Park pałacowy w Świerklańcu. Ostatnie żywe wspomnienie po “Małym Wersalu”
Luty 28, 2010
W parku w Świerkańcu byłem latem. Podobno o każdej porze roku to miejsce tętni życiem tak samo, nawet zimą. To specyficzne miejsce. Ogromny zielony grobowiec monumentalnej budowli, którą wspólcześni nazywali “Małym Wersalem” albo śląskim “Tadż Mahal”. Słusznie, bo pałac był swoistym podarkiem dla ukochanej kobiety.

źródło: wyburzone.pl
Najpierw na mokradłach po zachodniej stronie doliny Brynicy założono mały, bastionowaty zamek o neogotyckich rysach. Zamek otoczono fosą i sztucznymi grotami. Dziś pozostała z niego jedynie kupa gruzu, natomiast każdy uważny zauważy założenia fortyfikacji. W latach 70 XIX wieku Hrabia Guido Henckel von Donnersmarck wybudował około 750 metrów na zachód o zamku nowy pałac. Obiekt na “pełnym wypasie”, który, gdyby do dziś przetrwał, nie wyburzany m.in. przez czerwonoarmistów – na pewno byłby hitem na miarę Zamku w Pszczynie. Teren ten, zagospodarowywany już od XIII wieku od dwóch wieków siedział na sercu spiskim Donnersmarckom i był główną siedzibą ich rodu. Takim matecznikiem. Gigapałąc był natomiast prezentem hrabiego dla żony Blanki de Paiva. Po nikczemnym wyburzeniu w latach 60′ pałac, za przyzwoleniem wszystkich adekwatnych organów, praktycznie usunięto z powierzchni ziemi. Pozostał po nim jedynie układ dróg i podjazdów, fundamenty i Pałac Kawalera – jedyny zachowany element architektoniczny, dziś służący majętnym nowożeńcom oraz innym, nie wiedzącym co robić z kasą ludziom. Rzeźby lwów, strzegące pałacu dziś strzegą – cóż za uśmiech losu – pomnika lubianego przez PRLowskich historyków gen Świerczewskiego w jednym z parków leśnych w Zabrzu a brama wjazdowa do włości pałacowych dziś wita gości chorzowskiego ZOO.

