Modernizm i funkcjonalizm na Górnym Śląsku. A może produkt turystyczny?

Październik 1, 2011

Kilka lat temu,gdy zajmowałem się architekturą modernizmu oraz urbanistyką funkcjonalną, dosyć intensywnie pracowaliśmy w zakładzie Geoekoturystyki nad produktami turystycznymi dla Śląska. Wraz z Krzysztofem Gierakiem, który skupiał się nad rowerowymi trasami, spinającymi w klamrę zwiedzanie obiektów poprzemysłowych wysłano nas do Niepołomic na konferencję dotyczącą krajobrazów kulturowych, aby pokazać, że nasz region również może proponować nieszablonowe, ciekawe klucze do zwiedzania atrakcji turystycznych. Lata minęły i tak na dobrą sprawę dalej nikt na poważnie nie zajął się budowanie nowych produktów oprócz Szlaku Zabytków Techniki. Trudno też uznać za gotowy produkt pod roboczym tytułem „Szlaku Architektury Modernistycznej Katowic”, ograniczający się do infokiosków i kilku informacji prasowych.

A tak naprawdę aż prosi się o opracowanie kilka szlaków tematycznych na pograniczu atrakcji kulturowych i obszarowych: Założenia osiedli patronackich, architektura modernistyczna Bytomia, Zabrza, Gliwic, Zagłębia, wczesne socrealistyczne założenia urbanistyczne Stroszka, Batorego, Koszutki, Tychów czy przyzakładowe parki, które w różnym stanie przetrwały do dziś. Wrzucam tą notkę właściwie dlatego, że odnalazłem mój poster, część projektu, który zarzuciłem jakiś czas temu, kończąc studia. Kto wie, może moja żona, obecnie doktorantka Uniwersytetu Ekonomicznego pociągnie temat pod kątem promocji regionalnego produktu turystycznego, czym się zajmuje.

KLIKNIJ W OBRAZEK – POWIĘKSZ

Share

Industrial Ski, czyli biegówki z hałdą i kominem w tle

Styczeń 5, 2011

Gdy 5 lat temu przygotowywałem projekt ścieżek rowerowych w Zabrzu, śladem dawnych kolei dojazdoych, nasypów i pozostałości po infrastrukturze poprzemysłowej nie byłem jeszcze zapalonym back-countrowcem. Teraz analogicznie wypróbowałem megaindustrialny krajobraz Bytomia Szombierek, Bobrka, Miechowic i Mikulczyc na wyprawę narciarską. Prawie 10 km bocznymi ścieżkami, nieczynnymi torami, terenami dawnych zakładów przemysłowych, tunelami i nasypami. Bez konieczności ściągania nart i przechodzenia przez ulicę, czy jakąś dzielnicę. To jest kolejna rzecz, którą mamy u nas a nie ma nigdzie indziej. No i łagodny zjazd z hałdy na deser. Polecam!

Także do rowerów na nasypach, wycieczek indynature czy wycieczek śląskimi tramwajami polecam zimą śladówki. Czy ktoś jeszcze próbował?

Share

Największe parki miejskie w Europie. Niekoniecznie chorzowski WPKiW

Maj 4, 2010

W powszechnej opinii wielu Polaków, jesteśmy w posiadaniu jednego z NAJ w kategorii parki miejskie. Chodzi o chorzowski Park Kultury i Wypoczynku, budowany w czynie społecznym za zarządzeniem wojewody Gen. Jerzego Ziętka w latach piećdziesiątych. W wielu publikacjach pisze się, że jest największym tego typu założeniem w Europie. To nieprawda. Jest ogromnym i z pewnością wybitnym dziełem architektury krajobrazu, liczącym sobie 600 hektarów, ale w Europie są od niego większe parki. Dokładnie 5, w tym jeden w Polsce. Mowa o Leśnym Parku Kultury  Wypoczynku „Myślęcinek” na północy Bydgoszczy. Liczy sobie 850 hektarów i mnóstwo terenów reklreacyjno-sportowych. Twórcy Myślęcinka mieli łatwiej niż Ziętek, który najpierw próbował swoich sił jako zamawiający park w Radzionkowie, gdzie wcześniej powstała miniaturka WPKiW. W Bydgoszczy do założenia parku wykorzystano naturalny teren, deniwelacje, cieki wodne i młodoglacjalny krajobraz. W Chorzowie twórcy mieli do wykorzystania niezamieszkałą plombę pogórniczych i pohutniczych nieużytków, wałów, zapadlisk i hałd.

