Bułgaria: Jakie wycieczki fakultatywne ze Słonecznego Brzegu? [OPINIE]

Czerwiec 11, 2011

Udając się do Bułgarii zazwyczaj lądujemy w Burgas lub Warnie, co wcale nie znaczy, że, jeśli wykupiliśmy wycieczkę z biura – trafimy w okolice tych miast. Czasem biuro podwozi nas z Warny do Słonecznego Brzegu czy Nesseberu i z Burgas do Złotych Piasków czy Obzoru na północy.

Wycieczki fakultatywne, Bułgaria w JEDNYM MIEJSCU – opisy, ceny – zobacz!

Zawsze polecam zwiedzanie kraju na własną rękę. Jeśli już jednak zapłaciliśmy w miarę atrakcyjną cenę (np. 1300-1400 zł za 14 dni) za zabezpieczenie spania, jedzenia – jak mówię na hotel z biura – resztę pieniędzy można zainwestować w zwiedzanie na własną rękę. Potrzebny jest jednak przewodnik, mapa, notes, długopis i odrobina wiedzy kulturowej, geograficznej. Wiadomo, nic nie zastąpi zwiedzania kraju z punktu A do punktu B, kiedy zazwyczaj więcej zobaczymy, niż zwiedzanie kraju cały czas z punktu A.
Najlepiej zwiedzać dany kraj na początku (jeśli jesteśmy 2 tygodnie), gdyż potem z biegiem dni, jeśli staniemy się przemęczeni czy znudzeni – możemy rozpocząć tzw. tydzień leżenia na plaży. U mnie zazwyczaj ogranicza się od do jednego dnia, chyba, że zabawę z morzu wyhaczamy w zupełnie innych miejscach, niż zatłoczone plaże kurortów.

I tak na przykład wycieczki fakultatywne, które są średnio 50% droższe niż te, które możemy zorganizować sobie sami, nie obejmują takich świetnych miejscówek jak Rezerwat Pobiti Kamani, Półwysep Emona, Góry Sine, Buzludja, Plaża Irakli, port wojenny w Warnie czy Płaskorzeźba Trackiego Jeźdźca w Madarze. Wszystkie one leżą godzina-dwie drogi od zatłoczonych kurortów. Słowo!

panorama sunny beach

Panorama Słonecznego Brzegu, Sunny Beach from Nessebyr

No dobrze, a teraz subiektywne resume na temat oferowanych wycieczek fakultatywnych na bułgarskim wybrzeżu:

Istambuł 1 dzień – lipa, męka pańska, 2/3 wycieczki to ściskanie się z busie i słuchanie narzekania rodaków lub Rosjan. Fatalna organizacja – wszystko wygląda jak wyścig sprinterski.

Istambuł 2 dni – Już lepiej. To miasto wygląda cudownie wieczorem, hotele są w miarę przytulne. 2 dni to absolutne minimum, aby posmakować tego miasta. Uroki wycieczki skutecznie pogorszy zły przewodnik lub niesprawny autokar.

Istambuł 3 dni – Idealny pakiet, ale szczerze mówiąc taniej i chyba lepiej wyjdzie samodzielna wyprawa busem z Burgas, Plovdiw, tani hostel. Cena tych wycieczek to absolutna przesada, sięgająca czasem połowę pobytu w Bułgarii.

Sozopol – Rzeka Ropotamo - Tylko dlatego, że do Ropotamo nie jest łatwo się dostać, można spróbować. Ale jak wstaniecie o 5.00 i dotrzecie o 8.00 do Sozopolu to na pewno uda Wam się dostać na rejs rzeką. Wtedy jest więcej czasu np. na okoliczne wydmy czy skaliste klify pomiędzy doliną rzeki a Sozopolem. Samo miasto – tylko samodzielnie.

Warna, zwiedzanie i Delfinarium – Z biura to głupota. Autobus z kurortów kosztuje 10-15 zł – po godzinie jesteśmy na miejscu. Zwiedzamy sobie więcej, niż w czasie wycieczki. Polecam spacer na falochrony i pod port morski. Taksówką za kolejne 15-20 zł podwiozą Was do rezerwatu Pobiti Kamani i poczekają (dojeżdżają , załatwiają :) ). A na dodatek, jeśli macie zapas czasu można podskoczyć do Balczika.

