zarządcy…”

Plan sytuacyjny, by Kropek z forum gkw
„Siedem Cudów Architektury woj. śląskiego” eksperymentem internetowym
Lipiec 21, 2009
Mija kilka dni jak ruszyło głosowanie na Siedem Cudów Architektury Woj. Śląskiego. Zafascynowany słynnym „New7Wonders” wymyśliłem sobie jakiś miesiąc temu, by zrealizować to u nas. Jako, że śląska MM-ka nie ma zbyt atrakcyjnego interfejsu do głosowania postanowiłem zrobić to razem z Telewizją Silesia i ich portalem. Wyszło fajnie, sporo trzeba było objeździć i obfocić, sporo selekcjonować, sporo się napalać. Dzięki dziennikarzom MMSilesii i życzliwym ludziom z Telewizji ruszyliśmy chyba z najciekawszym od wielu lat tego typu plebiscytem w regionie. I nie mówię tego buńczucznie, ze względu na autorstwo, ale ze względu na gigantyczne zainteresowanie i popularność akcji. Codziennie spływa kilkaset głosów – i to weryfikowanych mailowo. Dzwonią gminy, parafie, organizacje i zwykli ludzie. Przykre tylko, że Gazeta Wyborcza, Radio Katowice czy Dziennik Zachodni zachowały się troszeczkę „betonowo” i sprawy konkurencji wzięły jako priorytet, odmawiając nam współpracy w tej akcji.
Śląskie Fotodeje udają się notorycznie, photowalk również, Podróż za 1 bilet żyła aż 2 serie i do dziś jej oglądalność imponuje (dziękuję za maile i smsy z pochwałami. Tak, będę próbował reaktywować program). Cieszę się, że udaje mi się jako tako promować nasz region wśród nas samych i że coś sie ruszyło. Bo naprawdę na tym mi zależy pierwszorzędnie. Następny przystanek to przewodnik po Śląsku, tylko muszę wygrać w LOTTO trochę wolnego czasu.
„Siedem cudów” jest swoistym eksperymentem. To doskonałe badanie regionalnego internetu. Czy potrafimy się zjednoczyć we wspólnej sprawie? Porzucić forumowe wojny? Czy potrafimy docenić region i choć raz nie narzekać? Czy umiemy się zmobilizować i lobbować na rzecz obiektów ze swoich miast? Na razie widzę ostrą mobilizację w Bytomiu, Tychach i Rybniku i nieoficjalnie mogę powiedzieć, że widać to po ilości oddanych głosów
Z najnowszych informacji… Ustaliłem z Rafałem Kurowskim, szefem informacji w TVS, że obiekty, które trafią do finałowej grupy, być może odwiedzimy wspólnie z kamerą i wozem transmisyjnym. Także warto walczyć o darmowe reklamy dla naszych miast.
Czy mam faworytów? Mam. Co prawda to tylko blog, ale mimo wszystko nie będę tu nikogo forował. Na pewno 3 z tych 7 „moich cudów” to czarne konie i niedoceniane dotychczas obiekty.





















Ostatnie komentarze