Europa. tutaj tradycja tworzenia parków miejskich jest nie tyle dluższa niż w Polsce, ale i bardziej rozbudowana. Powstawały parki miejskie leśne, parki łąkowe, parki miejskie japońskie, miejskie alpinaria, parki rekreacyjne itd itp. Najbliżej chorzowskiemu gigantowi jest zapewne do Parku Montsanto w Lizbonie. Portugalczyk Keil de Amaral stworzył go w 1934 roku na terenach zdewastowanych i zerodowanych – nie przez przemysł lecz rolnictwo podmiejskie. Park jest całkowicie obsadzony drzewami. Przewagą są sosny, ale są też inne rośliny, które są reprezentatywne Portugalii. Jest tu fragment naturalnego lasu iberyjskiego, dąb, trochę dębu korkowego, dąb wiecznie zielony i kilka innych, z których wszystkie podkreślają różnorodność krajobrazu. Z parku, położonego na wzgórzu rozlega się widok na metropolię i Atlantyk. Ma niecałe 1000 hektarów.

W Londynie od kilku wieków rodzina królewska skrupulatnie dbała o swoje 8 parków wypoczynkowych. Lata mijały i parki przeszły w ręce poddanych. Największy z nich – prawie 1000-hektarowy Richmond Park ogrodzony był już od drugiej połowy XVII wieku, ale specyfiki dodaje mu stado wolnożyjących Danieli czy rezerwat Jelonka Rogacza. Wszystko w granicach Wielkiego Londynu.

Podobny do niego ale nieco bardziej „ogólnonarodowy” jest Phoenix Park w Dublinie. Ma 800 hektarów i sporo zabytków pomiędzy swoim ogrodzeniem. Znajdowała się tutaj siedziba wicekróla Anglii i prezydenta Wolnej Irlandii, Opactwo Joannitów i wiele innych. Park służy głównie jako przestrzeń do wydarzeń plenerowych – muzycznych i sportowych, co nie przeszkadza, by swobodnie czuła się w nim dzika zwierzyna.

Share

Katowice, nie moje miasto. Walka o Europejską Stolicę Kultury [Blogowo]

Listopad 26, 2009

Bajzel. Katowice startują w wyścigu o Europejską Stolicę Kultury. Niech pochłoną mnie do kolan wody Rawy, jeśli moje malkontenctwo w tym temacie okaże się chybione i miasto wygra. Ale nie wygra, bo wygrać nie może, chyba dla jego dobra.

Nie tunel pod rondem a autopromocja oparta o kandydaturę do ESK2016 będzie główną rękojmią w walce o fotel prezydencki Piotra Uszoka. Właściwie fotel pewny, bo wygrać z Uszokiem mogą chyba jedynie celebryci, albo arcybiskup Zimoń, na pewno nie żadni politycy. Może senator Bochenek, może Jerzy Gorzelik (wiele osób go namawia), może Marek Czyż. Choć wszystko to liche nadzieje.

Przestrzeń Katowic nijaczeje. Sytuacja w zawieszeniu trwa już 2 lata. Dajcie mi człowieka, które wie co się dzieje z rynkiem, dajcie mi człowieka, który wie, co się dzieje z przebudową Korfantego, dajcie mi kogoś, kto przekona mnie, że jet spójna wizja. Katowice do cholery to tak naprawdę mała mieścinka, której centrum nie ma więcej niż 2 km średnicy. I tak trudno zrobić pierwszy krok? W Łodzi bawią się w piaskownicy 5 na 6 km, w Warszawie podobnie, w Krakowie pierścieniem o średnicy 4km. Od początku byłem tak samo jak Robert Konieczny przeciwny pompowaniu milionów w ul. Mariacką. To nie będzie salon miasta. Każdy daleko wybiegający w przyszłość planista najpierw przyciągnąłby tu biznes, organizatorów czasu wolnego, tak zwanych „do from shit somethink”, gastronomię, świętego Idziego, kogokolwiek. A oni potem ludzi. Bo to ludzie przyciągają siebie najbardziej. Nie ławki i latarnie, które z nazwy są statyczne. I potem szybki remont. Stymulowanie ruchu na siłe trochę przypomina sterowaną gospodarkę. Tylko ludzi się nie dodkrukuje tutaj!