Sofia, Monastir Rilski – Długo, drogo i daleko. Ale tak naprawdę to jedyna okazja, by za rozsądną cenę spróbować zachodu kraju. Wschód Bułgarii to rejon na osobne wakacje tak naprawdę. Samodzielnie nie uda nam się raczej w podobnej cenie i czasie zobaczyć tego samego. Można, ale tylko dla żądnych zmiany klimatu na 2 dni.

Wielkie Tyrnowo, Arbanasi, Etyra – Warto. Środek Bułgarii, ale transfer przez góry, dlatego ciężko w ciągu 1 dnia samodzielnie to sobie rozplanować, kilka miejsc w ciągu jednego dnia. Wielkie Tyrnowo to niesamowite miasto, jedno z ciekawszych jakie widziałem.

Dolina Trackich Królów, Szipka, Dolina Róż – Łatwiej dostępna z kurortów, Ale na upartego jeśli wcześnie dotrzemy do Kazanłyku – sami damy radę obaczyć grobowce, wybraną plantację róż. Ciężej z dojazdem co cerkwi pod Szipką i na samą przełęcz. A miejsce zapiera dech w piersiach – choć są lepsze widoki i bliższe jak np:

Sliven, Niebieskie Góry - Koniecznie samodzielnie. Do miasta dojedziemy nawet na 10:00 – taksówką pod wyciąg i po 45 minutach jesteśmy na szczycie Gór Sinych. Kosmicznego miejsca, z niesamowitymi widokami, przyrodą i generalnie z małą ilością turystów. Kolejka działa zawsze, nawet tylko dla 2-4 osób.

Płovdiw, Baczkowo – Jest milion połączeń na linii Burgas – Płowdiw, więc po co przepłacać. Monastyr nie jest aż tak daleko od miasta. Z ręką na sercu polecam samodzielną wycieczkę, tylko należy pojechać pierwszym lub drugim kursem z Nessebyru, Burgas czy Słonecznego Brzegu.

Nessebyr, Pomorje – Samemu!!! Cena nie przekroczy 4 biletów komunikacji podmiejskiej! Jeśli w ogóle miałeś w planach fakultatywnie zwiedzić te miasta, to raczej nie powinieneś już nigdy wchodzić na tego bloga (!!!!)

Reszta wycieczek to wyciągacze kasy. Wszelkie wieczory lokalne, safari, rejsy statkiem, nurkowania i inne „zapychacze wolnych dni” znajdziecie zawsze i wszędzie o wiele taniej poza hotelami i rezydentami! Polecam jednak wypożyczyć rower, albo rower wodny i zrobić sobie safari samodzielnie.

Share

Bratysława po zmroku, nocą i generalnie podświetlona [ZDJĘCIA]

Czerwiec 8, 2011

Nie wiem czy już wspominałem, co urzekło mnie w dawny Preszburgu. Nie był to Dunaj, który ładny jest 15 km na zachód przy ujściu Morawy a w Bratysławie ogranicza się do nudnych, betonowych bulwarów z dziesiątkami budów snobistycznych apartamentowców czy też pomalowanymi murami (Np z napisami Ruch Chorzów! SIC). Świetnie prezentuje się nocą tzw Novy Most, którwgo pylon główny ma 85 metrów i zwieńczony jest restauracją na pół tysiąca osób, zwaną potocznie „Spodkiem”. W lokalu nie ma miejsca dla backpackersów, jest drętwo, drogo i zaściankowo. Niedaleko parkują głównie terenówki z napędem na cztery koła i słowackie wersje dyskotekowych Beemek. Niemniej jednak na sam most warto wejść, by zerknąć na wzgórze zamkowe. Zwłaszcza przy zachodzie słońca. Po 21.00 most jest podświetlany i stanowi jedną z największych atrakcji miasta. U „nasady” przeprawy mieściła się kiedyś żydowska dzielnica, dziś nie ma po niej prawie śladu.

