Giga-burze i trąby powietrzne nad Śląskiem będą częściej

Lipiec 20, 2009

Opolskie, śląskie i łódzkie to województwa bardzo często zagrożone trąbami powietrznymi. Na trasie największej ilości tornad znajdują się powiaty pomiędzy Aglomeracją Śląska a Częstochową.

Zagrożenie przez trąby powietrzne występuje u nas najczęściej w miesiącach od czerwca do sierpnia, w godzinach popołudniowych. Aby powstała trąba powietrzna, musi zaistnieć sprzyjający zespół warunków meteorologicznych, porównywalnych do tych, jakie występują się przy tworzeniu się tornad nad obszarem Wielkich Równin Amerykańskich, które pojawiają się tam od marca do lipca. Stąd również należy szukać większej częstotliwości trąb właśnie na równinnych terenach w Polsce.

Sprzyjające warunki do utworzenia się trąby powietrznej występują zazwyczaj na pograniczu dwóch silnie zróżnicowanych termicznie i wilgotnościowo mas powietrza. W Polsce najczęściej fronty przechodzą z zachodu na wschód. A to za sprawą tego, że chłodne polarnomorskie powietrze „wcina się” pod masy lżejszego ciepłego powietrza tropikalnego lub kontynentalnego. Na nasze nieszczęście województwo śląskie stanowi pewnego rodzaju barierę dla chłodnych mas, które pełzną wzdłuż doliny Odry i Warty w kierunki środka kraju (drugi obrazek poniżej). Teren stopniowo się podnosi, więc i powierzchnia styku obydwóch mas się zmniejsza. Stąd dosyć częste wystepowanie tzw. „frontów szkwałowych w pasie od Torunia przez Łódź, Częstochowę po Opole i Katowice. Choć należy zaznaczyć, że to zjawisko może wystąpić prawie w każdym miejscu Polski.

Tylko w ciągu ostatnich kilku lat właśnie w trójkącie Katowice-Opole-Łódź powstało kilkanaście trąb powietrznych w tym ta najtragiczniejsza z podczęstochowskich Kłomnic.
Warto zauważyć, że załamania prądów powietrznych napędzane przez różnice temperatur, tworzą się najpierw u nasady chmury a dopiero potem schodzą stopniowo z dół. Gdy dosięgną ziemi – tworzy się podstawa, która paradoksalnie pomaga w przemieszczaniu się leja. Ciśnienie w środku leja wynosi czasem nawet o 100 hPa mniej niż na zewnątrz a w ruchu wirowym pomaga mu siła odśrodkowa.
Im mniejszy lej tym silniejsze zniszczenia jednak na mniejszej przestrzeni. W zależności od sprzyjających warunków trąba powietrzna tra od kilku do kilkudziesięciu minut. Wirujące w trąbie powietrze osiąga ogromną prędkość, przekraczającą niekiedy 400 km/h. Cały układ obraca się w kierunku przeciwnym ruchowi wskazówek zegara.

Trąby powietrzne nie występują na terenach typowo górskich. Jedyna trąba, którą odnotowano w Polskich górach uderzyła na Podhalu – czyli terenie równinnym. Im większe zmiany klimatu tym więcej anomalii takich jak trąby powietrzne, jeszcze w latach 60 i 70 rzadko u nas spotykane. Wszystko to za sprawą upadabniania się naszego klimatu to klimatu przejściowego południowej części środkowych USA. Powietrze znad bliskiego wschodu i basenu Morza Czarnego oraz Niecki Węgierskiej jest co raz cieplejsze i wilgotniejsze. A to powoduje, że chłodne masy znad Morza Północnego i Norweskiego są groźniejsze w „zderzeniu” frontalnym.

Share

Śląskie miasta na #blip’ie są, działają i raczkują…

Lipiec 19, 2009

Śląskie i zagłębiowskie miasta ruszył aktywnie na blipie, co dobrze o nich świadczy. Jakiś czas temu pisałem  bardzo aktywnej na blipie, facebooku i twitterze Politechnice Śląskiej. O tym, że Katowice i Sosnowiec wejdą w mikrobloging dowiedziałem się na Forum Nowych Mediów na wiosnę. Wiem, że ludzie związani z administracją publiczną pojawili się na Barcampie w Cogitaturze. Wystartowali w czerwcu, ale to mimo wszystko nie jest to, czego się spodziewałem.  Wielka klapa. Ale do blipa dołączyły jeszcze ^Bytom, ^Gliwice, ^Tychy, ^Zabrze. Działają różnie, choć lepiej, czasem przez API czasem ręcznie i z rozmysłem, ale wciąż brakuje mi podstawowych informacji, które powinny się na kanale miast znajdować.