Gdzie jest ruch? Ruch jest tam gdzie ludzi, punkty zaczepienie, komunikacja, zapach hamburgerów, dźwięk trąbki i przekupki. Dla mnie centrum zamyka się w kwartale Skargi, Korfantego, Jagiellońska, Sokolska. Ale serce bije w trójkącie Stawowa, Mickiewicza, 3Maja.
Uwaga będę wymieniał. Mieszkańcy katowickiej moderny skarżą mi się, że nikt nie pilnuje inwazji okien PCV i anten telefonii komórkowej na przedwojenne kamienice, urzędnicy związani z Funduszem Ochrony Środowiska twierdzą, że mają pieniądze i chcą pomóc w termomodernizacji najstarszych, zabytkowych dzielnic Katowic, ale odbijają się od ściany, Nikisz sam sobie organizuje społeczność obywatelską (to akurat lepiej niż gorzej), to samo Szopienice i Giszowiec, o obwodnicy zachodniej cisza, o skwerze przy Sokolskiej Never Ending Story, targowisko przy Mickiewicza to chyba już stwardniały psi bobek, miasto wydało pozwolenie na przemielenie Supersamu a Dawidowi Lynchowi wstyd pokazać hale, o których marzy bo na przykład Uthemana roznieśli już złomiarze, chłopaki z IT i internetu, kwiat katowickiej młodzieży błagają o głupi patronat nad śląskim barcampem. Do tego dochodzi megacentrum handlowe w rdzeniu miasta (dla mnie rdzeń to miejsce przecinania się najruchliwszych tras ze strumieniami ludzkimi, czyli akurat pl. Szewczyka).

Od ludzi siedzących w katowickiej ochronie środowiska, którzy współpracowali jakiś czas temu z prezydentem a nawet urzędników z UM Katowice słyszę, że prezydent Uszok jest pracowity i pracuje 18 godzin na dzień, ale wszyscy wolą, by pracował 8. Słusznie. Z miastem jest jak z klubem piłkarskim. Mamy słabe skrzydła, szpicę i libero? Kupmy ich. Ogólnopolski konkurs na dobrego plastyka miejskiego, konserwatora zabytków czy ogrodnika miejskiego to byłby pierwszy dobry krok.  Ale co tam. Katowice to już nie moje miasto. Moim znów jest Zabrze (posiadające z resztą piękniejszą modernę niż katowicka) Tutaj kilka jaskółek zapowiada dobrą wiosnę. Wizje przedefiniowania terenu Huty Zabrze, centrum a nawet turystyki przemysłowej mogą się podobać.

Moment. Co ja powiedziałem? To nie moje miasto? A może tak myśli większość. Większość ludzi, tworzących centrum tego miasta – czyli obcy, napływowi. Przyjezdni – przejezdni. Gliwice, Zabrze, Sosnowiec, Bytom. Jesteśmy tu tylko na chwilę, przelotem, chlapiemy butami na przejściu. Nas nie interesuje przebudowa centrum… Targowisko? Zwisa i powiewa. No właśnie.

Kilka razy wypowiedziałem się, czy na forum GKW czy luźno w internecie, że Katowice nie powinny startować w tym konkursie. Że za kilkanaście lat powinniśmy spróbować jako Metropolia Silesia i pokazać nową jakość. Jeśli już startujemy, będę pierwszym kibicem, ale budzi to we mnie nieprzebrane pokłady irytacji.
W ESK startujemy z hasłem „Katowice – miasto ogrodów”. O jak nowatorsko. Których? Będzie ul. Zajączka, Giszowiec, ogrody zimowe na modernie to juz przecież rupieciarnie i szuszarnie kożuchów pana Stanisława. Ogródki działkowe też upadają. Na Nikiszu podwórka są bardziej brązowe niż zielone a w ogrodzie przy tzw „zamku” na Załężu zakotwiczyły 3 ruiny samochodów. Kto wymyślił to hasło. Powiedzcie mi, a zaproszę go na podróż w nieznane. Czyli w miasto Katowice.

Najśmieszniejsze jest to, że lubię prezydenta Uszoka. Jest uprzejmym, jowialnym i wyjątkowo opanowanym gościem. I oczywiście znowu wygra. Ale jednak jakie miasto jest każdy widzi. Gdzie jest klucz do tej sytuacji?