Do trasy szybkiego ruchu, wylewajacej się z mostu, przylega niewielka starówka, otoczona małym fragmentem murów miejskich. Warte uwagi są na niej na pewno zachodnie rejony 0 ulica Basztowa, Kapitulska i Farska, które zachowały ślady dawnych, doskonale zakonserwowanych habsburskich plenerów. Dominantą tu na pewno jest dumny „Dom Svateho Martina”, mimo, że ma tylko jedną wieżę. Okolice Hlavnego Namesti zawsze zatłoczone, ale podczas spaceru pomiędzy zaliczanymi w tutejszych knajpkach Zlatymi Bażantami szukałem dosyć znanych znaków rozpoznawczych starego miasta – czyli mosiężnych rzeźb z ulicznego teatru rodem: Czumil, robotnik wychodzący z kanałów, paparazzi czy napoleoński żołnierz. Właściwie na początku nie wiadomo czy to jest instalacja martwa czy mim. Pojeźdźcie i sprawdźcie sami

Poniżej mała galeria i kilka linków, co warto zobaczyć w okolicy Bratysławy. Spałem w hostelu Czerwona Gwiazda. Trochę komuny, ale liczyłem na więcej

Share

Podróżowanie po Tunezji: Louages (luaż), kolej, autobusy

Czerwiec 1, 2011

fot. Tab59 http://www.flickr.com/photos/t_abdelmoumen/3553262171/Kolej w Tunezji

Transport w Tunezji jest o wiele bardziej rozbudowany niż w Algierii, Libii czy Egipcie. Prawdopodobnie tutaj właśnie pracuje najwięcej „luażystów”, czyli prywatnych przewoźników-taksówkarzy w 3 klasach taksówek. I to właśnie Louages są najpopularniejszym i chyba najlepszym środkiem transportu dla tych, którzy chcą poeksplorować ten kraj samodzielnie.  Są jednak trzy różne rodzaje przewozów, rozróżniane kolorem paska na boku samochodu. Samochody z paskiem czerwonym – kursują pomiędzy miastami całej Tunezji, przewiozły mnie do Tunisu, wgłąb Tunezji i na wschód. Raz się przejechałem, otworzone szyby i przeciąg – leżałem 3 dni w łóżku, poza tym wywieziono nas gdzie indziej, niż było ustalone. No ale czerwone biorą „na pokład 9 osób”. Nas były 2, więc lokalni nas przekrzyczeli: „wysiadać!”. Białe louages z paskiem niebieskim – kursuja lokalnie (np. z dalekich dzielnic dużych miast, pomiędzy enklawami turystycznymi a miastami), Taksówki całe w kolorze żółtym kursują lokalnie jak zwykłe taxi, biorą 3 osoby zazwyczaj i… same podjeżdżają po Ciebie, trąbią, wystarczy, że spojrzysz się na samochód. Uwaga! Warto korzystać z takich natrętnych (oczywiście, gdy potrzebujemy), bo można zbić cenę i zajechać daleko nawet za 2 dinary. Generalnie ten transport nie jest drogi, polecam, gdyż w każdym mieście w Tunezji znajduje się specjalny Louages Station, czyli… dworzec taksówek

Sousse – Tunis
ok. 7 DT.
Sousse – Mahdia
ok. 3 DT.
Sousse – Nebeul
ok. 5 DT.
Sousse – El Jem ok. 4 DT

Kolej w Tunezji oparta jest oczywiście na inwestycjach francuskich, jest strasznie powolna, starodawna ale tania. Pociągi kursują bardzo wolno, okna się nie otwierają lub nie zamykają. Na wschodnim wybrzeżu działa przydatna linia zwana „metro”, łącząca Mahdię, Monastir i Sousse. Generalnie pociągiem nie warto podróżować, bo traci się czas, chyba, że raz -rekreacyjnie, w celu bliższej obserwacji tudzież zapoznania się z kimś „z ludu”

Autobusy przedsiebiorstwa STS lub innych mniejszych kursują pomiędzy większymi miastami i są droższe od kolei i louages. Niemniej jednak chyba najbardziej komfortowe. Rzęchów nie uświadczymy, są punktualne i bezpieczne. Autobusem wracałem z dalekiej Douggi w kierunku Tunisu, bo… nie było louages. Dlatego wytrawny podróżnik powinien rozplanować sobie podróż w kombinacji louages – autobus i – ewentualnie – autostop.

