Dougga, prawdopodobnie najlepiej zachowane rzymskie miasto w Afryce [zdjęcia, wideo]
Listopad 8, 2009

Nie Leptis Magna w Libii i nie Kartagina są najlepiej zachowanymi rzymskimi metropoliami. To położona w górach Atlas Dougga, stolica prowincji pustynnej, rzymska brama na Numidię i całą Afrykę, położona na spalonym słońcem płaskowyżu.
Dougga liczyła sobie w najlepszych latach nawet 6 tysięcy mieszkańców. Przybywały do niej karawany z całej Sahary ze złotem i kością słoniową. Sama handlowała oliwkami i niewolnikami. Być może tutaj przyprowadzono niewolnika – Jubę, czyli przyjaciela Maksimusa z filmu Gladiator. I być może to odosobnienie pomogło temu miasto przetrwać do dziś w bardzo dobrym stanie.
Do Douggi jechałem prawie cały dzień lokalnymi busikami, autobusem i przypadkowym transportem. Nie ma tu dobrych połączeń. Rzut kamieniem stąd już Algieria. Przed wejściem do ruin w małej budce siedzi Ahmed. Pracuje tu od 15 lat za 300 dolarów. Jest ojcem7-osobowej rodziny i codziennie dojeżdża tu lokalnym autobusem prawie 100km.
- Ciepło to mało powiedziane, to patelnia z 30 stopniami w najchłodniejszych miejscach. Mimo, że obiekt jest od 1997 na liście UNESCO, są dni, że przyjeżdża tu np tylko jedna para turystów – opowiada mi.
Dougge złupili i wyburzyli, przybyli tu z Hiszpanii Wandalowie. Wśród ocalałych budowli, dających kojący cień, zachował się monumentalny amfiteatr, ogromny Kapitol i Forum. Jest autentyczny układ ulic i mury domostw, wysokie nawet na 2 metry. Kolumny nie leżą, a stoją. uliczki usiana są brukiem z kamienia Gór Atlas. Mającego prawie 2 tysiące lat. Dougga przypomina trochę ateński Akropol – widoczna jest już z 50 kilometrów niczym klocki poukładane na gigantycznym stole.
Banska Szczawnica. Prawdopodobnie najpiękniejsze miasteczko Słowacji
Październik 8, 2009
Miasteczko, bo nie miasto. Najpiękniejsze, bo całkowicie zachowane i skutecznie schowane w dawnej górniczej dolinie. Schowane przez blokowiskami.
Do Bańskiej dostać się łatwo. Zarówno z B.Bystrzycy jak i Zdiaru i pobliskiego Zvolenia – jednego z większych węzłów na Słowacji. Miasteczko liczy jakieś 12 tysięcy mieszkańców, 20 lat temu liczyło 20, ale się stale wyludnia. Kiedyś królewskie miasto władców Węgier i górnicza chluba królestwa. Dziś nieco zapomniana, ale autentyczna i wpisana oczywiście na listę dziedzictwa UNESCO. Na Bańską Szczawnicę trzeba popatrzyć jak na historię Kopciuszka. Niepozorna dolina w Górach Szczawnicki, wcale nie cudownych widokowo i niewysokich. Dziura oddzielona łysymi wzgórzami, wcale nie zalesionymi. A jednak wystarczyło zaledwie kilkadziesiąt lat, by stała się jednym z najbogatszych miast Górnych Węgier z pierwszą w Europie górniczą szkołą wyższą.
Cesarstwo dbało o swoją złotą i srebrną zarazem perłę. Bystrzyca bogaciła, się, wwiercała dalej w doliny i pod ziemię. Specjalnie dla niej budowano system małych zbiorników zaporowych, stosowano tutaj po raz pierwszy proch strzelniczy w wyrobiskach podziemnych. Jednak w końcu minęła północ. Wojny, spory graniczne, spadek znaczenia handlu kruszcem i konkurencja zmarginalizowały miasteczko.Odkryte na nowo jako perełka architektoniczna i obowiązkowy przystanek na europejskiej trasie zabytków techniki.
Idąc przez miasto, niejako zawieszone jak hamak pomiędzy trzy główne dominanty – kalwarię, stary zamek i nowy zamek, widzimy autentyczne, średniowieczne założenie, jednak z nutką chaosu. To góry, tutaj ulice dostosowywały się do topografii, nie na odwrót. Wielkie wrażenie robi muzeum minerałów z podziemną trasą turystyczną, stary zamek, rodem z Van Helsinga oraz gigantyczna kolumna Św. Trójcy – największa na Słowacji. Postawili ją mieszkańcy po epidemii dżumy. Ci, którzy przeżyli.
Jak macie chwilę więcej to 5 minut autobusem od miasteczka leży jeden z piękniejszych założeń pałacowo-parkowych Słowacji – Svaty Anton.
Zamczysko Devin. Tam gdzie Karpaty toną w Dunaju
Wrzesień 5, 2009
Zamek Devin jest chyba najbardziej rozpoznawaną warownią na Słowacji, mimo, że tak naprawdę ostało się niego bardzo mało. Cała magia miejsca jednak to niespotykane połączenie ciekawostek historycznych, osobliwości przyrody i widoków, które tu można upolować.
Devin był kiedyś małą winiarską wioską, dziś jest dzielnicą Bratysławy, ale spokojnie – wciąż zupełnie niezurbanizowaną. Jeździ tu sporo autobusów. Zamek praktycznie wisi nad miejscowością, ale jeszcze bardziej “wisi” nad Dunejem. Na wapiennej, aczkolwiek jak się okazało dosyć odpornej skale stanęły 3 poziomy grodu oraz strażnica. Praktycznie niedostępna i do dziś nie rozumiem jak wybudowana. Jako pierwsi osiedli tu już Rzymianie, tworząc jedną z warniejszych fortec na północnej granicy. Potem naturalna twierdza służyła Wielkomorawianom, Węgrom, Celtom, Habsburgom, Napoleonowi. Komu z resztą nie służyła…
W miejscu gdzie skała wyrasta z ziemi z Dunaje łączy się Morawa, spora rzeka, wypływająca spod Śnieżnika. Bardzo fajnie widać jak jej czyste wody z mocno zamulonym Dunajem. Właściwie jakby Kawa z mlekiem tu płynęła…
Dla tych, którzy przyjadą do Devina na dłużej niż kilka godzin, polecam wgłębić się w Małe Karpaty, które w tym miejscu są początkiem/końcem długiego na kilka tys. km łuku. Można udać się żółtym szlakiem na Devinską Kobylę skąd roztacza się masakrycznie piękny widok. Wiele widziałem w życiu, ale ten należy do moich absolutnych faworytów. Dojrzymy stąd Bratysławę, zamek, wstęgę Dunaju a nawet Wiedeń. Niebieski można natomiast dotrzeć do unikatowych w skali Europy Środkowej górskich wydm. Wiedzie łągodnym i spokojnym traktem nad doliną Morawy. Nagrałem nawet amatorskie wideo z podobnej “wyprawy”.


















Ostatnie komentarze