Share

Przebudowa dworca PKP w Katowicach. Boże chroń nas przed „atrapami”

Lipiec 24, 2009

Wczoraj zaprezentowano (no właśnie, co?) wizualizacje/pomysły/wizje/groźby przebudowy katowickiego dworca PKP. Przebudowa konieczna, zachowanie unikatowych kielichów wskazane, spełnienie nadziei mieszkańców – priorytetowe. Oglądając jednak te plany boję się…

Boję się, że w centrum miasta (jak słusznie zauważył internauta na portalu MMSilesia) powstanie druga Silesia City Center, miejsce, które bardziej będzie destruktorem przedsiębiorczości na katowickich ulicach i miejscem rozbijajacym tkankę miasta niż sprawnym funkcjonalnym i wygodnym sercem komunikacyjnym. Ruch w mieście generują tzw „strumienie ludzkie”, ruchliwe drogi i trakty, łączące najważniejsze miejsca. Prezydent Piotr Uszok zapewnia, że nowy dworzec wygeneruje nowe strumienie pomiędzy nim a pozostałymi ulicami. Na pewno? A nie „zatrzyma” ruchu w sobie samym? Czy zamiast siedzieć w mitycznych knajpkach na Mariackiej ludność miast i miasteczek aglomeracji nie usiądzie w KFC czy innej fabryce smacznego jedzonka właśnie w tym nowym centrum handlowym?

I jak to się ma do marzeń o stworzeniu „salonów miasta” wzdłuż Korfantego i Mariackiej? Słusznie punktuje tą nieścisłość również dr Krzysztof Nawratek. Nijak! Jedyne, co broni tego pomysłu to fakt, że miasto samo sobie oczywiście nie poradzi z takim wyzwaniem nigdy, więc MUSI całkowicie się podporządkować inwestorom. Teraz już byle jakim, bo szansę na lepsza i mądrzejsze działanie w tym zakresie kilka lat temu zmarnowało, co natomiast przypomniał Przemek Jedlecki w swoim blogu. Poza tym dworzec nie spełni już funkcji węzła KZKGOP, nie ma na to szans. Nie tu i nie w takim opakowaniu. I jeszcze jedno – jak słusznie zauważa na forum gkw „Kropek” co z terenami przyległymi? Czy pomijając je NEiver Polska stworzy nowe oazy zaściankowości a z dworca stworzy swoistą atrapę?

Także, przyznaję, jestem bezradny i bez pomysłu. Jednym z plusów tego, że powstanie cokolwiek jest fakt, że nie powinno już śmierdzieć, kisić się i kurzyć – tak jak teraz. Choć i tu nie jestem pewien, bo jak powiedział mi jakiś czas temu właściciel ostatniego fajnego (już zamkniętego) lokalu na dworcu „nie architektura była przekleństwem dworca, lecz jego zarządcy…”


Plan sytuacyjny, by Kropek z forum gkw

Share

Zachodniopomorskie się promowało w Katowicach. Ale dla kogo?

Maj 25, 2009

zachoZakończyła się unikalna promocja turystyczna regionu. Zachodniopomorskie przyjechało do Katowic na zaczynającą swoje nowe życie ulicę Mariacką. Według wystawców i specjalistów od branży – trochę nie wyszło. Nie wiem, czy goście znad morza sami wybrali miejsce, czy zaoferowano im w UM, niemniej dostaliśmy dowód na to, że Mariacka, przyszły deptak miasta nie jest jeszcze gotowa na taką imprezę? Pierwsze koty za płoty w tym wypadku nabrały dosłownego znaczenia.

Ludzi było podobno mało, część imprez przeniesiono ze względu na pogodę, akcja przegrała konkurencję z koncertami na Muchowcu 0 juwenaliowym w sobotę i Feel Festiwalu w niedzielę. To, nic – planowano przyciągnąć rodziny z dziećmi, te również nie pojawiły się. Byli w Silesia City Center? A tak sie starano – dmuchane piłki, marynarze z ulotkami, śmigający po Katowicach, stragany i pokazy wikingów. Krzywda się jednak szczecinianom nie stanie – i tak ponad 30% wakacyjnych gości regionu to mieszkańcy Aglomeracji Śląskiej. A my powinniśmy się zastanowić jak… wypromować Mariacką wśród nas samych

Foto: Sara Stasiuk, MMSilesia

Share

Następna strona »