To powinny być pomysły na spędzenie wolnego czasu, na informowanie o konkursach i akcjach miejskich, na samym końcu o informacjach i działaniach urzędników. Życząc powodzenia i sugerując wzorowanie się na najlepiej radzącym sobie z trendami web2.0 ^Radom’iem idę przejrzeć jak sobie radzą inne miasta.

Share

Zespół pałacowo-parkowy w Pszczynie +bonusy (Przewodnik cz.10)

Lipiec 13, 2009


Pszczyna, nazywana perłą Górnego Śląska przyciąga co rok około 300 tys. turystów. Miasto niepozorne, rozłożyło się wokół podłużnego (troch podobnego do słowackich i węgierskich) rynku po południowej stronie meandrującej między lasami Pszczynki. Przez kilka wieków było siedzibą wielu arystokratycznych rodów, książąt pszczyńskich i ulubionym rejonem polowań. Śladem tego jest jeden z najsłynniejszych zabytków województwa, czyli doskonale zachowany Zamek, zwany też pałacem wraz ogromnym kompleksem parkowym. Powstał na ruinach XV-wiecznego zamku i był siedzibą książąt pszczyńskich: Promnitzów, Anhaltów i Hochbergów. W Zamku, w którym od 1948 r. znajduje się muzeum, zachowały się oryginalne wnętrza z czasów Cesarza Wilhelma II i Księżnej Daisy

Do Pszczyny jeździłem zawsze z zachwytem. Czyste, klimatyczne uliczki, i łatwy szybko dojazd. Do pałacu wchodzimy imponującą bramą a trasę pomiędzy stylowymi komnatami i korytarzami ze słynną salą lustrzaną pokonujemy w około 2 godziny. Niemniej sam zamek był dla mnie czymś o wiele za ubogim (o dziwo).  Skoro macie cały dzień – polecam obejrzeć również pszczyński ratusz, uliczki po północnej stronie rynku, muzeum prasy oraz skansen wsi pszczyńskiej. W Parku, na który można poświęcić śmiało 2,3 godziny mamy kilkanaście km ścieżek i dróg oraz pozostałości po dawnym planach oraz bogactwo małej architektury: mostki, altany, ławki a nawet… lodówki. Będąc w Pszczynie można odwiedzić również zagrodę pokazową Żubrów (niekoniecznie polecam, ciekawiej wyglądają na terenie rezerwatu w Jankowicach, 5 km stąd) oraz Bażantarnię – również dzieło von Plessów.

Jednym z najpiękniejszych widoków jest widok na park, łąkę, jezioro i na końcu pałac ze wzgórza przy wspomnianej wcześniej „lodówce”, czyli altany wypoczynkowej, na dachu której tańczono i grano w słoneczne dni a na dole trzymano bryły lodu w sam raz do deserów.

Share

National Geographic i Discovery w internecie. Free i HD

Lipiec 10, 2009

Gdyby pod ranking instytucji czy firm, o których ludzie nie mówią złego słowa podciągnąć markę National Geographic i Discovery z pewnością byłaby w czołówce w towarzystwie Państwowej Straży Pożarnej oraz polskich piłkarzy ręcznych.
Te kanały to większość naszego dzieciństwa, ciągłe nieustające zachwyty, udane zagospodarowanie czasu wolnego i nawet teraz – po intensywnym dniu pracy pomiędzy ósmą a ósmą fajny relaks wieczorny przy kolacji i piwku.

Dzięki wykopowi dowiaduje się, że większość ciekawych programów mogę już znaleźć w internecie i to w wersji HD. Tylko przyklasnąć, bo nie ma drugiego tak dobroczynnego działania. Oby jak najwięcej ludzi w wieku, w którym się kształtują oglądało. By uchronić się przez innymi, wątpliwymi rozrywkami.

Prawda też smutna, że era encyklopedii, albumów o dinozaurach, książek popularnonaukowych dla młodych czy atlasów dla dzieciaków mija. Książki podróżnicze z Tomkiem, autorstwa Alfreda Szklarskiego (ciekawostka jest taka, że mieszkał wiele lat w katowickim „drapaczu chmur”), powieści Karola Maya czy encyklopedie małego naukowca, albumy zwierzęta świata i inne takie. Mam wielki sentyment do tych wydawnictw, bo wykształtowały mnie jako człowieka. „W pustyni i w puszczy” pamiętam to do dziś jedyna książka przez którą nie spałem. Rodzicom po cichu dziękuję, że zawsze coś takiego do mnie trafiało. Tak się więc zastanawiam czy kończy się pokolenie Świata Wiedzy? Składanych dinozaurów, albumów z wklejanymi naklejkami zwierząt czy miast oraz DDreportera?. Pokolenie chłopaków, którzy budowali miasta w piaskownicy, garaże i zalewali je jeziorami z wiaderek. Pokolenie młodych ludzi, którzy poznawali świat raczej eksplorując, buszując w terenie, tworząc coś swojego, rysujących roboty, samochody, układających z kredek ulice miasta na dywanie. Wiadomo, czas mijał, zwyczaje mijały. Przyszły normalne męskie rozrywki. Ale tamten etap pozostanie niezapomniany. Lata 90-te zawsze będę wspominał z wielkim sentymentem.

swiat-wiedzy

Przy całej mojej miłości do internetu czuję boleśnie, że obecne pokolenie 10,12 i 14-latków raczej tego nie robi. Raczej czeka na „gotowe na patelni” i raczej stanowczo za wcześnie psuje oczy przed monitorami komputerów. A tam są o wiele atrakcyjniejsze rzeczy niż wiedza.

