Zdjęcia satelitarne Czech, plus mapy, plus… (Niesamowity geolokalizator)
Kwiecień 19, 2010
Nasze ZUMI musi się chować przy czeskim geolokalizatorze MAPY.CZ. Posiada on nie tylko bardzo dobrą jakość zdjęć satelitarnych, dzięki czemu to ciekawe państwo możecie sobie poprzeglądać przez kilka deszczowych wieczorów, ale ma niesamowicie dużą ilość wersji rastrowych, które – co ciekawe – można na siebie nakładać, co sprawia nietypowe wrażenie. Można np nałożyć mapę współczesnych dróg na archiwalną mapę austriacką z drugiej połowy XIX wieku.
Można to samo zrobić ze szlakami turystycznymi, ścieżkami rowerowymi, cieniowaniem rzeźby terenu czy atrakcjami turystycznymi. Jednak każda kompilacja z użyciem starych map archiwalnych zrobiła na mnie największe wrażenie. Spróbujcie sami http://mapy.cz. Ciekawostka jest taka, że można również obejrzeć Śląsk cieszyński.
Leskowiec, Madohora, Łysina. Weekendowa wędrówka po Beskidzie Małym
Kwiecień 17, 2010
Bardzo fajny pomysł na mało znane pasmo górskie, jakim jest Beskid Mały. Ze Śląska jedziemy autobusem lub pociągiem w kierunku Wadowic, Andrychowa lub Kęt. Stamtąd kierujemy się do miejscowości Rzyki lub Jagódki. Autobus PKS dowozi nas pod sam początek szlaku tzw. „papieskiego”, którym bardzo ostrym podejściem wchodzimy na Leskowiec. Górny odcinek szlaku zwany jest Gronią Jana Pawła II na pamiątkę jego tutejszych wędrówek.
Najciekawsza geomorfologicznie jednak z pewnością jest grań Madohory. Szczyt, zwany też łamaną Skałą jak sama nazwa wskazuje, obfituje w wiele ciekawych, subtelnie pochowanych w lasach formacji skalnych. W 1961 r. utworzono tutaj Rezerwat Madohora, ma on powierzchnię ponad 70 ha i chroni naturalny, górnoreglowy bór świerkowy, a także bujne runo leśne. Tuż pod szczytem, jakieś 10 minut przedzierania się przez krzaki można znaleźć jeden z ciekawszych beskidzkich wodospadów. Jest to strużka potoku Dusica, która spada z 2 metrów nad… niewielką Jaskinią Komonieckiego. Niestety nie udało mi się do niej dotrzeć mimo, szczerych chęci. Najlepiej spróbować, gdy opadną liście. W środku pasma można zrobić nocleg namiotowy, co też uczyniłem (akurat na Polanie Patykówce). Jednak dla bardziej wytrwałych proponuję szlak północny – czerwony przez schronisko na Kocierzy. Ja wybrałem krótszy, zielony, by na koniec dotrzeć do niesamowitego kompleksu skalnego w Ściszków Groniu i aby obejrzeć Kotlinę Żywiecką z góry. – Wsiadajcie, co będziecie tak dreptać – zaproponował nam pewien Czech i tym samym z naprawdę pięknie połozonej wioski Łysina (coś niesamowitego) szybciutko zjechaliśmy do Gliwic [edit: hehe oczywiście Gilowic :P] (miejscowość rodzinna Tomasza Adamka). A potem już prosto na Śląsk.
Nationalu – Geographicu! Nie idź tą drogą wąską!
Kwiecień 15, 2010
Nie wiem co się dzieje z moim ulubionym czasopismem. Obiektem westchnień, szacunku i całkowitego zaufania. Tak, National Geographic Society, którego jestem szarym członkiem, to jedyna (trudne słowo) zinstytucjonalizowana grupa, która może się chlubić, że pozyskała moje 100% zaufanie. Tym bardziej marszczy się moje czoło i martwią oczy widząc kurczący się z miesiąca na miesiąc magazyn. Jako, że mam prawie wszystkie numery żółtego czasopisma (do poskręcania czeka na razie regał z BRW, gdzie trafi moja ferma) mogę z poważną troską stwierdzić „NG zaczyna lecieć w kule”. Niestety.
Rok 2000 – Super świeżutkie newsiwa w dziale Geographica, Polskie Szlaki, zawsze minum 6 artykułow plus osobno jedna dwie fotorozkładówki. To nie wszystko, bo naliczam conajmniej 10 tematycznych kolumn. Sawet dla smakoszy. Reklam? 30% W tym mniej siwy Huber Urbański i wodoodporny Siemens z antenką grubości ołówka. Jest dobrze, jest pięknie. Herbata, lampka, czytamy. No i jeszcze te mapy, plakaty w co drugim numerze. No ludzie. Cena – 8 zł
Rok 2005 – Liczba stron niebezpiecznie zbliża się do stówki. Reklam pojawia się więcej i więcej. Np teraz patrze na wydanie sierpniowe – o, Palikot i jego OZON. Co raz mniej map i wkładek, więcej stron z kopertami do wycięcia, katalogów z produktami NG. Wszyscy dajemy ciche przyzwolenie na ten proceder. Ilość tekstów jeszcze podobna, co w 2000. W międzyczasie potem Naczelną zostaje Martyna. Byłem zaskoczony. Cena – 10 zł
Rok 2010 – Numer specjalny o wodzie przechodzi ludzkie pojęcie. Nie wiem czy to dobrze skonstruowane zdanie, ale piszę z nerwem. Już jako stały prenumerator dostaję magazyn supercieniutki na badziewnym papierze (Że niby ekologicznie? Nigdzie nawet o tym nie wspomniano – a byłoby elegancko). od dobrych kilkunastu miesięcy dostajemy czasem nawet tylko 5 artykułów, w tym czasem aż 2 krótkie fotoreportaże. Niestety na co drugiej stronie pojawia się reklama. Dokładniej rzecz biorąc prawie 40%. Zero map, zero wkładek, zero plakatów, prawdziwy Kononowicz. Cena 13 zł.
Co o tym wszystkim myślicie? Bo mi jest cholernie niezręcznie, kiedy moja ulubiona grupa wpływu, jaką jest organizacja NG, zaczyna sobie pozwalać na zbyt wiele. Kryzys? To proszę, powiedzcie to nam! (Piszę maila do redakcji. Zapytam.)













Ostatnie komentarze