 

Share

Urzekający Morawski Kras. Mapa, zdjęcia, poradnik

Maj 31, 2011

Przepaść Macocha, rejs podziemną rzeką, szlaki w dolinach? Wyobraźcie sobie naszą Dolinę Prądnika, tylko kilka razy większą i bardziej spektakularną.

Morawski Kraj jest jednym z najczęściej odwiedzanych miejsc w Republice Czeskiej. A już z pewnością z kategorii „cuda natury”. Ludzie przyjeżdzają tu głównie dla 3 rzeczy:

  • Dla słynnej Macochy – przepaści, powstałej po zapadnięciu się stropu jaskini, przypominającej ogromne studnie krasowe Meksyku czy Nowej Gwinei
  • Dla rejsu podziemną rzeką – Punkvą w systemie jaskinionym tejże właśnie rzeki, pośród cennej szaty naciekowej
  • Krasowych dolin i wąwozów, które może nie są tak bogate w ostańce i skałki jak nasza Jura, ale wyróżniają się wilgotnym mikroklimatem i magią

Punktem wypadowym najlepszym do Krasu jest Blansko. A wcześniej Brno. Pociągi osobowe z Brna do Blanska jeżdzą dokładnie co pół godziny i kosztują 20 koron czeskich. Z Blanska do Skalnego Mlyna idzie się godzinę zielonym szlakiem lub 5 minut podmiejskim busem. Sporą atrakcją przy wejściu do Jaskini Punkevnej jest kolej linowa, któa wywozi nas na krawędź doliny, gdzie możemy obejrzeć Macochę z góry. Dużo lepiej prezentuje się jednak z dołu. To niesamowity widok, aż niepasujący do regionu, położonego 300 km od Katowic.

Co ciekawe okolice Krasu są swietnym punktem noclegowym, dla tych, którzy chcą zwiedzić Brno, Sławków i okolice. Czemu? Bo tutaj ceny noclegów są agroturystyczne – a w Brnie – kosmiczne.

 

Share

Karpacz, Samotnia, Strzecha Akademicka, Słonecznik, Kotły. Skondensowane Karkonosze

Maj 29, 2011

Pierwszy raz w Karkonoszach. Setki starych niemieckich pocztówek w głowie, trochę map na pamięć, dużo nadziei z tym związanych. Bo to przecież „Góry Olbrzymie”. Dosyć magiczne, groźne, trochę takie anglosaskie – jak Harz, góry Szkocji czy Szumawa. Czyli stare, zamglone i nieprzyjazne. Rzeczywiście takie były z daleka, gdy bus mijał łukiem stawy rybne w Kotlinie Jeleniogórskiej a one wyrastały zza pól.

Bez sensu była wędrówka z Karpacza, czarnym szlakiem do Białego Jaru, gdzie w roku 1968 zeszła najtragiczniejsza lawina w historii polskich gór (o tym już niebawem w osobnym wpisie). Dlaczego? Bo połowa trasy biegła wzdłuż nowo budowanej kolejki linowej w kierunku Kopy.

Trasa do przejścia w kilka godzin lub połowę dnia biegnie ze schroniska Strzecha Akademicka (średnia obsługa) w dół szlakiem niebieskim do Kotła Małego Stawu, jednego z najbardziej kultowych miejsc w Karkonoszach. Oczywiście za sprawą Schroniska Samotnia, dużo mniejszego niż SA, ale w sumie popularniejszego. Stojąc przy brzegu polodowcowego jeziora widzimy ogrom pracy lodowców w Karkonoszach, mimo, że to zaledwie ponad 1000 metrów. Babia Góra czy Pilsko mają dużo więcej a lodowce ich nie uświadczyły. Zrobiłem tu panoramę z ręki – można zerknąć poniżej.