Ale cóż. Kijem Wisły już nie zawrócimy, więc Discovery HD i National Geographic serdecznie polecam. Zawsze lepsze to niż śmierdzący i plastikowy showbiznes, który z roku na rok wpychany jest w umysły coraz to młodszych odbiorców.

Share

Żarki – Letnisko. I wszystko, i blisko…

Lipiec 4, 2009

zarki2

Do miejscowości Żarki-Letnisko jedziemy pociągiem z Katowic około 45 minut. Wysiadamy na drugiej stacji po Myszkowie, zastanawiająco schowanej w lesie. Ta letniskowa miejscowość to spełnienie przedwojennego snu o kurorcie z walorami morskimi, ale daleko od morza. W istocie, w momencie, gdy uruchomiono stację na początku wieku XX teren natychmiast kupili hrabiowie Raczyńscy, z chęcią stworzenia „leśnego kurortu”. Moda na takie miejscowości w Polsce przedwojenne była dzika. Powstawało ich kilkanaście do roku. Najsłynniejsze to między innymi Spała czy Podkowa Leśna.

Hrabiostwo szybko rozparcelowało posiadłość i do wybuchu wojny powstało tu kilkadziesiąt pensjonatów i domków wypoczynkowych. Ludzie przybywali do Żarek Dobrych, by wdychać jod i zbierać grzyby w pachnących lasach. Po tamtych czasach zachowało się kilkanaście starych willi w tym najsłynniejsza – „Nałęcz”. W czasie wojny siedziba straży granicznej Rzeszy.

zarki-letnisko

Żarki rozrosły się tuż po wojnie – wtedy też zwiększyła się cała infrastruktura okołoturystyczna a nowe działki zasiedlali nowi ludzie – głównie emeryci ze Śląska i Zagłębia.

Z Żarek Letniska blisko do samych Żarek malowniczą, leśną drogą, blisko też do Zalewu Porajskiego, Myszkowa i doliny Warty, nad którą praktycznie leży wieś. Poszedłem nad rzekę wieczorem, na piaszczystej skarpie zrobiłem mały biwak, dosyć szybko i łatwo zapalić można ognisko – latem pod dostatkiem tutaj wszelakiego „suszu”. Nie spotkałem komarów żadnych!

Noclegów pod dostatkiem i to w cenach mieszczących się w przedziale 20-40zł. W soboty i niedziele na letników czekają okazjonalne targowiska. Można kupić wszystko, również owoce lasu.

Share

Klasztor w Czernej i mistyczna Dolina Eliaszówki koło Krzeszowic

Lipiec 2, 2009

klasztor-w-czernej

Jednym z ciekawszych miejsc na południowej Jurze a bardzo niedocenianych jest uważana przez niektórych za mistyczną – Dolina potoku Eliaszówka, 3 kilometry na północ od Krzeszowic. Miejsce wybitnie łatwe do eksplorowania przez mieszkańców Aglomeracji Śląskiej, bo do tego uzdrowiska mamy niecałą godzinę jazdy pociągiem.

Krasowa dolina wcina się w wysoczyznę jurajską dosyć ostro, pozostając przy tym całkowicie zarośniętą i zasłonioną przed promieniami słonecznymi. To pozwoliło wykształcić w tym miejscu specyficzny mikroklimat i upodobnić się do słynniejszej Doliny Prądnika. Środkiem doliny biegnie droga do Paczółtowic – tak unikatowy drewniany kościół. Krawędzie wąwozu pokrywa mnóstwo wapiennych wychodni, bogatych w skamieniałości, odciski amonitów itp. W północnej części doliny źródło św. Eliasza. Nie sposób nie nazwać miejsca romantycznym, skoro źródło zostało ocembrowane na kształt kamiennego serca!

Niewątpliwie w dolinie musicie zobaczyć ruiny tzw. „Diabelskiego Mostu” – konstrukcji przypominającej rzymski akwedukt, łączącej kiedyś wioski i pola uprawne z położonym na szczycie góry klasztorem w Czernej. Sanktuarium należy do Karmelitów Bosych a miejsce to uważane jest z jedno z najpiękniej położonych klasztorów w Polsce.

Share

« Poprzednia strona