Ruiny Kerkouane – Punickiego miasta schowanego pod piaskiem

Czerwiec 4, 2010

ruiny Kerkouane

Ruiny Kerkouane od strony zachodniej

Kerkouane nie ma nazwy, lecz jedynie przydomek nadany przez francuskich archeologów w 1956 roku. To Fenicka kolonia zniszczona w kwiecie wieku w czasie Pierwszej Wojny Punickiej. A Rzymianie lubili zasypywać zdobyte miasta solą i popiołem, więc Kerokuane nie odbudowywali. I dobrze, bo dzięki temu w Tunezji zachowało się prawdziwe punickie miasto handlowe ze swoją unikatowością i ciekawym położeniem na półce skalnej nad morzem. W okolicznym muzeum można obejrzeć mase skarbów z wykopalisk oraz model miasteczka. Wędrując zachowanymi ulicami zobaczymy gdzieniegdzie mozaikę w dawnej łazience, kibelek, wannę, czy pozostałości kanałów kanalizacyjnych.

W 1982 r. Kerkouane wpisano na Listę Światowego Dziedzictwa Przyrodniczego i Kulturalnego UNESCO. Zobaczcie więcej moich zdjęć z tego miejsca:

  • Share/Bookmark

Leskowiec, Madohora, Łysina. Weekendowa wędrówka po Beskidzie Małym

Kwiecień 17, 2010

Bardzo fajny pomysł na mało znane pasmo górskie, jakim jest Beskid Mały. Ze Śląska jedziemy autobusem lub pociągiem w kierunku Wadowic, Andrychowa lub Kęt. Stamtąd kierujemy się do miejscowości Rzyki lub Jagódki. Autobus PKS dowozi nas pod sam początek szlaku tzw. „papieskiego”, którym bardzo ostrym podejściem wchodzimy na Leskowiec. Górny odcinek szlaku zwany jest  Gronią Jana Pawła II na pamiątkę jego tutejszych wędrówek.

Najciekawsza geomorfologicznie jednak z pewnością jest grań Madohory. Szczyt, zwany też łamaną Skałą jak sama nazwa wskazuje, obfituje w wiele ciekawych, subtelnie pochowanych w lasach formacji skalnych. W 1961 r. utworzono tutaj Rezerwat Madohora, ma on powierzchnię ponad 70 ha i chroni naturalny, górnoreglowy bór świerkowy, a także bujne runo leśne. Tuż pod szczytem, jakieś 10 minut przedzierania się przez krzaki można znaleźć jeden z ciekawszych beskidzkich wodospadów. Jest to strużka potoku Dusica, która spada z 2 metrów nad… niewielką Jaskinią Komonieckiego. Niestety nie udało mi się do niej dotrzeć mimo, szczerych chęci. Najlepiej spróbować, gdy opadną liście. W środku pasma można zrobić nocleg namiotowy, co też uczyniłem (akurat na Polanie Patykówce). Jednak dla bardziej wytrwałych proponuję szlak północny – czerwony przez schronisko na Kocierzy. Ja wybrałem krótszy, zielony, by na koniec dotrzeć do niesamowitego kompleksu skalnego w Ściszków Groniu i aby obejrzeć Kotlinę Żywiecką z góry. – Wsiadajcie, co będziecie tak dreptać – zaproponował nam pewien Czech i tym samym z naprawdę pięknie połozonej wioski Łysina (coś niesamowitego) szybciutko zjechaliśmy do Gliwic [edit: hehe oczywiście Gilowic :P] (miejscowość rodzinna Tomasza Adamka). A potem już prosto na Śląsk.


  • Share/Bookmark

Park pałacowy w Świerklańcu. Ostatnie żywe wspomnienie po „Małym Wersalu”

Luty 28, 2010

W parku w Świerkańcu byłem latem. Podobno o każdej porze roku to miejsce tętni życiem tak samo, nawet zimą. To specyficzne miejsce. Ogromny zielony grobowiec monumentalnej budowli, którą wspólcześni nazywali „Małym Wersalem” albo śląskim „Tadż Mahal”. Słusznie, bo pałac był swoistym podarkiem dla ukochanej kobiety.

źródło: wyburzone.pl

źródło: wyburzone.pl

Najpierw na mokradłach po zachodniej stronie doliny Brynicy założono mały, bastionowaty zamek o neogotyckich rysach. Zamek otoczono fosą i sztucznymi grotami. Dziś pozostała z niego jedynie kupa gruzu, natomiast każdy uważny zauważy założenia fortyfikacji. W latach 70 XIX wieku Hrabia Guido Henckel von Donnersmarck wybudował około 750 metrów na zachód o zamku nowy pałac. Obiekt na „pełnym wypasie”, który, gdyby do dziś przetrwał, nie wyburzany m.in. przez czerwonoarmistów – na pewno byłby hitem na miarę Zamku w Pszczynie. Teren ten, zagospodarowywany już od XIII wieku od dwóch wieków siedział na sercu spiskim Donnersmarckom i był główną siedzibą ich rodu. Takim matecznikiem. Gigapałąc był natomiast prezentem hrabiego dla żony Blanki de Paiva. Po nikczemnym wyburzeniu w latach 60′ pałac, za przyzwoleniem wszystkich adekwatnych organów, praktycznie usunięto z powierzchni ziemi. Pozostał po nim jedynie układ dróg i podjazdów, fundamenty i Pałac Kawalera – jedyny zachowany element architektoniczny, dziś służący majętnym nowożeńcom oraz innym, nie wiedzącym co robić z kasą ludziom. Rzeźby lwów, strzegące pałacu dziś strzegą – cóż za uśmiech losu – pomnika lubianego przez PRLowskich historyków gen Świerczewskiego w jednym z parków leśnych w Zabrzu a brama wjazdowa do włości pałacowych dziś wita gości chorzowskiego ZOO.

160-hektarowy park, wbrew powszechnym opiniom nie jest tworem stworzonym dla Wersalu. Istniał już tam wcześniej. To pałac wkomponowano w park. Założony już w XVIII wieku jako typowy park leśny z czasem ewoluował w stronę parku angielskiego im bliżej pałacu przypominał jednak francuski. Bogaty starodrzew dziś sięga nawet 300 lat, natomiast zamiast sztucznych ruin, obelisków czy grot Donnersmarckowie postawili kościół kaplicę o bardzo ciekawym, nie tyle gotyckim, co mroczno-gotyckim wyglądzie. Kaplica do dziś istnieje i doskonale pozuje do zdjęć.

Świetną atrakcją, pozostałą Bogu dzięki do dziś jest zestaw rzeźb żeliwnych, które towarzyszyły dumnie pałacowi. Donnersmarck korzystał z usług francuskiego rzeźbiarza Emanuela Fremieta, który je wykonał. Przedstawiają walczące zwierzęta: pelikana i rybę, strusia i węża, jelenia i niedźwiedzia, konia i lwicę. Rzeźby odlane były w roku 1872 z żeliwa i posiadają jego sygnaturę. Kopie projektów co ciekawe do dziś siedzą niedaleko prawdziwego Wersalu, czyli w Muzeum d’Orsay w Paryżu.

  • Share/Bookmark

Następna strona »