Mały Staw Samotnia

Kocioł Małego Stawu, po lewej Samotnia po prawej morena czołowa

Dalej szlakiem kierujemy się wzdłuż moreny bocznej, aby dotrzeć do zielonego szlaku, którym możemy wejść do drugiego kotła – Wielkiego Stawu, zwiększam jednak pętlę, kierując się żółtym szlakiem na Pielgrzymy i dalej Słonecznik – skalne miasta położone pod płaską (Skały Pielgrzymy) i na płaskiej (Słonecznik) grani grzbietu głównego. Podejście łagodne, ale wyjątkowo mordercze, z daleka wydawało się krócej i łatwiej, ale było wymagająco. Trasa od Słonecznika do krawędzi Małego Kotła należy do najbardziej ekscytujących i niebezpiecznych w tych górach. Gdy jest wilgotno, a zazwyczaj jest, powietrze wiruje, chmury tańczą a w Kotłach, nad którymi „wisimy” 100-200 metrów gotuje się zupa z pary wodnej, chłodu, lodu i śniegu. Jestem tu w maju, śniegu sporo, nawisy wciąż groźne a na dole jeszcze popękana kra.

Kocioł Wielkiego Stawu z czerwonego szlaku
Kocioł Wielkiego Stawu z czerwonego szlaku.

Karkonosze są nudne na szczytach i ciekawe tuż pod nimi. Rzeczywiście wychodząc na Równię pod Śnieżką czujemy się jak na Półwyspie Kola czy syberyjskiej tundrze. Niska roślinność, porosty, kamienie, płasko, mokro, bagiennie. Latając nad górami łatwo zobaczyć, że ten „bochenek” jest od południa i północy kąsany przez kotły polodowcowe – zimą śmiertelnie groźne z powodu lawin.

Do schroniska Strzecha Akademicka wracam przewiany i spocony. Na szczęście moja nowa kurtka z 4F z membraną 15 tys. świetnie się sprawdziła. To był pierwszy test polskiej myśli outdorowej i jestem zadowolony (O tym te więcej niebawem). Z widoku z okna Strzechy z resztą też. Był na południe, skalne ściany Kotła Małego Stawu wyglądały przez nie jak olejny obraz bliżej nieokreślonego impresjonisty.

Pokaż trasę Karkonosze Pętla na mapie google

Share

Cape Nos Emona. Zapomniany przylądek, gdzie fale kroją skały

Maj 15, 2011

Jest takie miejsce blisko gwarnego Słonecznego Brzegu, gdzie zalesionymi dolinami nad morze schodzą stada krów i owiec, rolnicy uprawiają ziemię wystawioną na morskie wiatry, Morze Czarne kroi skały w plasterki, aż widać pięknie warstwa po warstwie. Woda jest tu szmaragdowa a ludzi prawie zero.

Jak tu dotrzeć? Trudno, ale dla uciekających przed zgiełkiem kurortów chyba to nie problem. Można pieszo od Świętego Własa i Elenite kamienistą plażą jakieś 3-4 km marszu, jednak trzeba pamiętać o zabezpieczeniu głowy. Piekące słońce od prawej, rozżarzone skały po lewej, idziemy jak w piekarniku. Nic dziwnego, że zatrzymaliśmy się przed samym przylądkiem na jednym z małych skalistych półwyspów, gdzie można było ponurkować, poskakać, poleżeć na skalnych półkach i poczytać książkę. A wszystko przez zostawiony ni stąd ni zowąd… fotel. Tuż nad urwiskiem. Na przylądek można dotrzeć też od strony wsi Elenite. Też ciężko, ale przynajmniej poznajemy uroki bułgarskiej prowincji. Jest jeszcze trasa plażą od północy. Tylko dosyć długa, od Obzoru to jakieś 10 km.

Przylądek lubią surferzy, którzy w spokoju szaleją tu, gdy od wschodu idzie wyższa fala. Miłośnicy przyrody z pewnością zawitają do rezerwatu Irakli (Herkules), chronionego fragmentu plaży w północnej części półwyspu. Na samym końcu na cyplu znajduje się baza wojskowa i latarnia morska. Warto zaznaczyć, że przylątek to miejsce, gdzie góry Stara Płanina wpadają stromo do Morza, więc jest to jakby początek górzystych Bałkanów lub wschodni kraniec gór Europy.

Przylądek Emona to prawdopodobnie najbardziej sztormogenny fragment wybrzeża Morza Czarnego. Dlatego warto sprawdzić pogodę, przed wyprawą. Więcej zdjęć:

Share

« Poprzednia stronaNastępna strona »