160-hektarowy park, wbrew powszechnym opiniom nie jest tworem stworzonym dla Wersalu. Istniał już tam wcześniej. To pałac wkomponowano w park. Założony już w XVIII wieku jako typowy park leśny z czasem ewoluował w stronę parku angielskiego im bliżej pałacu przypominał jednak francuski. Bogaty starodrzew dziś sięga nawet 300 lat, natomiast zamiast sztucznych ruin, obelisków czy grot Donnersmarckowie postawili kościół kaplicę o bardzo ciekawym, nie tyle gotyckim, co mroczno-gotyckim wyglądzie. Kaplica do dziś istnieje i doskonale pozuje do zdjęć.
Świetną atrakcją, pozostałą Bogu dzięki do dziś jest zestaw rzeźb żeliwnych, które towarzyszyły dumnie pałacowi. Donnersmarck korzystał z usług francuskiego rzeźbiarza Emanuela Fremieta, który je wykonał. Przedstawiają walczące zwierzęta: pelikana i rybę, strusia i węża, jelenia i niedźwiedzia, konia i lwicę. Rzeźby odlane były w roku 1872 z żeliwa i posiadają jego sygnaturę. Kopie projektów co ciekawe do dziś siedzą niedaleko prawdziwego Wersalu, czyli w Muzeum d’Orsay w Paryżu.
Nie ma, nie ma wody na pustyni? Jest i to bardzo ciekawie wyglądająca
Luty 11, 2010
Świat ściga się o wodę, walczy o każde źródło, jezioro, rzekę czy zbiorniki podziemne. To scenariusz na rok 2040 może 2050 – w każdym razie za naszego pokolenia jeszcze. Państwa pustynne wydają miliony na hydroinżynierię, stosuje się różne techniki odsalania wód, ogranicza się nawadnianie. Przynajmniej tam, gdzie świadomość proekologiczna jako taka. Zebrałem kilka “worldwindowskich” fotek satelitarnych prezentujących najciekawsze połączenia wody i surowego niegościnnego klimatu. Tam, gdzie każda kropla jest cenniejsza od złota a jeziora i rzeki są ważne niczym bogowie.
Nawazibu w Mauretanii. Nigdy nie widziałeś tyle piasku i żelastwa…
Styczeń 25, 2010
Najwięcej statków i pociąg-gigant. Pomyślelibyście, że to wszystko na końcu świata? Trzeciego świata…
Drugim co do wielkości miastem Mauretanii, państwa leżącego w objęciach Atlantyku i Sahary jest Nawazibu. Port, jakiś czas temu stanowiący smakowity kąsek dla kolonistów portugalskich, hiszpańskich i francuskich na pewno pamięta jak kilkaset lat temu mijał go Bartłomiej Diaz w drodze na południe Afryki. Generalnie płynęły od tego czasu tędy tysiące albo i dziesiątki tysięcy statków. Przed wybudowaniem Kanału Sueskiego była to jedyna droga do Indii. Współcześnie niestety świadek również masowych ucieczek nielegalnych imigrantów z całej Afryki na pobliskie Wyspy Kanaryjskie.
Po wewnętrznej stronie smaganego falami oceanu półwyspu znajduje się największe na świecie cmentarzystko statków. Jak powstało? Krążą już o tym legendy. Nie, to raczej nie sztorm. To głupota.
W czasie Pierwszej Wojny w Zatoce Perskiej podobno schowało się tu trochę floty irackiej i sprzymierzonej, chcąc uniknąć sankcji czy przejęcia przez Amerykanów. Zostały tu na zawsze, bo w tym czasie zaczęła tworzyć się mielizna. Tyle mniej więcej mówi jedyny film na Youtube. Duża część statków to flota mauretańska. Głównie rybacka. Statki przestał wypływać, bo branżę dopadł kryzys, więc właściciele woleli je odstawić. Ciężkie jest życie rządu kraju, gdzie w przeliczeniu PKB na człowieka przypada 500 dolarów. Dlatego mimo wstępnych obietnic nie stać tego państwa na wysprzątanie wybrzeża. Ale może to i dobrze… Może jakiś rodzaj turystyki “wrakowej” zaproponować? Paintball na wraku? Nietypowy Counter Strike na żywo?

Rząd Mauretanii nie stać na pozbycie sie wraków - źródło: crodenas / panoramio
Więcej fotek z tych rejonów od pana Ray’a znajdziecie tutaj a jeszcze inną relacje tutaj
Ale to nie koniec niespodzianek. Z wspomnianego Nawazibu kursuje jedyny w Mauretanii pociąg, służący często turystom jako środek transportu wgłąb kraju. Wozi rudy żelaza z kopalń w Zuwiracie nad Atlantyk. To jedyny poważny dochód tego kraju. Transport na wagonach z rudą – gratis!
Ale nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że “Pociąg Mauretański”, bo tak się nazywa to najdłuższy pociąg na świecie. Ma zawsze minimum 200 wagonów i tym samym, wypełniony rudą jest najcięższym pojazdem kołowym świata. Nie znam się na kolejnictwie, ale nie wiem – jaka lokomotywa to uciągnie!? Czasem w rudzie przemycane są meteoryty i inne dziwności, znalezione na Saharze. Także należy wspomnieć, że mały port w Mauretanii jest też największym eksporterem meteorytów na świecie. Przeczytałem relację z wyprawy do Nawazibu i podróż pociągiem i wpisuję Mauretanię na moją prywatną listę miejsc z zaszczytnym tytułem “najbardziej odjechane zadupia świata”
Końca nie widać... / źróło: TheMoonIsBlue / wikipedia commons

źródło: forum scyscrapercity

źródło: forum scyscrapercity








































Ostatnie komentarze